niedziela, 29 września 2013

I

Pozwólcie, że zacznę od początku, bo jaki sens miałoby opowiadanie tej historii od końca? Usiądźcie wygodnie i zaczynamy.

Z: Tak, słyszałem o niej. Czytałem nawet jej książkę i powiem, że jest świetna
Li: Ja nadal nie mogę uwierzyć, że napisała ją 18-sto latka. Dziewczyna ma talent. Na prawdę
R: Mieliście już okazję spotkać się z Martą?
N: Nie, jeszcze nie, ale chodzą słuchy, że będzie na naszym jutrzejszym koncercie w Londynie, więc zapewne się poznamy
R: Polska pisarka, directionerka, a do tego śliczna. No chłopaki, pozazdrościć wam fanów
H: Wszystkie nasze fanki są śliczne i każdej nam można zazdrościć, ale żadnej nie oddamy.
R: W to nie wątpię. Widzieliście jej zdjęcia?
N: Nie. Masz jakieś? Pokaż
Na ekranach, które znajdowały się z nami wyświetlono zdjęcie Marty. Wtedy pierwszy raz ją zobaczyłem. Średniej długości ciemne blond włosy, niebieskie oczy, malinowo różowe usta. Patrzyłem na jej zdjęcie i myślałem "WOW"
R: Wczoraj przeprowadzałam z nią wywiad. Jest bardzo pogodną osobą, ma poczucie humoru, wie czego chce i do tego twardo stąpa po ziemi. Niesamowita dziewczyna
N: I jaka ładna - odwrócił się do nas i zaczął poruszać brwiami jakby mówił "Jest moja"

Reporterka zadała nam jeszcze kilka pytań dotyczących naszej kolejnej trasy koncertowej i zakończyliśmy wywiad. Pamiętam, że cały czas miałem przed oczami jej zdjęcie. Podobała mi się. W ciągu tego dnia przyłapałem się kilka razy na tym, że o niej myślę. I to nie były myśli typu "jakie ona ma ładne oczy", to było raczej "na pierwszą randkę zabrałbym ją na plażę, tam będzie na nas czekał stolik i zjemy kolację przy blasku księżyca", ale zaraz po tym sam siebie sprowadzałem na ziemię słowami "człowieku, przecież ty jej nawet nie znasz, ogarnij się".
W garderobie jak zawsze się wygłupialiśmy, jak to 19-sto i 20-sto latki jeszcze wtedy. Paul nie potrafił nas ogarnąć. Jak tak patrzę no to z perspektywy czasu, to ja bym nas chyba pozabijał.
- Ładna jest, nie? Taka.. Inna. Słyszałem jak mówili, że Polki to najładniejsze dziewczyny, ale nie sądziłem, że aż tak - zaczął Niall
- Blondynka, niebieskie oczy.. No. A do tego ambitna.
- Ciekawa jaka jest, wiecie, tak prywatnie. Boże tylko żeby nie jakaś nudziara
- Niall... - powiedziałem - Ogarnij się - i rzuciłem w niego moją koszulką
- Aaaaa! Styles rzucił mi swoją koszulkę! Aaaaa! Umieram!
- Zmień dilera Horan, bo ten ma trefny towar
- Ooo, widzę, że nie tylko mnie się spodobała - zmrużył oczy na co ja swoimi wymownie wywróciłem
- Porozmawiamy jutro, jak już ją poznamy. Idziemy coś zjeść? Jestem głodny
Kiedy tylko przekroczyliśmy próg McDonald'a zrobił się szum, delikatnie mówiąc, na szczęście Paul i chłopaki z ochrony zapanowali nad tym niewielkim tłumem i mogliśmy w spokoju zamówić. Rozdaliśmy kilka autografów i udaliśmy się na O2 ARENA, żeby sprawdzić jak sprawy się mają. Scena już nabierała powoli kształtów, ludzie nadal ciężko pracowali, żeby do jutra rana zdążyć, przed naszą próbą. Ustaliliśmy jeszcze listę piosenek wykonywanych na koncercie, przymiarka strojów i byliśmy wolni.
Jak zwykle zadzwoniłem do mamy i do Gemmy. Długo rozmawialiśmy, wspomniałem im o Marcie, to znaczy o jej książce. Byłem zaskoczony, kiedy mi powiedziały, że obie ją przeczytały i spodobała im się, jednakże są zdziwione tym jakie sceny się tam pojawiły. Nie miały na myśli scen jakichś orgii czy coś w ten deseń. Chodziło im raczej o akty przemocy domowej, psychicznej i fizycznej, której doświadczała główna bohaterka i stwierdziły, że będą w niemałym szoku jeśli okaże się, iż to historia oparta na faktach. Coraz bardziej odczuwałem potrzebę przeczytania jej książki. Poznałbym ją w pewien sposób przez to, prawda? Kiedy zakończyliśmy rozmawiać, wpadłem do pokoju Zayna. Leżał na łóżku ze słuchawkami na uszach i śpiewał "All black" Chrisa Browna. Zobaczyłem książkę na walizce, więc sięgnąłem po nią.
- Pożyczam! - krzyknąłem ale nie byłem pewien czy usłyszał. Podszedłem do niego i pomachałem książką przed nosem - Pożyczam - powtórzyłem, na co on skinął głową ze znaczącym uśmiechem.
Wróciłem do swojego pokoju, wskoczyłem na łóżko poprawiając się tak długo, aż było mi wygodnie i zacząłem czytać. Szok pojawił się przy prologu. Nie wiem czego się spodziewałem, ale chyba nie tego...

"Czy wiesz, kiedy niechęć do kogoś zamienia się w nienawiść? Ja też nie. Czuję, że te dwa uczucia dzieli cienka granica. Jeden krok i jesteś po drugiej stronie. Tej, która zabija od środka, na wiele różnych sposobów. Ja to zrobiłam, przekroczyłam granicę między niechęcią i wrogością a nienawiścią, nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Czy aby na pewno to jest już nienawiść, a może jednak coś więcej? Życie pisze różne scenariusze. Nie zawsze piękne i kolorowe. Wiara nie zawsze pomaga, ambicja nie zawsze wystarcza, nienawiść nie zawsze jest ciągła. A może się mylę?
Jest wiele osób, za którymi nie przepadam, których nie mam ochoty oglądać, jest wiele takich, których dźwięku głosu nie jestem w stanie zdzierżyć, ale ich nie nienawidzę. Mam jeden obiekt nienawiści. Na nim skupiają się wszystkie moje negatywne uczucia, a już na pewno on jest powodem większości z nich. Na ogół nie życzę źle ludziom, ale za nim w ogień bym nie wskoczyła, ewentualnie dolała benzyny jeżeli płomień by przygasał. Cierpienie i ból jakiego doznałam mieszkając z nim odcisnęło piętno na mojej osobowości i charakterze. Jedna osoba, z biegiem czasu uświadamiam sobie, że nic nie warta, zmienia całe moje dotychczasowe życie w piekło. Rujnuje wszystko co dobre, gasi ostatni płomyk nadziei, sprawia, że zaczynam tracić wiarę w ludzkość. On. Jedna osoba. Niezrównoważony psychicznie, pazerny, próżny egoista. I ja. Nastolatka, pełna życia, marzeń i szczęśliwa. Do czasu, kiedy na horyzoncie pojawia się właśnie On.."

Jak dla mnie, nie wygląda to na sytuację, w której ona siada i pisze takie coś, tak z niczego. Musiało się coś stać, musiało być coś na rzeczy, skoro w jej słowach można było wyczuć tak silną niechęć. Ta historia momentami wzbudzała we mnie dreszcze, które przebiegały całe moje ciało. Do późna czytałem, można powiedzieć, że do bardzo wczesnego poranka i kiedy budzik zaczął dzwonić miałem ochotę rzucić nim o ścianę. No cóż... Sam byłem sobie winny.
Zimny i niesamowicie szybki prysznic, jeszcze szybsze śniadanie no i próba. Dzisiaj ważny koncert. Najważniejszy w całej trasie. Nie stresowaliśmy się z chłopakami jakoś bardziej niż przed innymi, ale jednak trema była.
- Nie mogę się doczekać, aż znów staniemy na scenie i zaczniemy śpiewać. Szczególnie Little Things, ludzie są wtedy tacy spokojni.. I te światła.. To jest piękne
- Oooo nasz Niall się rozmarzył - Louis zaczął się śmiać
- Ale to rzeczywiście jest piękne. Pomyślcie tylko. Trzy lata razem. Tyle przeszliśmy a nasi fani razem z nami. Czytałem tweety dzisiaj przed koncertem, a w gardle miałem gulę wielkości piłeczki tenisowej..
- Co tam wyczytałeś? - zapytał zainteresowany Zayn
- "Dzisiaj zobaczę One Direction, chłopaków, którzy uratowali mi życie. Nie wiem jak im dziękować" albo "Bycie directioner nie jest łatwe, ale nie wyobrażam sobie, że moim idolem mógłby być kto inny, jak nie ta piątka wariatów", "1D nauczyło mnie żeby się nie poddawać. Dzięki nim mam prawdziwą przyjaciółkę, jestem szczęśliwa, żyję... Dziękuję Wam"
Słuchając tego co cytował Niall i mi rosła gula w gardle. Oni nie zdają sobie sprawy z tego jak ich kochamy. Wiedzą to, ale nie są w stanie sobie wyobrazić jak bardzo nam na nich zależy, na ich szczęściu, zdrowiu, na ich życiu, na nich samych. Ich uśmiechy to nasze uśmiechy, ich łzy to nasze łzy. To rodzaj takiego związku,  no bo w końcu jesteśmy rodziną, czy nie?

Koncert.. Koncertowaliśmy od 3 lat, ale każdy występ sprawiał, że zadajemy sobie pytanie "Czy ja śnię? A jeśli tak, to ile jeszcze będzie mi dane tak śnić?". Kochamy muzykę, kochamy siebie, kochamy naszych fanów. Byliśmy odpowiednimi ludźmi, w odpowiednim miejscu i czasie. Tak. To odpowiednie stwierdzenie.
No, ale znów zmieniłem temat, miałem opowiadać od początku.

Krzyki. Piski. Ogłuszające piski, w których tle słychać "ONE DIRECTION". Światła, kolorowe, migoczące. Scena. Ogromna scena, z podestami, za nią telebimy. I my.
Światła gasną, publiczność cichnie. Josh powoli zaczyna wystukiwać miarowy rytm na bębnach. Piski po raz kolejny zalewają salę.
Przestaje.
Tłum cichnie.
"Londynie jesteście tu?!" krzyczy Liam
To co zaczyna się dziać jest niemożliwe. Tłum wrzeszczy, krew w naszych żyłach zaczyna szybciej krążyć. Serce wali jak oszalałe, a uśmiech, nie schodzi nam z twarzy.
Zespół zaczyna grać, my wybiegamy na scenę i zaczynamy śpiewać. Poddajemy się temu uczuciu, oddajemy się cali naszej pasji. Oddajemy się fanom. Piosenka za piosenką, czas leci.. Nigdy nie chcemy kończyć koncertów, one są naszym motorem napędowym, ale tym razem się cieszyłem, że już koniec. Dlaczego? Przed nami było M&G i ten moment, na który czekam z utęsknieniem, chociaż w sumie nie wiem dlaczego. Ale wiem co było tego powodem, a konkretniej to kto.
Ona.



No to rodz I jest :)
Mam nadzieję, że się podoba. Liczę na komentarze <3

Jeżeli chcecie być informowani piszcie w komentarzach 

sobota, 28 września 2013

Prolog

Cześć. Jestem Harry. Harry Styles. Niegdyś członek sławnego boybandu One Direction, a teraz oddany ojciec i zapalony muzyk. Mogłoby się wydawać, że mam idealne życie. Ale tak na prawdę, wcale tak nie jest. Mam zaledwie 24 lata a przeszedłem więcej niż jeden wiekowy człowiek. Nie twierdzę, że wszystko co mnie spotkało było złe. Nie śmiałbym, no bo przecież tak wiele dobrego doświadczyłem. Mam najwspanialszych fanów na świecie, przeżyłem prawdziwą miłość, której owoce teraz pielegnuję. Niestety nie wszystko dobrze się skończyło.
Życie w blasku fleszy nie należy do najłatwiejszych. Jesteście to sobie w stanie wyobrazić, prawda? Każdy twój ruch jest upamiętniany. Każdy błąd wytykany, ale żeby tylko przez chwilę.. Jedna zła decyzja a będzie się ciągnęła za tobą latami. Tak, mam na myśli moje "przelotne romanse" ze starszymi kobietami. Moje życie, moja sprawa. Jak widać nie do końca tak jest. Ale kiedy znalazłem tę jedyną. Tę z którą chciałem spędzić resztę życia rozpętało się piekło. Fala nienawiści i hejtów skierowana przeciwko mojej dziewczynie, to było straszne. Tak bardzo ją to bolało, a mnie raniło to, że ludzie nazywający się moją directionerską rodziną do tego doprowadzili. Nie mogłem do nich dotrzeć. Moje słowa, błagania nie dawały efektów. Ona wiedziała, że tak będzie, wiedziała, że wiążąc się ze mną nie będzie łatwo, ale żadne z nas nie przypuszczało, że będzie aż tak trudno. Przy niej byłem naprawdę szczęśliwy. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy a motyle w brzuchu nie odstępowały mnie na krok. Zawróciła mi w głowie, kompletnie tego nieświadoma. Z czasem wydawało nam się, że w końcu nasz związek zostanie zaakceptowany. Wszystko na to wskazywało. Nawet nie wiecie jak bardzo się pomyliliśmy.
Kilka sekund.. Kilka straszliwych sekund i sen się skończył.. Całe szczęście wyparowało, a jego miejsce zastąpiła pustka, ból, żal, poczucie winy..
Wspomnienia nachodzą mnie nocami jak zjawy, którym moje łzy sprawiają przyjemność, jak zjawy, które nie zamierzają odejść.
Ja wiem, że nie odejdą. Chcąc nie chcąc, są częścią mojego życia. Nie chcę się ich pozbywać, ale chciałbym móc wspominać bez popadania w depresję, bez okazywania słabości. Muszę się tego nauczyć. Dla nich. Dla niej. Dla siebie...





Cześć :)
To początek czegoś <MAM NADZIEJĘ> wielkiego
Ufam, że wytrwacie do końca i będziecie mnie mobilizować, bo bardzo często dopada mnie zwątpienie, że to co piszę sprawia komuś przyjemność.

Liczę, że jeżeli to przeczytałeś, zostawisz po sobie jakiś ślad :)