środa, 30 października 2013

IX

- Cieszę się, że cię widzę - powiedziała nadal mnie tuląc
- Ja też - pocałowałem ją w kącik ust
- Ekhem.. - odchrząknęła Kasia - Nie żebyśmy Wam przeszkadzały, ale z nami tez byś się mógł przywitać. Nie tylko ona tęskniła za sławnym Harrym Stylesem
-Wybaczcie miłe panie - powiedziałem i otworzyłem ramiona, jedną ręką nadal obejmując Martę - Chodźcie do sławnego Stylesa, on też tęsknił
Wszyscy się zaśmialiśmy. Dziewczyny rzuciły torby na ziemię i rzuciły się jak na Martę. Paparazzi już zdążyli udokumentować nasze powitanie. Jutro w gazetach pewnie będzie o sześciokącie jaki tworzymy.
- Nie zrań jej - Milena mruknęła mi do ucha
- Nie zamierzam
- I dobrze, bo inaczej byśmy rozmawiali
- Grozisz mi?
- Tak - odpowiedziała z uśmiechem, ale wiem, że była całkowicie poważna
- Dobra wystarczy tego, powietrza mi już brakuje - warknęła Eliza
- No co ty nie powiesz? - zapytała Marta
- Jestem głodna, chodźmy coś zjeść - powiedziała Natalia
- Przed chwilą jadłaś..
- To nie moja wina. Brzusio się domaga - powiedziała z miną zbitego psa
- Ty.. Czy my o czymś nie wiemy? Brzusio, czy może ktoś w brzusiu, hmm?
- Eliza! Wypluj to!
One są niemożliwe. W ich towarzystwie zachowanie powagi graniczy z cudem. Najbardziej jednak się śmieją, kiedy rozmawiają po polsku. Wiem, że tak jest im łatwiej się porozumiewać, ale fakt, że ja nie rozumiem jest straszny.
- Jedziemy na zakupy, lodówka jest pusta. Poza tym jutro halloween, wypadałoby coś ogarnąć nie?
- Faktycznie! Całkiem o tym zapomniałam..
- Ruszcie dupy! Żołądek mi zasysa do środka! Umieeeeram!
- Natalia, zamknij się bo ludzie patrzą - powiedziała Milena
- Niech patrzą, mają na co - odpowiedziała i zarzuciła włosami - Idziemy?
Zakupy przebiegały w podobnym stylu.
- Natalia.. Uprzedzamy cię, że w związku z tym, iż koszyk jest pełen twoich zakupów, ty płacisz - Eliza krzyknęła z drugiego końca działu ze słodyczami
- Nie pyskuj!
- Japa tam!
- Eeeej. Cios poniżej pasa! To mój tekst.. - powiedziała Marta pokazując palcem wskazującym na Elizę
- Co twoje to i nasze kochanie - dodała Kasia, która pojawiła się znikąd
- Dlaczego ja? Dlaczego?
- Bo nie oddałaś mi śniadania - Natalia znów się odezwała
Ich rozmowy mnie po porostu rozbrajają. Czasami mówią sobie takie rzeczy, że gdyby ktoś kto ich nie zna, słyszał ich rozmowy mógłby pomyśleć, że się nienawidzą. Szczerze mówiąc ja też jeszcze ich na tyle dobrze nie znam, ale Marta mi dużo opowiadała o nich podczas jednej z naszych nocnych rozmów na skypie. Nie były one spowodowane różnicą czasu, bo jest ona niewielka, to tylko godzina, ale tym, że w ciągu dnia spędzaliśmy czas z rodzinami i korzystaliśmy z tego maksymalnie jak się dało. Kiedy staliśmy przy kasie podeszły do nas dwie fanki, miały może około piętnastu lat.
- Przepraszamy, ale.. Czy mogłybyśmy sobie zrobić zdjęcie? - zapytała jedna. Dziewczyny się odruchowo cofnęły, a Marta puściła moją dłoń, ale chwyciłem ją mocniej. Spojrzała na mnie ze wzrokiem mówiącym "Nawet o tym nie myśl", nie odpuszczałem, uniosła brew i spojrzała na mnie jak mama na niegrzeczne dziecko. Już miałem puścić jej dłoń, kiedy
- Nie! Nie puszczaj jej. Chcemy zdjęcie z wami obojga. Jesteśmy fankami i 1D i twoimi - zwróciły się do Marty - Twoja książka jest.. Nawet nie wiem jak to powiedzieć. Jesteś niesamowita.
- Dziękuję - powiedziała speszona Marta
- A wy jako para jesteście przeuroczy
- Mówiłem ci - powiedziałem przyciągając ją do swojego boku a ona się tylko zaśmiała
- Nie chciałabym być nietaktowna, ale zaraz muszę płacić, więc może to zdjęcie tak zrobić teraz? - powiedziała Natalia uśmiechając się do nas i puszczając oczko Marcie, jakby mówiła "My też ci to powtarzamy"
Natalia zrobiła nam zdjęcie i obie dziewczyny odeszły rozpromienione.
- I weź się pokaż z fejmem na ulicy - powiedziała półgłosem Natalia
- Co tam marudzisz pod nosem CELEBRYTKO? - zapytała Marta z naciskiem na ostatnie słowo
- Że dużo będę płacić. Ale co tam, celebrytkę stać na taki wypas, co nie?
Spakowaliśmy zakupy do bagażnika mojego samochodu, razem z ich bagażami i pojechaliśmy do mieszkania dziewczyn. Wszystko było takie samo jak podczas mojej poprzedniej wizyty. Wiecie, że przegapiłem wtedy 2 pokoje? Kasi i Mileny. Serio byłem aż tak pijany? Zastanawia mnie jednak gdzie sypia Eliza, skoro są tylko cztery pokoje a ich jest piątka...
- Eliza?
- Tak?
- Nie żebym był wścibski, ale.. Gdzie jest twój pokój?
- Nie ma, dlaczego pytasz?
- Zastanawiam się gdzie śpisz, skoro są 4 pokoje.
- Och. Eliza sypia w piwnicy. Ma tam takie swoje posłanie i plakaty Justina Biebera na ścianie obok - powiedziała Marta mijając nas w holu - Chcecie coś do picia?
- Tak chcemy. I nie, nie sypiam w piwnicy. Małpa! - krzyknęła za Martą
- Też cię kocham - odpowiedź nadeszła z kuchni
- Więc. Nie sypiam w piwnicy, śpię z Martą. - Spojrzałem na nią z uśmiechem na twarzy - Tak Styles. Sypiam z twoją dziewczyną. Zazdrosny?
- A powinienem? - starałem się powstrzymywać śmiech
- Wiesz.. Jakby nie patrzeć to ja powinnam być zazdrosna, bo to ty zajmujesz moje miejsce w jej łóżku kiedy mnie tu nie ma - zmrużyła oczy
- Jaaa?
- A kto inny?
- To był raz! Bo nie było gdzie spać! - śmiałem się, bo już nie mogłem wytrzymać
- Tłumaczy się winny
- Celna uwaga - powiedziałem - Mam nadzieję, że jednak dojdziemy do porozumienia
- Tak. Dopóki nie wepchniesz się na moją część łóżka - teraz i ona nie potrafiła ukryć uśmiechu. Przeszliśmy do kuchni, gdzie siedziały dziewczyny. Natalia zajęła miejsce na blacie kuchennym, na kolanach miała paczkę z ciastkami, które pochłaniała z zawrotnym tempie. Machała nogami jak mała dziewczynka, a kiedy ktoś chciał wziąć ciastko, to kopała. Skuteczna metoda.
- Macie jakieś konkretne plany na jutro? - zapytałem
- Wiesz.. Chciałyśmy spędzić halloween w waszym stylu. To znaczy przebrać się i w ogóle - zaczęła Kasia
- I chodzić po domach i żebrać o cukierki! - wtrąciła Natalia, a mówiąc to popluła Elizę okruszkami, ta tylko przymknęła oczy i skomentowała to słowem "Fuuuj"
- Przepraszam, nie chciałam!
- Ehem.. Przepraszam. Jak przeżuwasz jak krowa na pastwisku to chociaż buzię zamykaj! - warknęła Eliza
- Takiego komplementu dawno nie słyszałem - mruknąłem Marcie do ucha
- Ja je słyszę codziennie - odpowiedziała równie cicho
- Mówiłam do ciastka!
- Pewnie, że do ciastka. Tak tragicznie zakończyło swój żywot. Wyplułaś je. To niewybaczalne
- Żebyś wiedziała. Żebyś wiedziała.. - mruknęła Natka bardziej do siebie niż do niej i wpakowała sobie kolejne do ust
- Czy wy kiedykolwiek zwracacie się do siebie normalnie? - zapytałem
- Zdarza nam się, na przykład, kiedy jedna z nas jest chora, ma doła albo złamane serce...
- Mhmm.. Czyli, że nie za często?
- No nie - odpowiedziała Milena - Idę pod prysznic. Bardzo długi prysznic, więc jeśli ktoś ma potrzebę, to radzę teraz i szybko, bo nie wpuszczę was zboczeńce do łazienki.
- Miałyśmy piec ciasteczka halloweenowe! I Babeczki! I inne dobre rzeczy.. - zaczęła Natalia
- I będziemy, ale najpierw by się wypadało ogarnąć. Nie sądzisz? - odpowiedziała Marta - Idę się rozpakować. - Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do jej pokoju.
Usiadłem na łóżku i obserwowałem każdy jej ruch. Włosy miała rozpuszczone, z lewej strony założone za ucho. Była bez makijażu i miała na sobie dresy. W tym wydaniu wyglądała niewinnie.
- Mam coś dla ciebie - powiedziała po chwili
- Dla mnie?
- Nie. Mówię do tego za tobą.. - usiadła obok mnie, w dłoni trzymała małe pudełeczko. Spojrzałem na nią i zabrałem prezent. - Otwórz. Chcę wiedzieć co myślisz - mruknęła przygryzając wargę. Zauważyłem, że robi to kiedy się denerwuje. Zresztą chyba każda dziewczyna ma taki odruch.
Otworzyłem pudełeczko. Moim oczom ukazała się bransoletka pleciona ze skórzanych rzemyków, na niej była srebrna blaszka, na której widniał wygrawerowany napis "Marry", a na odwrocie data dnia, w którym zgodziła się zostać moją dziewczyną. Przejechałem opuszkiem kciuka po napisie uśmiechając się do samego siebie.
- Ładnie nas nazwałaś - spojrzałem jej w oczy - Dziękuję skarbie, jest idealna. Zapnij - wyciągnąłem do niej lewą rękę i patrzyłem jak łączy jeden koniec bransoletki z drugim. Kiedy skończyła uniosła głowę i uśmiechnęła się z ulgą.
Marry. Marta i Harry. Jak to pięknie brzmi. Mam nadzieję, że Marry w przeciwieństwie do innych shippowanych związków będzie wieczna.

Zostałem u dziewczyn do samego wieczora. Później dołączył do nas Niall i Louis z Eleanor. Jak na moje oko, Niall i Natalia mają się ku sobie. Ciągle widujemy ich we dwoje, zawsze chichoczą i oczywiście jedzą. Kiedy wszedłem do salonu siedzieli do siebie przytuleni. Kto wie, może coś z tego będzie? Kuchnia dziewczyn nie była tak wielka jak nasza, więc nie pomieściłaby nas wszystkich, ale jakoś daliśmy radę. Połowa była w kuchni i piekła ciasteczka, babeczki i co jeszcze tylko dusza zapragnęła, a część była w salonie gdzie dekorowała gotowe wypieki. Ja, Marta, Natalia, Niall i Eliza byliśmy w kuchni, co skończyło się wojną na mąkę i jajka.. Powiem, że było ciekawie, a nawet bardzo. W taki sposób jeszcze nie gotowałem, a już na pewno nie piekłem, co i tak rzadko mi się zdarza.
Około dwudziestej pożegnaliśmy się z dziewczynami i wróciliśmy do siebie. Eleanor dogadywała się z dziewczynami, nawet umówiły się na zakupy z tego co mi Marta mówiła. Powinienem się cieszyć, prawda? I cieszę, ale z drugiej strony, obawiam się komentarzy ze strony fanów. Larry Shippers, Elounor Shippers, a do tego Marry.. "Broda Louisa z brodą Harrego na zakupach!" tego się obawiam. Kocham naszych fanów, ponad wszystko. Te podziały na mnie nie działają i nie sprawiają, że jednych kocham bardziej, innych mniej, albo że ich nie szanuję. Nie. Ale boli mnie fakt, że nam nie ufają, nie wierzą. Nie wiem nawet sam jak to określić, ale chciałbym żeby było jak dawniej. Directioners, jako jedna rodzina, bez kłótni o to kto ma rację a kto nie. Tak byłoby idealnie.
Do późna pisaliśmy z Martą esemesy, tweetowaliśmy na tt.
"Za co się jutro przebierasz?" zapytałem
"Pojęcia nie mam. Co proponujesz?"
"Panią Styles" zanim wysłałem tę wiadomość długo się zastanawiałem, nie wiem dlaczego, ale bałem się tego co odpisze
"Nie kuś mnie.. Poza tym, nie wiem co miałabym założyć żeby odpowiednio oddać koncepcję stroju"
Chciałem odpisać "obrączkę" ale ostatecznie zdecydowałem się na "Coś wymyślę, strojem się nie przejmuj. A teraz idź spać, jest późno, a Eliza mnie zabije"
"Tak, wspominała mi o tym godzinę temu haha"
"Marny los.. Dobranoc skarbie, do jutra xx
PS dziękuję za bransoletkę, nie będę się z nią rozstawał. Marry jest per-fect <3"
"Wariat haha. Dobranoc mój książe xx"

Nazajutrz ja i Niall pojechaliśmy do dziewczyn. Umówiliśmy się na osiemnastą więc równo o tej godzinie zapukaliśmy do ich drzwi.
- Punktualnie - otworzyła nam Marta - Macie plusa
- Cześć mała - powiedziałem podchodząc do niej i całując ją, tak że zasłoniłem nas przed Niallem. Była ode mnie niższa o trochę więcej niż głowę, więc nie miałem z tym problemu.
- Hej.. Zrozumiałem aluzję.. Nie musicie się tak skrywać - powiedział i poszedł do salonu.
- Co tam masz? - zapytała Marta wskazując na torbę, którą trzymałem
- Nasze stroje - odpowiedziałem z uśmiechem
- Mam się bać?
- Nie - nadal się uśmiechałem
- Czyli powinnam. Pokaż mi to. - zabrała ode mnie torbę i weszła do swojego pokoju. Eliza leżała na łóżku i czytała jakąś gazetę.
- Cześć - powiedziałem
- Hejka - chyba nie jest w nastroju do konwersacji
- Kobieta kot? Serio? SERIO?
- No co? Super jest.
- Bo strój jest skórzany?
- Też - powiedziałem śmiejąc się razem z Martą
- A ty za co się przebierasz?
- Za Jacka Sparrowa
- Wiesz, że nasze stroje do siebie kompletnie nie pasują, prawda?
- Jak to nie? Czarujący Jack uwiedzie seksowną kotkę, para jak się patrzy - powiedziałem zmniejszając między nami odległość do minimum - Mam rację Eliza?
- Masz. A ja wychodzę, bo czuję, że zaraz zacznę się czuć nieswojo w waszym towarzystwie..
Po zmroku wyszliśmy z domu i zaczęliśmy razem z dziećmi pukać do drzwi sąsiadów. Każde z nas było przebrane, tylko Niallowi coś strój nie wyszedł. Miał perukę, moją starą koszulę i bandamę na głowie.
- Horan, a tak właściwie to za kogo ty się przebrałeś? - zapytałem
- Za ciebie
- Za mnie? - spytałem otwierając szerzej oczy
- Nie widać? - zaprzeczyłem - Mini afro jest? Jest. Seksapil jest? Jest.. Och.. Zapomniałem, że tobie tego akurat brakuje. Uznajmy, że to taki bonus ode mnie
- Masz 5 sekund żeby uciec
- Co?
- Biegnij! - krzyknąłem i zacząłem gonić uciekającego Nialla. Zręcznie wymijałem dzieciaki, które pojawiały się na mojej drodze, Niallowi, tak dobrze nie szło.
- CHOLERA! - krzyknął leżąc na ziemi jak długi. Korzystając z okazji usiadłem na nim okrakiem
- Czego mi brakuje?
- Wagi na pewno nie. Złaź ze mnie
- Odpowiedz - naciskałem
- Tobie? Temu słynnemu Harremu, na którego widok mdleją? Wagi w domu. ZŁAŹ, BŁAGAM CIĘ... Siedzisz mi na... No... - powiedział kiedy dziewczyny podeszły, zaczęły się śmiać a ja razem z nimi. Uniosłem brew - Hazza.. Chcesz mnie pozbawić możliwości bycia ojcem w przyszłości?
- Gdzie tam. Przecież mam być chrzestnym
- Boski Stylesie. Niczego ci nie brakuje, prócz litości. Na prawdę. A teraz zejdź. - wstałem, podałem mu dłoń i pomogłem mu wstać
- Dziękuję.
Nasze worki szybko się napełniały słodyczami. Spotkaliśmy kilku fanów, z którymi zrobiliśmy sobie zdjęcia i chwilę porozmawialiśmy. Ja i Marta oddaliśmy nasze słodycze dzieciom, które się do nas przyłączyły, Kasia i Eliza także oddały połowę, Milena swoje przekazała Natalii, a Niall.. Niall okradł z cukierków wrednego syna sąsiadów dziewczyn i cieszył się z tego jak dziecko. Takiego Halloween jeszcze nie obchodziłem i bardzo mi się to podobało.
U dziewczyn spędziliśmy resztę wieczoru. Zjedliśmy większość ciasteczek, babeczek, które przygotowaliśmy, resztę dziewczyny zapakowały dla chłopaków, którzy mieli inne plany na ten wieczór.
- Do zobaczenia jutro? - zapytałem Marty żegnając się z nią.
- Chciałabym, ale mam spotkanie w sprawie drugiej książki. Nie wiem ile nam to zajmie, więc napiszę dobrze? - zapytała zawieszając mi ręce na szyi
- Będę czekał - powiedziałem i nachyliłem się żeby ją pocałować
- O nie! Znowu? - powiedziała Eliza, która wyszła z pokoju Marty - Nawet w spokoju do kuchni nie mogę iść..
- Eliza, ja na serio ci przygotuję posłanie w piwnicy, tam nie będziesz musiała tego oglądać - odpowiedziała Marta
- Pfff... Obejdzie się - prychnęła i zniknęła nam z pola widzenia
- Na czym to stanęło? - zapytała Marta
- Chyba na tym - powiedziałem i pocałowałem ją. Uwielbiam to robić. Jej usta są takie miękkie, pełne i.. smaczne - Dobranoc kotku - puściłem jej oczko
- Dobranoc kapitanie - zachichotała



Wiem, ze Halloween jest dopiero jutro i że w rozdziale jest niewiele na jego temat, ale mam nadzieję, że przymkniecie na to oko :)
Chciałabym was prosić żebyście zostawiali po sobie jakieś pamiątki pod rozdziałami (komentarze oczywiście :)) uwielbiam czytać co myślicie i powiem Wam, ze strasznie mnie to motywuje.
Dziękuję za wszystkie poprzednie, nie raz się popłakałam jak je czytałam <tak jestem wrażliwa haha>
Na tyle mojego przynudzania. Do następnego <3

piątek, 25 października 2013

VIII

- Rozumiem cię bardzo dobrze, ale wierz mi, że na prawdę nie miałbym zamiaru cię zostawiać samej ze wszystkim, co wiązałoby się z naszym związkiem - nie mam pojęcia jak to inaczej powiedzieć, mam nadzieję, że zrozumie o co mi chodzi.
- Chodzi ci o te wszystkie hejty, które na mnie polecą? - przytaknąłem - Już widzę te tweety do mnie "Odwal się od mojego chłopaka suko, albo jutra nie dożyjesz" - nie wiedziałem co powiedzieć, zamurowało mnie, ale wiedziałem, że ma rację.. Każda z moich dziewczyn słuchała na swój temat bardzo nieprzyjemnych rzeczy
- Marta ja wiem, że takie coś jest bardzo prawdopodobne
- Harry, to jest bardziej niż prawdopodobne, to jest pewne i oboje dobrze to wiemy
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby temu zapobiec, a wiesz dlaczego? Bo mi na tobie zależy. Bardziej niż na którejkolwiek kiedykolwiek wcześniej. Nie pozwolę, żebyś czuła się źle będąc ze mną. Nie pozwolę, żeby ktoś cię obrażał, nie pozwolę żebyś słuchała, czytała czy oglądała coś, co może cię zranić. Chcę być z tobą i chcę być z tobą szczęśliwy, ty masz być ze mną szczęśliwa...
Siedzieliśmy naprzeciw siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Marta wyciągnęła dłoń i dotknęła jej zewnętrzną dłonią mój policzek, po czym wplątała palce we włosy i przysunęła się bliżej, tak, że stykaliśmy się nosami
- Jesteś aniołem Harry
- Nie. Anioł siedzi na przeciwko mnie - powiedziałem i nachyliłem się by ją pocałować. Usta miała miękkie, smakowały truskawką. Nie wiem czy to dlatego że chwilę wcześniej jedliśmy truskawki, czy miała pomadkę o tym smaku, ale nie narzekam, broń Boże. Musnąłem moim nosem o jej, uśmiechnęła się. - To jak to jest z nami?
- A jak chcesz żeby było?
- Chcę żebyś była moją dziewczyną - powiedziałem gładząc kciukiem jej policzek i usta
- Tak, to by było fajne - uśmiechnęła się i pocałowała mnie tym razem ona, pocałunek był krótki, ale idealny - Jakie z tego będę miała korzyści? - uniosła brew, znów się zaczyna ze mną droczyć. Jest nieprzewidywalna, to jest to co mi się w niej podoba najbardziej.
- Hm.. Będziesz mogła mnie przytulać, kiedy tylko cię najdzie ochota - przytaknęła lekko się uśmiechając - Będziesz mogła mnie całować bez oporu i bez ograniczeń
- O tak? - zapytała po czym znów złożyła pocałunek na moich ustach
- Mam nadzieję, że pocałunki będą dłuższe - oblizałem wargi a ona się zaśmiała - Będziesz mogła ze mną o wszystkim porozmawiać, wypłakiwać się
- Och.. Czyli będziesz pracował jako moja poduszka i ręcznik w jednym tak? - przytaknąłem - Robi się coraz ciekawiej- mruknęła i tym razem ja się zaśmiałem
- Będziesz mi mogła marudzić, będziesz ze mną oglądać mecze i dopingować Louisa
- Oczywiście, że będę! On jest niesamowity, śpiewa, gra w piłkę, wygląda jak model...
- Coś jeszcze na jego temat? - zapytałem udając urażonego, pokręciła głową przygryzając wargę, żeby stłumić śmiech
- Dobrze, wracając do twoich korzyści. Z okazji tego, że kobiety to wielkie fanki zakupów, będę grzecznie ci na nich towarzyszył, nie obiecuję, że nie będę nigdy marudzić, ale postaram się zachować spokój do momentu, aż będziesz gotowa.
- Nie bój się. Ja do tych fanek nie należę. Zazwyczaj mam określony cel zakupów, więc zakupy idą mi sprawnie. No, chyba, że coś mnie najdzie to...
- Często cię tak nachodzi?
- Nie, nie bój się - zaśmiała się
- Nie wiem co jeszcze mogę wymienić. Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa, żeby zobaczyć uśmiech na twojej twarzy, bo on mi się nigdy nie znudzi. Będę przy tobie, kiedy mnie będziesz potrzebowała, nawet kiedy mnie będziesz nienawidziła. Ale będę. Zawsze. Twój.
- Przekonałeś mnie Styles. Masz moje serce.. - powiedziała po chwili zastanowienia - Co nie znaczy, że nie musisz dalej o nie walczyć. Tak łatwo to nie ma - puściła mi oczko i ostatni raz pocałowała zanim opuściliśmy London Eye.
Szliśmy spacerkiem do jej mieszkania, odprowadzałem ją specjalnie dłuższą drogą, żeby móc spędzić z nią więcej czasu. Szliśmy około godziny, trzymaliśmy się za ręce, mijaliśmy przechodniów przyglądających się nam z zainteresowaniem, ale my skupialiśmy się tylko na sobie. Nikt nas nie obchodził. Nie interesowało nas, że najprawdopodobniej następnego dnia będziemy na okładkach brukowców. To wszystko nie miało najmniejszego znaczenia. Opowiadałem jej o swoim dzieciństwie, o rozwodzie rodziców, o mamie, o Gemmie, o moim ojczymie, o ojcu. Pytała o to co było przed XFactorem, twierdziła, że to jest coś co chce usłyszeć najbardziej. Opowiedziałem jej o poznaniu chłopaków, o naszych początkach, o współpracy z Simonem, po krótce też o tym co jest teraz.
- A jakie było twoje dzieciństwo? - zapytałem.
- Ogólnie rzecz biorąc było całkiem udane. Mam liczną rodzinę, przez długi czas mieszkaliśmy wszyscy w jednym domu, więc rozrywki nie brakowało. Kiedy miałam pięć lat, moja matka chrzestna, która ma córkę w moim wieku zdecydowała z wujkiem, że wyjeżdżają do Niemiec, niedługo później wyjechała i druga siostra mamy i brat. Takim oto sposobem ja i mama zostałyśmy same z dziadkami. Teraz jak dobrze idzie, to z pozostałymi widzę się maksymalnie dwa razy do roku.
- A tata? Nie było go przy was?
- Nie, wychowywałam się bez ojca. Raz go spotkałam, miałam wtedy może z 3 latka i nie wiele pamiętam. Przypominam sobie tylko tyle, że chowałam się za nogami wujka, bo się bałam.. - patrzyła przed siebie, była zamyślona.
- Nie chciałbym, żeby moje dzieci, wychowywały się bez któregoś z rodziców. Nigdy do tego nie dopuszczę.
- Witam w klubie - uśmiechnęła się lekko - Ja też sobie obiecałam, że moje dzieci będą miały lepsze dzieciństwo od mojego, mimo iż moje wspominam miło.
Korci mnie żeby zapytać o jej książkę. Wychowała się bez ojca, więc o kim była mowa? Chcę wiedzieć czy rzeczywiście przeżyła to co opisała. Muszę wiedzieć, bo nie daje mi to spokoju ilekroć się widzimy.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać, ale czy twoja książka opisywała twoje życie? Na prawdę przeżyłaś... TO.
- To jest raczej bardziej skomplikowana historia i nieco dłuższa. Nie rozmawiajmy o tym teraz, proszę - przytuliła się do mojego ramienia i spojrzała na mnie proszącym wzrokiem
- Oczywiście - powiedziałem i pocałowałem ją w czoło
Staliśmy jeszcze chwilę przed kamienicą, w której mieszkają dziewczyny i rozmawialiśmy o pierdołach. Czas leciał tak szybko, że nim się obejrzeliśmy dochodziła pierwsza w nocy i musieliśmy się powoli pożegnać. Szczerze mówiąc nie miałem ochoty jej zostawiać, ale musiałem. Musiałem się spakować, bo w końcu mam jechać do Homles Chapel. Nie mogłem się doczekać spotkania z rodziną, ale z drugiej strony jest Marta. Wydaje mi się, że teraz jeszcze nie byłaby gotowa żeby ze mną pojechać, ale może następnym razem już uda mi się ją przekonać?
- Wspominałaś coś o odwiedzeniu rodziny. Wiesz już na sto procent czy pojedziesz?
- Nie, nadal się z Natalią zastanawiamy, ale jeżeli pojedziemy to za 3 dni i wrócą z nami Milena, Kasia i Eliza.
- Jak się ma wujek Mileny tak a propos?
- Lepiej. Wybudził się ze śpiączki, ale czeka go długa rehabilitacja.
- A ona jak się czuje?
- Dobrze. Rozmawiałam z nią wczoraj i powiedziała, że już nie może się doczekać powrotu do Londynu. Eliza ma jeszcze szkołę, może nas odwiedzać tylko w weekendy albo ferie.
- Jesteście ze sobą bardzo zżyte, prawda?
- Aż tak widać? - zaśmiała się. N a jej twarzy pojawia się uśmiech ilekroć wspomni się o dziewczynach.
- Tak - śmiałem się razem z nią. - Wybacz słońce, ale muszę już iść, chociaż tak bardzo nie chcę.
- Więc nie idź, zostań..
- Mieliśmy się nie ujawniać póki co, pamiętasz?
- Chyba na to już za późno - powiedziała i wskazała głową w gąszcz krzaków, odwróciłem się zainteresowany i zobaczyłem paparazzi.
Grę uważam za rozpoczętą...


Tak się zaczęła nasza miłość, która z dnia na dzień przybierała na sile. Początki jak to początki, nie były łatwe. Nie zdajecie sobie sprawy ile przeciwności jeszcze mieliśmy do pokonania, ile wyrzeczeń, ile poświęceń na nas czekało. Wiecie jak to jest kochać i nie móc się z tego cieszyć z osobami dla was ważnymi? Wyobrażacie sobie jakie to smutne? Morze łez, ból, na który nie ma leku.. My sami nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale wiecie co? Nie zamierzaliśmy się poddawać. Ja byłem nastawiony na to, żeby walczyć o Martę z całych sił, ona była gotowa do walki z tym wszystkim co nas czekało. Osobno, mogliśmy się poddać. Razem, byliśmy niezniszczalni. Byliśmy silniejsi, wytrwalsi. Byliśmy jednością.

Dzień po naszym spotkaniu, wszystkie portale plotkarskie pisały o naszej randce, spekulowały na nasz temat i rozpuszczały plotki, niektóre tak śmieszne, że aż szkoda gadać. Powianiem się do tego przyzwyczaić, ale to trudne. Czas, który spędziłem w Holmes Chapel, był wspaniały. Odpocząłem, co było mi potrzebne, spotkałem się najbliższymi, za którymi cholernie tęsknię. Marta była w Polsce, pojechały na kilka dni w odwiedziny, wracają dzień po mnie, a z nimi reszta dziewczyn. Brakowało mi jej, bardziej niż myślałem, że będzie mi jej brakować. Codziennie dzwoniliśmy do siebie, pisaliśmy i rozmawialiśmy na Skypie. Nawet moja mama chwilę z nią rozmawiała i zaprosiła ją następnym razem. Marta się zgodziła co mnie cieszy niesamowicie. Zapytała, czy ja odwiedzę z nią kiedyś jej rodzinę, wiecie jak się czuję? Gdybym miał opisać to jak ludzie z tt, którzy do nas piszą powiedziałbym: JKHIFUSKHCISUC*-* ale nie umiem tego wypowiedzieć, więc..
Jestem już w Londynie, leżę w łóżku, ale zaraz będę musiał wstać i się ogarnąć, ponieważ jadę na lotnisko po dziewczyny. Mieliśmy się spotkać po południu, ale nie wytrzymam, muszę ją zobaczyć, muszę ją objąć, pocałować.. Tak bardzo się stęskniłem, że nosi mnie od zeszłego wieczoru. Droga na lotnisko zajęła mi jakieś pół godziny. Siedzę na ławeczce, i czekam. Co chwilę zerkam na zegarek, ale czas robi mi na złość i płynie zdecydowanie za wolno. W końcu je dostrzegłem. Jak zwykle szły i się śmiały, wygłupiały. Ona też mnie zobaczyła, otworzyła szerzej oczy, jakby nie dowierzała, że mnie zobaczyła. Pomachała mi i dała buziaka w powietrzu. Udawałem, że go złapałem i robi mi się słabo. Zaśmiała się.. O tak. Zaraz będzie tutaj, przy mnie, będziemy razem.
- Co ty tu robisz? - zapytała stając przede mną
- Nie cieszysz się?
- Cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo - stoimy naprzeciw siebie i patrzymy sobie w oczy
- Wiesz o czym marzyłem przez ostatnie kilka dni?
- O czym? - zapytała
- O tym, żeby cię przytulić i pocałować. Tęskniłem
- Ja też - położyła torbę na ziemi i dosłownie wskoczyła mi w ramiona, objęła moją szyję, ja jej talię i zacząłem się obracać wokół własnej osi. Zatrzymałem się i nachyliłem żeby j,ą pocałować
- Harry.. A paparazzi?
- Mam ich gdzieś. Nie zamierzam udawać, że nic do ciebie nie czuję, kiedy ty zdajesz się zamieniać w moje życie - przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem mocno
Staliśmy na środku obejmując się i całując. Zapominając o całym Bożym świecie, nas otaczającym, a tym samym ujawniając się. Tak, może i się pospieszyliśmy, może się nam nie udać, ale ja jestem dobrej myśli i będę o nią walczył, bo to co czuję, to nie zauroczenie, to miłość. Miłość, która stanie się moim życiem, która będzie mi dodawała siły do walki z każdym złym dniem. Moja miłość to ona. Ona to ja. Od teraz jesteśmy parą. Oficjalnie, bez udawania, bez dystansu..
Wy wierzycie, że się nam uda?
Życzcie nam szczęścia i powodzenia, przyda się.



Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale mam nadzieję, ze rozumiecie :)
Słyszeliście STORY OF MY LIFE? Jezuuu... To jest takie: KJDFKSJNDISDKN *O* Kończyłam rozdział przy piosence, mam nadzieję, że on jest równie fajny jak SOML <3

sobota, 19 października 2013

VII

Ja, Marta i nasza wytworna kolacja, która dobiega końca. Wydaje mi się, że coś ją męczy. Zapytać? Nie pytać?
- Zagrajmy w pytania - zaproponowałem w końcu
- Więc pytaj - odpowiedziała wypijając resztę coli
- Ty nie masz pytań?
- Och, oczywiście, że jakieś mam, ale nie zapominaj, że wiem o tobie znacznie więcej niż może ci się wydawać. Directioner? Pamiętasz? - zapytała z uśmiechem
- Przy tobie zapominam nawet swojego imienia
- Aaaaw.. - przygryzła wargę i spojrzała na mnie jak na małe dziecko, które po raz pierwszy zobaczyła - Nie kłam, to jest niegrzeczne - śmiała się ze mnie
- Czy ty się śmiejesz z mojego romantycznego "ja"? To jest dopiero niegrzeczne
- Wybacz, panie urażony romantyku. Pytaj.. Jestem gotowa. Chyba.
- Ilu ich było?
- Kogo? - zmarszczyła brwi
- Twoich byłych. Ile związków masz za sobą? - patrzyła na mnie w milczeniu, liczy to? Aż tyle?
- Jak myślisz?
- Trzech.. - pokiwała przecząco głową - Czterech? - znów nie trafiłem - Pięciu? - zmrużyłem oczy - Więcej?
- Oczywiście, że więcej! Nie słyszałeś, że zmieniam chłopaków z każdą porą roku? - patrzyłem na nią z szeroko otwartymi oczyma - To był sarkazm... - zaśmiała się - Miałam jednego chłopaka. To znaczy.. Mam za sobą jeden poważny związek, którego końca byłeś świadkiem
- Jeden? Poważnie?
- Całkowicie. Dlaczego jesteś taki zdziwiony?
- Nie wiem.. Wydawało mi się, że.. Mniejsza.
- Pozory mylą co? - uśmiechnęła się - Teraz moja kolej.. Tatuaże. Czemu aż tyle?
- Bo to fajne
- Zgadzam się, ale aż tyle? Ile ich masz? Już powyżej pięćdziesięciu czy jeszcze nie?
- Coś koło tego
- Każdy z nich coś oznacza? Każdy to jakaś historia?
- Większość
- Och no nie bądź taki tajemniczy Styles. Gadaj. Czuj się jak na spowiedzi
- Słyszałem, że tajemniczość jest sexy
- Źle słyszałeś. Co znaczy ten statek?
- Mieliśmy zadawać po jednym pytaniu!
- W takim razie zadasz mi 2 później. Mów.
- To tylko statek.. - powiedziałem wzruszając ramionami
- Kreatywnie, bardzo
- Znów się ze mnie nabijasz! - rzuciłem w nią poduszką, złapała ją w locie, spojrzała najpierw na nią, potem na mnie i odrzuciła ją - Tak się chcesz bawić?
- Ty zacząłeś
- A ty musisz skończyć?
- Ja zawsze mam ostatnie słowo. Zapamiętaj to - znów rzuciła we mnie poduszką. Podniosłem się i przeskoczyłem na stronę łóżka, na której ona siedziała.
- Przestań rzucać we mnie poduszkami - powiedziałem
- Bo co? - uniosła brew z drwiącym uśmieszkiem
- Będę musiał cię.. unieszkodliwić
- Brzmi interesująco. Kontynuuj
Zaśmiałem się. Dobrze się czuję w jej towarzystwie. Na prawdę jest inna. Taka naturalna, szczera. I chłopaki ją lubią. To dobrze, bo to dla mnie ważne, żeby oni polubili moją dziewczynę, w końcu jesteśmy jak bracia, tak? Ich zdanie zawsze ma wpływ na moje decyzje i nic tego nie zmieni.

Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, w trakcie czego Marta protestowała kilka razy, że musi już iść, ale jednak udało mi się ją przekonać żeby została. W końcu zasnęła powiedzmy, że w moich ramionach, a ja razem z nią. Kiedy rano się obudziłem, jej już nie było. Ale na poduszce leżała karteczka "Nie chciałam cię budzić, spałeś tak SŁODKO <aaaw> do zobaczenia o 20 xx" uśmiechnąłem się na myśl o naszej dzisiejszej randce i przewróciłem się  na plecy, zastanawiając czy mój pomysł aby na pewno się jej spodoba. Miejmy nadzieję, że tak. Całe przedpołudnie spędziłem w łóżku, wspominając wczorajszy wieczór.
"- Pocałuj mnie
- Słucham?
- Pocałuj mnie 
- Harry.. Ja, nie chcę złamanego serca po raz kolejny. 
- Ja też nie. I wierzę, że ty mi go nie złamiesz.."
Moje własne słowa rozbrzmiewały mi w głowie na nowo. Dobrze zrobiłem? Nie pospieszyłem się za bardzo? A jeśli ona czuła się zmuszona do tego pocałunku? Mętlik jaki pojawił się w mojej głowie był nie do zniesienia. Muszę wiedzieć, czy ona na pewno czuje to samo co ja, czy ten pocałunek był wywołany chwilą. Muszę mieć pewność, że nie wrócimy do punktu wyjścia.
- Cześć kochanie - usłyszałem ciepły głos mamy w telefonie
- Hej mamo - odpowiedziałem
- Wszystko w porządku? Jak się masz? - wydaje mi się czy nawiązuje do wczorajszego "napadu" paparazzich?
- Jest okej. Co tam u was?
- Jesteś pewny? U nas dobrze, czekamy na twój przyjazd - uśmiechała się, czułem to
- Właśnie mamo.. Co do mojego przyjazdu. Zostanę krócej niż zazwyczaj, nie gniewajcie się
- Dlaczego? Stało się coś?
- Nie. Po prostu.. Mam kilka spraw.. do załatwienia.
- Chodzi o tę dziewczynę?
- Jaką dziewczynę? - udawanie głupiego to dobre rozwiązanie w takich sprawach. Na razie się wstrzymam i nie powiem nic, dopóki Marta nie będzie miała pewności, co do naszego związku, o ile mogę nazwać to związkiem
- Dobrze wiesz o jaką. O Martę. Skomentowała na twitterze wczorajsze zajście. Wiedziałeś?
- Nie, nie miałem pojęcia - mruknąłem a mój humor uległ zmianie. Niestety na gorsze. Wolałbym nie przypominać sobie tego jak mnie potraktowano. - Co napisała?
- Sam zobacz. Wydaje się być sympatyczna.
- I jest, mamo. Wybacz, ale muszę kończyć, odezwę się później - powiedziałem szybko. Ciekaw jestem co takiego Marta napisała.
- Uważaj na siebie słońce. Kocham cię
- Ja ciebie też mamo.
Kiedy tylko usłyszałem sygnał, zalogowałem się na twittera, co jak co, ale ciekawość brała górę. Moje interakcje to totalny spam. Nic nowego, ale za każdym razem mam nadzieję, że będzie w nich trochę "luźniej".
 "Zero szacunku do drugiego człowieka, chamstwo i bezczelność. Ale to przecież wasza praca, czyż nie?" 
Martwiła się o mnie. Przyjechała, bo nie odbierałem telefonu. Pocałowała mnie, to że ją przymusiłem wytnijmy. Została na noc. Broniła mnie przed nimi.. A ja mam wątpliwości czy jej na mnie zależy? Owszem mam, ale coraz mniejsze.
Zretweetowałem to co napisała i zniknąłem z tt. Poszedłem do kuchni, zrobiłem sobie jedzenie. W domu byłem sam. Chłopaki byli już u rodzin, wszyscy z wyjątkiem Nialla, który się gdzieś szlajał. Pewnie z Natalią wrócili wczoraj do mieszkania dziewczyn, kiedy ja i Marta zostaliśmy tutaj. Napisać do niego? Przeszkadzać mu w tym, czymkolwiek się teraz zajmuje?
"Nialler skarbie, dychasz? Martwię się. H xx"
Uwielbiam się z nim droczyć. Po chwili mój telefon zawibrował
"Ach ten twój poranny głos *-* nic mi nie jest, przyjaciółka twojej dziewczyny się mną zajęła"
Idiota.
"Twojej dziewczyny" - jesteśmy aż tak przewidywalni?
"Nakarmiła cię? Nie zniósłbym myśli, że moje kochanie chodzi głodne"
"Styles.. Powiem tyle -LEPIEJ TRAFIĆ NIE MOGŁEM, a teraz nie przeszkadzaj, jemy śniadanie. PS Marta cię pozdrawia xx"
Robi się coraz ciekawiej. Kto by pomyślał?

- Mogę już otworzyć oczy? - zapytała
- Jesteś niecierpliwa strasznie
- Tak wiem. Czyli mogę?
- Możesz - powiedziałem stając obok niej i patrząc na jej reakcję.
- London Eye? - zapytała spoglądając na mnie zdziwiona
- Czyżbym cię rozczarował?
- Z czasem się okaże - powiedziała z uśmiechem, który odwzajemniłem. Miała na sobie czarne rurki, czerwone szpilki, niebieską koszulę z koronką, i czarną skórzaną kurtkę. W dłoni trzymała małą torebkę. Wyglądała naturalnie, minimalny makijaż i rozpuszczone włosy były uwieńczeniem wszystkiego.
Słońce już zaszło, ale nie było jeszcze całkiem ciemno. Weszliśmy do jednej z kapsuł, wcześniej przygotowanej i naszym oczom ukazał się duży, gruby czerwony koc, na nim wiklinowy kosz pełen jedzenia i napoi. Na boku stał bukiet kwiatów, który wybrałem dla Marty.
- Boże... - powiedziała cicho
- Nie, po prostu Harry - uśmiechnąłem się lekko
- Postarałeś się - powiedziała po chwili - Nie wiem nawet co powiedzieć.
- Wystarczy: Och Harry, jakiś ty cudowny, romantyczny, słodki...
- Dobra, dobra. - zaśmiała się - Zrozumiałam aluzję. Dziękuję - powiedziała całując mnie w policzek. Patrzyłem na nią i wydaje mi się, że moje zauroczenie jej osobą, przechodzi właśnie do następnego stadium.
Usiedliśmy, zjedliśmy kolację, piliśmy sok pomarańczowy i podziwialiśmy Londyn wieczorem. Piękny widok. Migoczące latarnie, lampy samochodów, gwiazdy na niebie dodają uroku temu miastu. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym gdzie indziej mieszkać, albo, że mógłbym robić co innego, tak samo jak nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym siedzieć tutaj z kim innym. Ta chwila, to miejsce należało do nas. I tylko do nas. Nasza pierwsza randka.
- Marta? - siedziała wspierając się na rękach, z nogami wyciągniętymi przed siebie
- Tak?
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie bardzo rozumiem
- Ten pocałunek..
- Mnie też się podobało - uśmiechnęła się, w jej oczach była szczerość
- To swoją drogą - też się uśmiechnąłem - Ale boję się, że czułaś się do niego zmuszona, przeze mnie
- Nie Harry. Nie czułam się w najmniejszym stopniu zmuszona do tego aby cie pocałować. Jeżeli bym tego nie chciała, nie pocałowałabym cię
- Mimo to, chyba masz wątpliwości, prawda? - z jednej strony mi ulżyło, a z drugiej, napięcie we mnie rosło.
- Wątpliwości są zawsze. Zastanawiam się, czy aby przypadkiem się nie spieszymy za bardzo..
- A spieszymy? Jeżeli nie jesteś gotowa..
- Nie, to nie tak. Tyle, że ten związek byłby na innych zasadach niż te, które dotychczas były mi znane. Nie boję się w tobie zakochać, chociaż po części tego chyba też. Moje obawy dotyczą raczej milionów twoich żon. Takich jak ja, do niedawna
- Byłaś moją żoną? - zapytałem z uśmiechem podnosząc brew
- I to jaką - zaśmiała się - Chodzi mi o to, że ludzie mogą nas... mnie nie zaakceptować. Rozumiesz?
- Wiążesz się ze mną, nie z ludźmi.
- Niby tak, ale oni mają wgląd i ogromny wpływ na twoje życie. To zmienia postać rzeczy.
- Czyli, że.. Nie chcesz się ze mną spotykać? - zapytałem bojąc się odpowiedzi
- Tego nie powiedziałam. Może na razie nie mówmy nikomu o nas, okej? Poznajmy się lepiej, dajmy też sobie czas na przemyślenie wszystkiego. Oboje musimy mieć pewność co do swoich uczuć, nim się wpakujemy w związek. Ja na prawdę, nie chcę złamanego serca, Harry. Mi nie zależy na rozgłosie, na pieniądzach. Nie szukam też rozrywki w postaci miesięcznego związku z gwiazdą. Jeżeli kocham, to całym sercem, całą sobą.. Rozumiesz mnie?
Dziwiliście mi się, że tak szybko straciłem dla niej głowę? Zastanawialiście się dlaczego? Co w niej takiego było? Co sprawiało, że nie mogłem się jej pozbyć z moich myśli na dłużej niż 10 minut? Jakim cudem w tak krótkim czasie, mogłem zadurzyć się w nieznajomej? Jak?
Macie odpowiedź.




Hej kochani :) 
Wiem, że rozdział krótki, ale problemy rodzinne, szkoła. Wybaczycie mi? <oczy kota ze Shreka i nadzieja w głosie>
Mam nadzieję, że chociaż się podobał. Liczę, że skomentujecie <3

wtorek, 15 października 2013

VI

Marta wróciła do pisania. Ja się już nie odezwałem, tylko leżałem i zastanawiałem się nad sensem jej słów. Ma rację. Oczywiście, że ma - moja podświadomość wkracza do akcji. Sęk w tym, ze nie jestem typem człowieka, który jest obojętny, uodporniony na to. Nie będę udawał, że ich słowa mnie nie ranią, bo nie umiem. Nie jestem dobrym aktorem..
Leżę na boku przyglądając się jak Marta zawzięcie pisze. Jej uwaga jest skupiona w 100% na pracy. Włosy spięła w kucyk, który opadał jej na lewe ramię, w uszach ma kolczyki z białymi cyrkoniami. Ma wytuszowane rzęsy, które są długie, co dodaje jej tylko uroku. Ubrana w biały sweter, a raczej bluzę z kapturem, z napisem "His girl" na klatce piersiowej. Interesujące.
Pogrążony w myślach zasnąłem. Nie pamiętam co mi się śniło, ale z koszmaru wyrwał mnie głos Marty, który stopniowo zamieniał się w szept
- Spokojnie, jestem przy tobie Harry. Już jest dobrze - siedziała obok mnie i starała się mnie obudzić. Gładziła dłonią moje policzki, odgarnęła mi włosy do tyłu i otarła moje spocone czoło - obudź się, proszę.. - głos miała delikatny, otworzyłem oczy, zamrugałem kilkakrotnie, oddychałem ciężko, jakbym właśnie przebiegł niemiłosiernie długi dystans. Usiadłem tak szybko, że Marta się przestraszyła.
- Przepraszam.. Ja.. Nie wiem.. Przepraszam.. - dukałem, nie wiedząc w sumie co powiedzieć. Marta usiadła przede mną po turecku i mocno mnie przytuliła.
- Nie przepraszaj głuptasie, nie masz za co - otoczyła mnie ramionami pod moimi pachami, gładziła mnie delikatnie po przepoconej koszulce. Dopiero po chwili odwzajemniłem uścisk, przeciągnąłem ją na swoje kolana i tuliłem mocno do klatki piersiowej. - Harry puść. Jestem ciężka
- Nie prawda, nie jesteś
- Jestem, serio..
- To jedyny powód dla którego chcesz żebym cię puścił?
- Tak - mruknęła po chwili zastanowienia.
- W takim razie nie mam mowy - otuliłem ją ciaśniej ramionami - dobrze mi tu z tobą - twarz oparłem jej ramię, muskając przy tym nosem jej szyję. Lekko się wzdrygnęła, ciekawe dlaczego.. Ale nie odsunęła się. Miała ładny perfum, taki delikatny. Jej bluza była przesiąknięta jej zapachem, może kiedyś i moje będą? - Dziękuję
- Za co - odchyliła się tak, że patrzyła mi w oczy, zaskoczona moimi słowami
- Za to, że jesteś. Dziękuję - uśmiechnęła się szeroko, po czym po chwili zastanowienia wskazała na swój policzek palcem wskazującym, czekając na moją reakcję. Pocałowałem ją w jeden policzek, potem drugi, następnie w czoło, nos.. Powstrzymałem się od pocałunku. Jest chyba jeszcze za wcześnie. Siedzieliśmy tak, ona opierała dłonie o moje ramiona, ja trzymałem ją w talii, nasze czoła się stykały, a my patrzyliśmy sobie w oczy. Mógłbym tak siedzieć bez końca, patrzeć na nią i patrzeć. W między czasie całować..
- Harry?
- Hmm?
- Jestem ciężka. Nogi cię już pewnie bolą, puść mnie proszę.
- Nie przestaniesz marudzić? - pokiwała przecząco głową, więc usiadłem w rozkroku, tak, że znajdowała się między moimi nogami, ze swoimi za mną. - Lepiej ci? Bo mi nie - powiedziałem z udawanym oburzeniem. Zaśmiała się - Lubię kiedy się śmiejesz
- Nie zawstydzaj mnie
- Lubię to robić - uśmiechnąłem się - masz wtedy takie słodkie rumieńce - zaśmiała się zasłaniając twarz dłońmi.
- Myślałam, że już to przerabialiśmy. Wczoraj..  - spojrzała na mnie znacząco
- Powiadasz, że seksowna jesteś? Hmm. Zastanówmy się
- Grabisz sobie Styles - szturchnęła mnie lekko
- I jaka zadziorna. Mmm podoba mi się. - Poruszyłem brwiami uśmiechając się szeroko - Ej! Gdzie idziesz? Wracaj tu - jęknąłem kiedy wstała
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodna. Jest 20 a od śniadania nie jadłam
- W sumie to ja też. Ale lodówka jest pusta.
- W takim  razie pizza? Odpowiada ci?
- Pewnie. Ty zamów, ja idę pod prysznic - zatrzymałem się z ręką na klamce łazienki, przylegającej do mojego pokoju - chyba, że chcesz dołączyć - uniosłem brew dokładnie śledząc każdy jej ruch. Podeszła do mnie powoli, a mnie zrobiło się gorąco.
- Never in your wildest dreams - wyszepetała mi do ucha, stojąc na palcach i przytrzymując się mojego ramienia, zaś drugą ręką wodziła po moich plecach, od karku, niżej i niżej, aż zatrzymała się przy pasku moich spodni, ciarki przeszły przez całe moje ciało. Oczy miałem zamknięte, stałem nieruchomo, czekając na dalszy rozwój wydarzeń - Pepperoni i cola? - otworzyłem oczy, napotykając jej tryumfalny uśmiech
- Jesteś niemożliwa.. Zamów to na co masz ochotę. Portfel mam w wewnętrznej kieszeni kurtki.
- Hola hola. To, że zbierałam się jak dziecko do Disney World'u nie znaczy, że nie mam tego co potrzeba. Myślisz, że po co mi taka duża torba?
- Nie będziesz płaciła, nie ma mowy.
- Nie pyskuj.
- Nie pyskuj? Nie pyskuj? - podniosłem obie brwi i powoli się do niej zbliżałem. Ona robiła kroki w tył, a w końcu zaczęła uciekać. Wybiegła do salonu. Był pusty. Omijała kanapy, ja je przeskakiwałem jedna po drugiej. Skierowała się w stronę kuchni, biegła mijając wysepkę, szybka jest.
- Miałeś iść się kąpać! - krzyknęła, kiedy wbiegła znów do mojej sypialni - kurde, ślepy zaułek - wskoczyła na łóżko, ale tym razem ja byłem szybszy. Złapałem ją i położyłem na łóżku. Usiadłem na niej okrakiem, jej ręce unieruchomione trzymałem za jej głową. Miałem deja vu, ale podobało mi się to.
- Nie pyskuj? - powtórzyłem jej słowa
- Tak. Dobrze słyszałeś - oddech miała urywany, tak jak ja
- Nie jesteś taka niewinna jakby się wydawało
- Oczywiście, że jestem - prychnęła - a teraz mnie grzecznie puść i idź pod prysznic, bo wiesz.. - pociągnęła nosem i zaczęła się śmiać. Otworzyłem usta nie wiedząc co powiedzieć, walczyłem a uśmiechem, który wkradał mi się na usta
- Nie zasugerowałaś mi...
- Tak, własnie to zasugerowałam - przerwała mi w pół zdania - Teraz to ty sobie nagrabiłaś moja droga - podniosłem ją, przełożyłem sobie przez ramię nie zważając na jej protesty i skierowałem się do łazienki. Otworzyłem prysznic, odkręciłem wodę i na nią spojrzałem
- I kto się śmieje ostatni?
- Nie zrobisz tego! Nie odważysz się - przerażenie w jej głosie walczyło z rozbawieniem. Pomoczyłem dłoń i przejechałem palcami po jej policzku
- Jesteś tego pewna?
- Harry nie próbuj nawet. Nie! - podniosłem ją o chciałem z nią wejść do kabiny, krzyczała, piszczała, a ja się śmiałem pod nosem.
- Harry nie! Błagam cie..
Nie rób tego!
- Dlaczego? Będzie ciekawie
- No pewnie.. Nie rób tego. Zrobię co chcesz, ale nie pod prysznic.. Niee
- To co zechcę? - postawiłem ją znowu na ziemi, zagradzając jej drogę
- W granicach rozsądku - dodała szybko - przyparłem ją do kabiny prysznica
- Pocałuj mnie
- Słucham?
- Pocałuj mnie - powtórzyłem spokojnie patrząc jej w oczy. Wyglądała jakby nie była pewna tego co usłyszała
- Harry.. Ja, nie chcę złamanego serca po raz kolejny. - Powiedziała cicho spuszczając głowę
- Ja też nie. I wierzę, że ty mi go nie złamiesz. Nie chciałem, na prawdę nie chciałem się w tobie zakochać, zakochać się w nikim. Za dużo razy zostałem oszukany, wykorzystany, zraniony.. Ale ty. Nie dałaś mi wyboru. Jesteś inna niż pozostałe. Serce mi wali jak młotem, kiedy słyszę twój głos, kiedy widzę twój uśmiech.. Zakochałem się i teraz za późno, żebym się wycofał.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć..
- Prawdę. Jeżeli czujesz to samo, będę w niebie, jeżeli nie.. Cóż, nie obiecuję, że od razu, ale dam ci spokój.  - dokończyłem cicho. Nadal na mnie patrzyła, oczy miała szkliste. W końcu to powiedziałem. Lżej mi na sercu, ale bałem się jej reakcji. Ta chwila ciągnie się jak wieczność. Za długo.. Oczekiwanie. Strach. Niepewność. Za dużo uczuć. Objęła moją twarz dłońmi i mnie pocałowała. Delikatnie, ale pewnie. Objąłem ją w talii i zmniejszyłem odległość między nami do minimum. Na to czekałem, na ten moment. Czuła to samo co ja. Chce tego co ja. Euforia, która we mnie wzbierała była nie do opisania. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w kącik ust
- Co?
- Cieszę się, że zareagowałaś tak, a nie wybiegłaś stąd jak burza
- Ja też - uśmiechnęła się, nadal staliśmy twarz przy twarzy - a teraz idź pod ten prysznic. Umieram z głodu. - ostatni buziak i wyszła z łazienki zamykając za sobą drzwi. Rozebrałem się, wszedłem do kabiny, a woda, która spływała po moim ciele sprawiała, że czułem się jeszcze bardziej zrelaksowany. Podczas ostatniej rozmowy z mamą, kiedy mnie wypytywała o moje relacje z Martą nie byłem zbyt rozmowny, nie chciałem zapeszać. Teraz będę mógł jej bez obaw powiedzieć o tym co nas zaczęło łączyć. Jakiś czas później, kiedy wszedłem do pokoju, Marta siedziała z laptopem na kolanach i puszką coli w dłoni. Przed nią leżało wielkie pudło z pizzą.
- Dlaczego nie jesz? - zapytałem
- Czekałam na ciebie. Poza tym, kończę pracować
- O czym piszesz?
- O dziewczynie chorej na białaczkę, którą zostawi chłopak kiedy się dowie o jej chorobie, ale ona pozna w klinice innego, który odwiedza swoją siostrzyczkę
- Bohaterka wyzdrowieje?
- Już i tak za dużo ci powiedziałam
- Mi nie powiesz? - zapytałem - Mogę przeczytać kawałek? - pytałem szczerze zainteresowany
- Prolog. I ani wyrazu więcej
- Okej. Pokaż mi to - podała mi laptopa - Przecież to jest po polsku
- Wiem - uśmiechnęła się
- Nie odpuszczę. Przetłumacz mi to.
- Harry, mój angielski nie jest tak dobry
- Gdyby nie był, nie rozmawiałabyś ze mną tak swobodnie. Tłumacz - czytała prolog, ale mówiła po angielsku. Ta książka, będzie kolejnym hitem, coś mi się tak wydaje.

     "Marzenia - każdy z nas je ma. Niezależnie od wieku, płci, pozycji jaką reprezentuje w społeczeństwie czy raczej od miejsca, które zajmuje w łańcuchu pokarmowym. Jedni wyznają zasadę, że jeśli marzyć to tylko o rzeczach wielkich, inni zaś, ci twardo stąpający po Ziemi, albo ci, którzy nie mogą sobie na wszystko pozwolić, marzą o przyziemnych drobnostkach, dzięki którym chociaż przez chwilę pojawi się uśmiech na twarzy. Są jeszcze ludzie zwani niedowiarkami, nie walczą, nie wierzą, a raczej chcą aby ludzie właśnie tak myśleli.
     A Ty? Do których się zaliczasz? Do tych o wielkich ambicjach i planach, pragnących sięgać gwiazd, czy może tych, którzy zrobią wszystko, by żyć w godnych warunkach, jednak bez zbędnego przepychu?
     Chciałabym powiedzieć, że ja zdecydowanie należę do grupy ludzi, którym niewiele jest potrzebne do szczęścia, niestety chyba tak nie jest. Obawiam się, że moje marzenie może się nie spełnić, mimo tego, że jest całkowicie normalne, niektórzy nie potrafią zrozumieć jak można śnić o czymś tak oczywistym, codziennym, zwykłym.. A jednak. Niestety świadomość, iż szanse są raczej nikłe, można by powiedzieć, że zabija od środka, wypala resztki nadziei, która pozostaje ludziom takim jak ja. Słabym a jednak silnym, cichym a jednak krzyczącym i wołającym o litość i pomoc do Boga, zwykłym a jednak tak bardzo wyróżniającym się spośród miliardów innych osobowości. Ciągle mam w głowie jedno pytanie "Dlaczego akurat ja?" Z czasem nasuwało mi się coraz więcej odpowiedzi, jednak z każdą koleją wątpiłam w ich prawdopodobieństwo. Wydaje mi się, że to co mnie spotkało, jest rodzajem testu przeprowadzanego przez Boga. Chce sprawdzić ile jestem w stanie znieść, ile mogę poświęcić, jak długo będę walczyć i ostatnie, najważniejsze.. Czy będę go o to obwiniać. Będę? Nie. Wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, wszystko ma sens, nawet jeśli go nie dostrzegamy i że spotyka nas tylko to, co jesteśmy w stanie znieść.
Pewnie teraz zastanawiacie się nad tym o czym tak bardzo marzę, skoro sama nie wiem do której kategorii się zaliczam.  Zachodzicie w głowę czemu moja wiara w marzenia jest słaba, przecież się spełniają, trzeba tylko uwierzyć i zrobić ku nim krok, prawda?
    Powiem Wam, ale wszystko w swoim czasie.
Cierpliwości."

- Twój angielski jest perfekcyjny, twoja książka będzie kolejny raz numerem 1. Jestem z ciebie dumny. A teraz jedz słońce, już i tak długo czekałaś




Mam nadzieję, że się podoba. Rozdział pisany w notatkach na telefonie, proszę o wyrozumiałość :)
Jeżeli macie jakieś pytania, albo chcecie po prostu pogadać, znajdziecie mnie na tt @Tori 2807
Zapraszam do komentowania :)
Za wszystkie poprzednie komentarze dziękuję, jesteście niesamowici :')

sobota, 12 października 2013

V

- Zgodziłam? To chyba byłam na prawdę pijana.
W tym momencie moje serce się zatrzymało. Żartuje sobie ze mnie? Żartuje? Chryste, jeżeli nie, to moje ledwo posklejane serce po raz kolejny pęknie na kawałeczki. I nie wiem jak to zniosę. Uśmiech znikał powoli z mojej twarzy jakby czekał aż ona zacznie się śmiać i powie, że żartuje. Nie zrobiła tego. Patrzy na mnie z powagą wymalowaną na twarzy , ale jej oczy jakby chciały powiedzieć co innego. Mimowolnie wstrzymałem powietrze w płucach. Marta także położyła się na boku, wspierając się na łokciu. Miała na sobie białą męską koszulkę, która była na nią za duża. Nie odrywając ode mnie wzroku podniosła lewą dłoń i odgarnęła mi z czoła opadający loczek
- Harry, oddychaj. - Szepnęła - Tylko się droczę. Chyba nie myślałeś, że odmówię randki boskiemu Harremu. Bo to randka, prawda?
- Wiedziałem, że lubisz takie gierki, przekonałem się o tym wcześniej, ale serio? Aż tak? - zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko - Wykończysz mnie kiedyś dziewczyno.. Bóg mi świadkiem.
- Przesadzasz. Poza tym, nie znasz jeszcze wszystkich moich możliwości - uśmiechnęła się i puściła mi oczko - a teraz pokaż te swoje urocze dołeczki.
- Dołeczki? Urocze? Myślałem, że są seksowne.
- Owszem, są. Są cholernie seksowne.
- Według ciebie jestem seksowny? - uniosłem brew, a uśmiech pojawił się na mojej twarzy, nie mogłem go powstrzymać
- Dołeczki tak, ale ty? Czy ja wiem... - zmierzyła mnie wzrokiem, spojrzała mi w oczy i pokręciła głową jakby nie była pewna.
Popchnąłem ją tak, że znów leżała, usiadłem na niej okrakiem, a jej nadgarstki trzymałem po obu stronach jej ciała. Była zdziwiona ale i rozbawiona.
- Wygodnie ci? - zapytała
- Owszem.
- Mhm.. Długo mnie tak będziesz trzymał?
- Dopóki nie przyznasz, że jestem seksowny - zaśmiała się i pokręciła głową - Powiedz to
- Jesteś pewny siebie
- A ty nieśmiała. To jest słodkie
- Nie, to jest seksowne. Cholernie seksowne - oczy jej błyszczały, a kiedy się uśmiechała dostrzegłem i jej dołeczki
- Mylisz się. -  Nachyliłem się do niej i szepnąłem do ucha - To ty jesteś seksowna.
- Przestań, bo się zarumienię - mruknęła półgłosem.
Chcę ją pocałować. Tak strasznie tego pragnę. Jej pełne usta, złączone z moimi, chciałbym móc ją mieć dla siebie. Całować i przytulać kiedy tylko tego zapragnę, chcę być ostatnim, który tego doświadczy.  Zbliżyłem moją twarz do jej, oparłem swoje czoło o jej.
- Jutro. O 20. Randka niespodzianka
- Brzmi obiecująco - patrzyła mi prosto w oczy. Miałem wrażenie, że ona też chce żebym ją pocałował. Ale co, jeśli się mylę, a ona się odsunie?
- Mam nadzieję, że cię nie zawiodę.
- Zobaczymy, panie Styles. A teraz.. Moje nadgarstki.. Mógłbyś?
- Och, przepraszam - uwolniłem jej ręce, ale jeszcze przez chwilę pozostałem tak jak dotychczas. Moje dłonie spoczywały po obu stronach jej głowy. Rozsypane po poduszce włosy zawijały się w różne wzroki. Jej oczy przybrały ciemniejszy odcień i znów mimowolnie przygryzała wargę...

To był pierwszy raz, kiedy tak "brutalnie" się ze mną droczyła. Podczas naszego związku też nie odpuszczała, taki już miała charakter, ale między innymi, za to ją kochałem.. Kocham.. Z nią nuda nabierała nowego znaczenia i wchodziła na wyższy poziom. Uczucie jakim ją darzyłem i zawsze darzył będę przybierało na sile z każdym kolejnym dniem naszej znajomości. To było coś niesamowitego. Czas w jakim zdążyłem ją pokochać, był niczym w porównaniu z tym, ile zajmowało mi przekonanie się do innych.

- Tak strasznie nie chce mi się wstawać - wtuliła się mocniej w poduszkę
- Więc nie wstawajmy
- Nie kuś..
- Nie kuszę. Jakże bym śmiał - oj śmiałbym. Zatrzymać czas i leżeć tu z nią dopóki mi się to nie znudzi
- Świadomie czy też nie wodzisz mnie na pokuszenie. Trzeba by wstać, ogarnąć się w końcu, zrobić śniadanie i przygotować aspirynę dla naszych skacowanych przyjaciół.
- Sami się doprowadzili do tego stanu, sami niech sobie radzą
- A ciebie przypadkiem głowa nie boli? - spojrzała na mnie z przyklejonym do twarzy jednym z tych swoich uśmieszków
- Ranisz mnie - powiedziałem piskliwym głosem - No dobra, trochę boli.
Zaśmiała się i wyszła z łóżka. Teraz do mnie dotarło, że miała na sobie tylko tą koszulkę i bieliznę.
- I kto tu kogo kusi? - spojrzałem na nią znacząco. Zaśmiała się i wciągnęła na siebie spodnie z dresu.
Wyszedłem z łóżka, ubrałem się we wczorajsze ciuchy i skierowałem się do kuchni. Marta stała przy stole i rozkładała talerze. Nie wiem dlaczego, ale obserwując jej ruchy i przypominając sobie jej wczorajsze zachowanie, troskę o Natalię i Nialla, pomyślałem, że jej chłopak musiał być prawdziwym frajerem, jeżeli pozwolił jej odejść. Coraz bardziej zależało mi na niej, na jej sympatii, towarzystwie. Chciałem by mówiła mi o wszystkim, żeby mi marudziła, żeby płakała w ramię, kiedy coś będzie nie tak. Chciałem żeby dzieliła ze mną swoje szczęście i radość. Ja chciałem być jej szczęściem. Jej radością. Jej światem.
- Nadal śpią? - zapytałem
- Tak. Niall w salonie, a Natalii musiało być niewygodnie, bo jest w swoim pokoju. Zastanawiam się czy ich budzić..
- Ja bym nie ryzykował. Jeżeli się obudzi Nialla jest nieprzyjemny, a na kacu to już w ogóle.
- Tak? A taki niepozorny.. Cóż. W takim razie sami zjemy śniadanie.
Jedliśmy kanapki, rozmawialiśmy o różnych pierdołach, śmialiśmy się. Czułem się swobodnie w jej towarzystwie. Dla niej chyba nie byłem tym sławnym Harrym, traktowała mnie jak normalnego człowieka, co było czymś nowym. Nie piszczała, nie płakała.. Była sobą. Tą piękną sobą.
- Czytałem twoją książkę.
- Tak? I co? - zapytała zaciekawiona
- To było mocne..
- Hahaha, bo miało. Cieszę się, że osiągnęłam swój cel. - Niby się uśmiechała, jednak jej w jej oczach widać było smutek, ból. Nie potrafię tego sprecyzować, ale to było coś, co było odbiciem wspomnień. Tych nie najlepszych.
- Marta?
- Hmm?
- Będziesz ze mną szczera, jeśli cię o coś zapytam?
- Harry.. Ona zawsze jest szczera. Czasami aż za bardzo. Oo jedzenie! Dlaczego nas nie obudziliście? - w drzwiach pojawiła się Natlia a za nią Niall. No to już chyba nie zapytam..
- Woleliśmy nie ryzykować. Siadajcie i jedzcie wiecznie niedożywione dzieci - powiedziała Marta wstając od stołu i wkładając swój talerz do zmywarki. - O co chciałeś zapytać Harry?
- Och.. Nie pamiętam już
- Skleroza nie boli. Tak słyszałam. Idę pod prysznic. Aspiryna jest na parapecie gdybyście potrzebowali.
- Informujesz nam o prysznicu bo? - zapytała Natalia
- Marzę, żebyś poszła ze mną - sarkazm był słyszalny w każdym z wyrazów - Informuję, w razie gdybyście się zaczęli martwić, że się utopiłam.
- Umiesz pływać. Poradzisz sobie. A teraz idź już, bo ja też muszę - szczerze mówiąc, za każdym razem kiedy słucham rozmów Marty i Natalii, chce mi się śmiać. To jest prawdziwa przyjaźń. Niby się kłócą i droczą, dogadują i wściekają na siebie, ale wydaje mi się, że jedna bez drugiej dnia nie wytrzyma.
Prysznic Marty trwał już ponad pół godziny, a mnie się chciało coraz bardziej sikać. Nie wytrzymam zaraz. Wpuścić dziewczynę do łazienki, to gorzej niż do centrum handlowego.
- Martaaaa - pukałem w drzwi zrozpaczony - Błagam cię, zaraz się posikam!
- Chwila jeszcze! Jestem w bieliźnie, muszę się ubrać!
- Ale mnie to na prawdę nie przeszkadza, możesz wyjść i naga, ale błagam otwórz drzwi! - jakie kłamstwo.. cóż, teraz mam większy problem
- Chciałbyś Styles żebym naga wyszła. Chciałbyś.. - powiedziała otwierając drzwi i zasłaniając ubraniami. - Właź marudo
- Dziękuję -  wszedłem, a właściwie to wbiegłem do łazienki. Co za ulga..
Lustro było zaparowane a na nim napisane "Chciałbyś Styles". Uśmiechnąłem się i sam do siebie mruknąłem "Chciałbym".
- Muszę się już zbierać. Miło było u was spędzić noc dziewczyny. - uśmiechnąłem się znacząco do Marty, a ona się zaśmiała - Do zobaczenia
- Och.. W łóżku Marty zawsze będziesz mile widziany - powiedziała Natalia tuląc mnie na pożegnanie
- A w twoim nie? - zapytałem śmiejąc się, Marta stała z rumieńcami i zasłaniając sobie twarz dłonią
- Wiesz. Moje, może być już zajęte
- Rozumiem. No to do zobaczenia - przytuliłem Martę, a ona pocałowała mnie w policzek - Chciałbym - mruknąłem jej do ucha
- Wiedziałam - odpowiedziała równie cicho

Idąc ulica na swoje nieszczęście natknąłem się na paparazzich. Okrążyli mnie i nie mieli zamiaru się odsunąć. Nie było by w tym nic złego, gdyby zrobili kilka tych cholernych zdjęć i odeszli. Ale nie. Oni nie odpuszczają. Jak już cię dopadną, to koniec. Tym bardziej, kiedy jesteś sam. Wtedy czują się silniejsi. Pewni siebie, swojej wyższości nad tobą, nie zostawią na tobie suchej nitki.
- Byłeś u swojej nowej dziewczyny Styles? - powiedział jeden, kiedy go zignorowałem, dopiero się zaczęło...
- No pochwal się! Nie bądź taki. Jaka jest?
- Zaliczyłeś ją? - wołali następni
- Ludzie dajcie mi spokój! I jej także! - odezwałem się w końcu
- Ooo duma daje się we znaki? Czy to co innego?
Potem było już tylko gorzej. "Kobieciarz", "Dzieciak, któremu się od sławy w głowie przewraca", "Nic nie warty bachor", "Męska dziwka".. Nie zdajecie sobie sprawy jak takie słowa bolą, tym bardziej jak wypowiada je ktoś, kto cię w ogóle nie zna. Ktoś, wtrąca się w twoje życie, włazi w nie z buciorami z aparatem i na tym zarabia. Zarabia na twoim życiu. Uczuciach. Serce mi pękło kiedy słyszałem te wszystkie nieprawdziwe zarzuty. Nie jestem męską dziwką, nie jestem kobieciarzem. Jestem człowiekiem. Mam prawo się zakochać. Mam prawo się bawić, jestem młody. Mam pełne prawo do tego by popełniać błędy. Nie jestem ideałem.. Jestem zwykłym człowiekiem o nietypowym stylu życia.. Oni tego nie rozumieją. Dla nich się to nie liczy, liczy się to, kto więcej zapłaci za zdjęcia płaczącego Harrego Styles'a. Łzy płynęły po moich policzkach, mimo iż starałem się je powstrzymać. To było silniejsze, wiele silniejsze.. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzą?
Wszedłem do naszego wspólnego mieszkania. W salonie siedział tylko Zayn i Liam, Niall był nadal u dziewczyn, a Louis i Eleanor pojechali już do Doncaster. Spojrzeli na mnie ze współczuciem. Moje zdjęcia już chyba obiegły świat. Przed nim nic się nie ukryje.
- Harry, nie przejmuj się... - zaczął Liam, ale nie słuchałem. Wszedłem do swojego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz, rzuciłem się na łóżko i emocje wzięły górę.
Leżałem tak przez jakiś czas, nawet dokładnie nie wiem jak długo. Telefon w kieszeni wibrował bez przerwy. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Nikogo widzieć. Chcę być sam. I użalać się nad sobą? Moja podświadomość walczy ze mną. Nie. Muszę pomyśleć. Potrzebuję czasu dla siebie. Chcę być sam.. Chłopaki przez chwilę dobijali się do drzwi, ale odpuścili w końcu.
Ktoś, kto próbował się ze mną skontaktować, nie dawał za wygraną. Szesnaście nieodebranych połączeń od Gemmy i Marty. Pewnie chodzi im o te zdjęcia. Do Gemmy napisałem sms, że nie mam ochoty teraz rozmawiać, ale zanim zdążyłem napisać Marcie, usłyszałem jakieś zamieszanie. Głosy w przedpokoju stawały się głośniejsze i wyraźniejsze. Wrócił Nialler, a z nim dziewczyny. To, że Natka to w sumie mnie nie dziwi. Ale Marta? Chociaż, próbowała się do mnie dodzwonić, pewnie dlatego przyjechała.
- Harry.. Otwórz proszę. - Zapukała do drzwi. Nie odezwałem się, nawet nie wiem dlaczego - Harry..
Mam nadzieję, że w końcu odpuści. Nie chcę żeby widziała mnie w tym stanie.
- Hazza do cholery otwieraj te drzwi! Już!
- Marta, odpuść.
- Nie! Ja nie odpuszczam. Zapamiętaj to sobie. A teraz otwórz. Nie będę tu wiecznie czekać.
Wstałem z łóżka, otworzyłem przed nią drzwi. Miała zaróżowione policzki, rozwiane włosy, oczy jej błyszczały. Wyglądała na zmartwioną, ale czy z mojego powodu?
- Marta, wybacz, ale nie jestem w nastroju do zwierzeń..
- To bardzo dobrze, bo mam masę pracy - powiedziała mijając mnie. Usiadła na łóżku, wyjęła z torby laptopa i włączyła go. Patrzyłem na nią zaintrygowany. Jeszcze żadna dziewczyna tak nie postąpiła w stosunku do mnie. Nigdy. - Co? Mam coś na twarzy?
- Nie
- To dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Zaskoczyłaś mnie. Przyjechałaś ni z tego ni z owego, wchodzisz do mojego pokoju, siadasz na łóżku i ... - zabrakło mi słów, wskazałem dłonią na laptopa. Patrzyła mi w oczy, niepewna co mam na myśli
- Mam wyjść?
- Nie - odpowiedziałem po chwili zastanowienia
- Jesteś pewny?
- Tak.
- To dobrze, bo nie po to tu jechałam taki kawał drogi i męczyłam się z tymi dwoma. Będziesz tak stał i na mnie patrzył, czy może usiądziesz ze mną?
Powoli podszedłem do łóżka i także na nim usiadłem, w taki sam sposób jak ona, czyli z nogami wyciągniętymi przed siebie.
- Wygodne masz łóżko - powiedziała skacząc lekko na nim
- Wiem
- Harry? - zapytała powoli i niewinnie. To coś nowego.
- Tak?
- Zrobisz coś dla mnie?
- Postaram się? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie, bo nie wiedziałem czego zażąda
- Uśmiechnij się. Proszę cię. Kocham kiedy się uśmiechasz.
- Marta...
- Nie. Nie chcę widzieć, że mój idol jest smutny.
- Idol?
- Tak, idol. I przyjaciel. - dodała, a mnie zrobiła się ciepło na sercu - Uśmiechnij się, proszę. Dla mnie?  - zrobiła minę kota ze Shreka. Ton jej głosu przypominał mi małą dziewczynkę proszącą mamę o nową zabawkę. - Nie daj się prosić - nie mogłem się oprzeć i na mojej twarzy pojawił się uśmiech - Zdecydowanie lepiej. Dziękuję.
- Dlaczego przyjechałaś?
- Bo nie odbierałeś.
- Martwiłaś się?
- Myślałam, że nie jesteś w nastroju do rozmowy - spojrzała na mnie odrywając wzrok od laptopa - Ale tak. Martwiłam się. Widziałam te zdjęcia. I komentarze. Nie przejmuj się. Oni tylko szukają kolejnej sensacji.
- Udało im się.. - mruknąłem
- Harry - znów się odwróciła w moją stronę, ale tym razem przestała pisać - Oni nie są warci twoich łez. Nikt nie jest. Pamiętaj, że oni zarabiają na ludziach, są w pewien sposób bezwzględni, jeśli im pokażesz słabość to poczują, że mają nad tobą władzę. Musisz być silny. Masz wokół siebie tylu ludzi, którzy cię kochają. Myśl o nich, o tym ile dla ciebie znaczą, a nie zaprzątaj sobie głowy kretynami, którzy wskoczyli by w ogień żeby zdobyć to czego chcą. Nie są tego warci.




Mam nadzieję, że rozdział  się podobał. Jeżeli ktoś jeszcze chce być informowany, piszcie w zakładce "Informowani" :)

Liczę, że znajdę tu jakieś komentarze, to na prawdę jest bardzo miłe :)


wtorek, 8 października 2013

IV

Od naszego ostatniego spotkania, na O2 Arena minęło kilka dni. My ciągle mamy sesje zdjęciowe, wywiady, występy w telewizji, daliśmy jeszcze kilka koncertów w Londynie, a dziewczyny kupiły mieszkanie i je urządzały. Mimo tego ciągłego zabiegania utrzymywaliśmy kontakt. Pisaliśmy, dzwoniliśmy do siebie. Jest prawie tak, jakbyśmy widywali się każdego dnia, z tym, że brakowało mi tego patrzenia w jej niebieskie oczy. Dzisiaj jest nasz ostatni dzień w pracy i będziemy mieli kilka dni wolnego żeby odpocząć, spotkać się z rodzinami. Stęskniłem się za mamą i Gem, ale nie zostanę w domu długo. Chyba mnie zrozumieją. Bardzo bym chciał żeby poznały Martę, ale czy ona chciała by poznać je? Przecież na dobrą sprawę, nawet mnie jeszcze nie poznała...
Dzisiaj mamy odwiedzić dziewczyny w ich nowym domu i opić ich przeprowadzkę do Londynu.Zapowiada się bardzo interesujący wieczór. Natalia wydaje się być bardzo podekscytowana...
"dzisiaj razem z @Im_Marta i @onedirection chrzcimy nasze nowe mieszkanie. Będzie imprezka!"
"już nie mogę się doczekać! #podekscytowana"
Marta zresztą też chyba nie może się doczekać:
"Natka, ogarnij dupę i posprzątaj salon. PS: od kuchni trzymaj się z daleka"
Odliczam do momentu aż ją znowu zobaczę, aż mnie nosi normalnie. Nie widzieliśmy się zaledwie tydzień? Ale te nasze rozmowy, tweety.. Uśmiech sam mi się na usta ciśnie, kiedy o tym myślę. Zależy mi na niej i teraz już za późno żeby się z tego wycofać. Muszę o nią zawalczyć. Tyle..

- Cześć! Wchodźcie - Natalia otworzyła nam drzwi i zaprosiła do środka. Mieszkanie było spore. Hol nie należał do największych, ale był wystarczający żebyśmy spokojnie mogli się omijać. Był w kolorze jasnego beżu, po lewej stronie przy drzwiach wyjściowych stała mała szafa i wisiało duże lustro. Po tej samej stronie znajdowały się też drzwi do 2 pomieszczeń, na wprost była łazienka, po prawej stronie także było dwoje drzwi. - Marta jest w kuchni, rozmawia przez telefon.
Idąc za resztą, wszedłem w głąb mieszkania. Pierwsze drzwi po prawej to salon. Był duży i kolorowy. Ściany były w kolorze brzoskwiniowym, na jednej ze ścian był kominek, na przeciw stał stolik i dwie duże kanapy. Na ścianach wisiały ramki z ich wspólnymi zdjęciami. Na niektórych robiły śmieszne miny, na innych się przytulały, uśmiech sam pojawiał się na twarzy kiedy się je oglądało.
- Cześć - Marta stanęła za mną - Podobają ci się?
- Pewnie. Są takie szczere.. no i niektóre są śmieszne. Miło cię znowu widzieć
- I wzajemnie panie Styles. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję. Coś zimnego poproszę - uśmiechnąłem się do niej, a ona patrzyła na mnie i też się uśmiechała - No co?
- Uwielbiam te dołeczki. Są słodkie
- Czy ty mi właśnie zasugerowałaś że jestem słodki? - popatrzyłem na nią i dla efektu zmrużyłem oczy
- Wiesz.. Ja bym tam wolała być seksowna, nie słodka - dziewczyno, ty sobie nie zdajesz sprawy jak na mnie działasz, a te słowa... Styles ogarnij się
Zaśmiałem się kręcąc głową. Ona nie zdaje sobie sprawy z tego jak na mnie działa? Czy tylko udaje? Boże Święty miej mnie w opiece, zanim kompletnie oszaleję na jej punkcie. Chciałbym z nią porozmawiać tak od serca, ale też tak o wszystkim i o niczym. Chciałbym żeby była blisko mnie, żebym mógł ją przytulić, pocałować. Tak, wiem, na razie muszę ją poznać, muszę mieć pewność, że ona nie jest taka jak inne, że mnie nie zostawi po kilku tygodniach, albo jak zrobi się nieprzyjemnie. Nie potrzebuję kolejnej chwilowej "miłości". Już i tak brukowce piszą o mnie świństwa, nie potrzeba mi kolejnych.

Jest 21, siedzimy w salonie dziewczyn, pijemy, ale kulturalnie, żeby nie było. Atmosfera jest luźna i to jest piękne. Czuję, jakbyśmy się znali od lat, nie od tygodnia. Przeżyliście kiedyś coś takiego? Poznajecie kogoś i wystarczają godziny, żeby tego kogoś w pewien sposób pokochać i nie chcieć się z nim rozstawać? Tak właśnie było z nami. Ich obecność dodawała nam tak jakby otuchy.
- Niall.. Przystopuj trochę, albo zjedz coś chociaż - powiedziała Marta
- Spokojnie, wujek Nialler ma wszystko pod kontrolą - już lekko mu się język plącze, ale jeszcze wstał o własnych siłach - Natalia? Zatańczysz ze mną?
Ona też była lekko wstawiona, patrzyła na niego, jakby nie wierzyła własnym uszom. Wydawało mi się, że Niall wpadł jej w oko, że to jego z nas wszystkich uwielbiała najbardziej, ale nie chciałem dopytywać. Z czasem samo wyjdzie. Powoli wstała i podała mu rękę. Poszli na środek pokoju i zaczęli tańczyć jakiś dziki taniec, który po chwili zamienił się w spokoje kołysanie się na boki w rytm muzyki. Tak jak lista utworów się zmieniała, tak zmieniały się ich układy. Przyznam, że zabawnie się na to patrzyło. Marta siedziała na ziemi oparta o nogi Perrie, która bawiła się jej włosami. Rozmawiały o koncercie Little Mix, na który się wybierają, kiedy Milena, Eliza i Kasia wrócą. Patrzyłem na nią i nie mogłem odwrócić wzroku, chociaż tak bardzo chciałem. To znaczy, nie chciałem żeby widziała, że się na nią gapię.
- Nie dobrze mi - Horan stanął w miejscu i złapał się za brzuch
- Wiedziałam, wiedziałam.. Przyniosę ci lodu. - powiedziała Marta i udała się do kuchni
- Pomogę ci - wypaliłem, nawet nie wiem kiedy.
- Tak, idź jej pomóż, bo szklanki nie uniesie - Zayn jeszcze nie skończył mówić a już syczał z bólu, Perrie zapoznała go bliżej ze swoim łokciem
- Dzięki Pezz
O czym z nią rozmawiać? Co mam powiedzieć? Jezu Chryste. Nie. Nie idę. Wracam do salonu... Tak, nie idę..
- Idziesz czy nie? - Marta wychyliła się z kuchni
- Tak, już - Pięknie, widziała jak się kłócę sam ze sobą. Jak dobrze, że tego nie słyszała
- W zamrażalniku jest lód, weź trochę dla blondasa. - Postawiła na stole paterę, na której stał tort. Ciemny biszkopt kontrastował z białym kremem, na wierzchu były kolorowe M&M's co dodawało temu ciastu tylko uroku. - Weź więcej.. Jeszcze Natalia...
- Ale ona wygląda na trzeźwą
- Harry, wierz mi. Znam ją nie od dziś, na nie jednej imprezie trzymałam jej włosy jak znaczyła drogę do domu, ja wiem kiedy jej się pogorszy.
- To się dopiero przyjaźń nazywa - Oboje się zaśmialiśmy. Wróciliśmy do pokoju, Horan siedział z głową opartą na ramieniu Louisa i mamrotał, że jest żołądek go boli
Jedliśmy ciasto, kiedy w pewnym momencie Natalia wstała i jak strzała poleciała do łazienki. Niedługo potem Niall do niej dołączył. Toaleta jest jedna, ich jest dwoje. Nie widzę tego zbyt pozytywnie, żeby nie powiedzieć kolorowo i się minąć z prawdą. Chwilę później usłyszeliśmy cichy głos Nialla, który pojawił się na progu salonu
- Marta gdzie macie jakieś ściery i wiadro..
- W schowku, koło łazienki, a co?
- Nic nic.. Tylko nie wychodźcie na razie, muszę posprzątać
- Serio ludzie? Serio? Mieliśmy opijać mieszkanie a nie je zarzygać! Och, muszę zobaczyć jak się Natka czuje, wybaczcie na chwile - powiedziała i wyszła
Ja postanowiłem pomóc Niallowi, żebyśmy mogli przechodzić przez hol, jak cywilizowani ludzie, a nie jak grupa Tarzana. Na ten widok, mój żołądek zaczął się nieprzyjemnie skręcać, ale dałem radę. Jakiś czas później Marta i Natalia do nas dołączyły i znów siedzieliśmy w grupie. Każde z nas jeszcze trochę wypiło i zaczęliśmy grać w "TAK lub NIE". Zadawaliśmy sobie pytania z różnych dziedzin naszego życia, pojawiały się nawet te dosyć intymne, ale trzeba było odpowiedzieć szczerze. Louis zawsze zadawał śmieszne pytania, które jednak zawierały podtekst, np to: "Harry, czy jest teraz ktoś kto zaprząta twoje myśli, w sposób, który nie pozwala ci się na niczym skupić?" albo pytanie Nialla skierowane do Natalii "Czy jak kogoś kochasz, też dzielisz się z tym kimś jedzeniem? Jeśli tak, to czy podzieliłabyś się ze mną?". Jednak pytanie Eleanor, które zadała Marcie oraz jej odpowiedź, sprawiły, że mój mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach.
- Jesteś w kimś zakochana, czy zauroczona w tym momencie?
- Tak - odpowiedziała po chwili ciszy.
Czyli opcje są dwie. Pierwsza - tym kimś jest jej były, do którego nadal coś czuje, ale zerwała z nim, bo nie potrafiła pogodzić się ze zdradą, lub druga - jest to ktoś inny, ktoś kim mam nadzieję, jestem ja...

Po północy wszyscy się zebrali i pojechali do domu. Wszyscy prócz mnie i Nialla. On nie był w stanie, a ja, bo.. Niall. Ale nie oszukujmy się, raczej ważniejsze było w tym momencie to, że miałem zostać na noc u niej, miałem okazję z nią porozmawiać, zbliżyć się do niej.
Marta odprowadzała ich do drzwi, podziękowała za przyjście i pożegnała z radosnym uśmiechem. Niall i Natalia już spali, oboje zasnęli na kanapie w salonie, ale podejrzewam, że przeniosą się do pokoju jak się im zrobi niewygodnie. Odwróciła się do mnie, a jej uśmiech wydawał się być taki prawdziwy i pomimo zmęczenia, nie tracił swego blasku.
- Zmęczony? - zapytała
- Średnio - przyglądałem się jej uważnie
- Będziesz spał w moim pokoju, pierwsze drzwi na lewo. W razie czego, mój to ten czystszy.
- A ty gdzie będziesz spała?
- W moim pokoju - ależ mam farta - będziemy musieli sobie jakoś poradzić, bo jak widać, ani jedna kanapa nie jest wolna.
- Mnie to nie przeszkadza - powiedziałem i zbliżyłem się do niej. Patrzyła na mnie niepewnie, ale nie odsunęła się ani o krok, kiedy podchodziłem. Bardzo mnie to cieszy. Staliśmy twarz przy twarzy, przyparłem ją do framugi drzwi. Patrzyła mi w oczy. Ciekaw jestem czy wyczytała z nich moje uczucia.
- Umów się ze mną
- Harry, jesteś pijany
- Nie prawda
- Co nie zmienia faktu, że piłeś, nie wiesz co mówisz
- Nigdy nie byłem bardziej pewny swoich słów. - Patrzyłem na nią, lustrowałem ją wzrokiem, jej rysy twarzy, pełne malinowe usta, prosty nos, tę małą ledwie zauważalną bliznę pod lewym okiem. Jest piękna.. Chyba się w niej zakochałem. Zakochałem się w dziewczynie, o której wiem tak niewiele - Umów się ze mną
- Dobrze - przeczesała mi dłonią włosy gładziła policzek, a ja poddawałem się jej dotykowi - a teraz idź się połóż, musisz odpocząć.
- Chodź ze mną - powiedziałem podchodząc do łóżka. Zdjąłem skarpetki, spodnie, koszulkę, a ona stała i patrzyła, nie jak większość dziewczyn z pożądaniem, a raczej troską.Położyłem się, poklepałem miejsce obok, dając jej tym samym do zrozumienia, że ma do mnie dołączyć
- Chcesz wody? - zapytała
- Chcę ciebie. Tutaj. Obok.
- Z lodem? - doprowadza mnie do obłędu
- Obojętnie - wyszła z pokoju i po chwili wróciła z dwoma szklankami wody z lodem. Usiadła obok i nic nie mówiła. Po prostu była. Położyłem się i nawet nie wiem kiedy zasnąłem, Spało mi się niewiarygodnie dobrze, mimo iż nie spałem sam. Nie rzucałem się we śnie jak opętany, mam też nadzieję, że nie mówiłem przez sen..
Obudziłem się przytulony do Marty z głową na jej brzuchu. Otworzyłem oczy, trochę bolała mnie głowa - efekt wczorajszego picia.
- Dzień dobry - usłyszałem głos Marty
- Hej - mruknąłem zaspany - przepraszam, że tak cię tulę, ale to mimowolnie. Taki odruch bezwarunkowy.
- Och, nic się nie stało. Jestem przyzwyczajona - uśmiechnęła się do mnie ciepło
- Twój był...
- Nie - pokręciła przecząco głową - Natalia - uśmiechnąłem się z ulgą.
Wróciłem na swoje miejsce, chociaż nie chciałem. Ta bliskość między nami mi odpowiadała, położyłem się na boku, a głowę wsparłem na dłoni, nadal się uśmiechając
- Co? - zapytała mrużąc oczy
- Zgodziłaś się - mój uśmiech stał się szerszy, ale widząc jej pytający wzrok dodałem- umówić się ze mną

sobota, 5 października 2013

III

Wiecie, wtedy, przez te 3 lata w zespole, czułem w sobie jakąś pustkę. Niby moje życie było idealne, ciągle otaczały mnie tłumy, moi przyjaciele, bracia, ale tak na prawdę czułem się potwornie samotny. Może to przez te wszystkie nieudane związki, które miałem za sobą. Może to fakt, że na żadnym miejscu nie zostawałem dłużej niż kilka dni. Nie wiedziałem co było tego przyczyną. Dzisiaj mam stuprocentową pewność, że brakowało mi jej. Dziewczyny, która będzie ze mną bez względu na to co się wydarzy, bez względu na to jak ciężko będzie. Potrzebowałem miłości, tej prawdziwej, bezgranicznej, czystej. Chciałem być kochany nie za to, że jestem Harry Styles, ale za to jaki jestem poza kamerami, za to co mam do zaoferowania. I możecie się śmiać, ale chciałem żeby się z czasem okazało, że Marta czuje do mnie coś więcej. Że chce czegoś więcej, tak jak najwyraźniej ja tego chciałem.

Szliśmy spacerkiem po ulicach Londynu, aby dotrzeć do celu. Ciągle się śmialiśmy. Dziewczyny mają naprawdę świetne poczucie humoru, chociaż momentami nie rozumieliśmy ich polskich powiedzonek, może traciły sens przy tłumaczeniu.. Nie wiem. Tak swobodnie, dawno się nie zachowywaliśmy w towarzystwie nowo poznanych ludzi, nawet Zayn nieco lepiej się czuł, a przecież, jemu zajmuje trochę czasu przekonanie się do nieznajomych.
Dziewczyny zaczęły rozmawiać po polsku. Wyglądały na dosyć poważne, a nawet złe. Czyżbyśmy coś zrobili nie tak? Marta stała z telefonem w ręce i patrzyła na niego pustym wzrokiem.
- Wszystko okej? Dobrze się czujesz? - Liam jak zawsze wie co powiedzieć i w którym momencie
- Tak - uśmiechnęła się i schowała telefon do tylniej kieszeni spodni - Ooo widzę London Eye!
Łoho.. Dużo się nie dowiem.
Kupiliśmy bilety, oczywiście najpierw zdjęcia z fanami, bo jakby inaczej. Dziewczyny stały z boku i rozmawiały. Natalia gestykulowała jak szaleniec, Kasia ją popierała, Eliza, Milena i Marta patrzyły na nią z szczerym zainteresowaniem, jak zresztą 3/4 przechodniów. W końcu zły humor Marty prysł i na jej twarzy znów pojawił się uśmiech. Dzięki Bogu. Przytuliła Natalię, a po chwili skończyło się na grupowym uścisku. Widzieć szczęśliwe przyjaciółki, to dopiero widok. Niebieskie oczy Marty powędrowały w moim kierunku, uśmiechnęła się do mnie, na co moje serce szybciej zaczęło bić. Odwzajemniłem uśmiech, szczerze mówiąc nie mogłem przestać się uśmiechać.
Mógłbym na nią patrzeć i patrzeć i chyba by mi się to nie znudziło. Gdyby ideały istniały, to by nim z całą pewnością była, w każdym razie dla mnie jest. Muszę ją poznać bliżej. Dowiedzieć się jaka jest, co lubi, co kocha, jak spędza wolny czas, czy woli kawę czy herbatę, co jada na śniadania. Proste rzeczy, na które rzadko zwraca się uwagę zbliżając się do kogoś, ale jednak mają ogromne znaczenie w relacjach między ludźmi. Dlaczego? Bo zaczyna się od poznawania tych małych nawyków, a kończy na odkryciu serca drugiej osoby. Tego chciałem. Chciałem poznać ją kawałek, po kawałku, jej serce, duszę. Ją.
- Z czego się tak śmiejecie? - skonsternowany patrzyłem na dziewczyny. Staliśmy w jednej z kapsuł London Eye
- W tym momencie, możecie szczerze żałować, że nie znacie polskiego - Natalia zanosiła się ze śmiechu - Dawno nie słyszałam, żeby tak komuś po ambicji jechała
Marta rozmawiała przez telefon, stała plecami do nas. Może nie rozumiałem co mówi, nie widziałem jej wyrazu twarzy, ale z całą pewnością była zła. Ton jej głosu mówił sam za siebie.
- Mogłaby używać sarkazmu jako trzeciego języka obcego - kontynuowała Natka
- Aż tak? Co ona mówi? I z kim rozmawia? - zapytał Louis. "Dzięki Ci bracie, ja nie muszę wypytywać"
- Ze swoim... chłopa...
- Byłym chłopakiem - przerwała jej Eliza - Idiota nie był jej warty
Kasia z Natalią ledwo stały, Milena z Elizą też nie mogły powstrzymywać śmiechu.. Co ona takiego mówi? Ciekawość mnie zżerała od środka.
- Nie śmiejcie się same! Nam też możecie przetłumaczyć!
Słuchaliśmy tłumaczenia <dla nas> monologu Marty i powiem szczerze, byłem w niemałym szoku. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Musiał nieźle narozrabiać. Kretyn. Mieć taką dziewczynę i ją zranić. Boże miej go w opiece.
- Nie! To TY mnie posłuchaj. Mam dosyć tego, że zachowujesz się jak dziecko. Jesteś nieodpowiedzialnym dupkiem, który nie liczy się z uczuciami innych. Masz wszystko w swoim poważaniu, nigdy o nic nie musiałeś walczyć zaw... JA?! Zmień dilera, bo obecny ma trefny towar! Ogarnij się chłopie. Najświętszy czas, żeby się przyznać do błędu, a nie tchórzyć. - chwila ciszy... Ciekawe co on jej mówi... - Tęskniłeś za mną? Tak strasznie tęskniłeś, że musiałeś się przespać z tą.... Ach tak? Seriooo? Nie pogadasz. Brakuje ci mnie? Na prawdę? Hmm.. To ja mam pomysł. IDŹ SIĘ PRZEŚPIJ Z TĄ SZMATĄ RAZ JESZCZE TO NA PEWNO CI TĘSKNOTA Z SERCA ZDECYDOWANIE NIŻEJ ZEJDZIE I BĘDZIESZ MÓGŁ JEJ DAĆ UPUST KOCHANIE - ostatnie słowo zaintonowała przesadnie miło i rozłączyła się. Jestem z niej dumny.
Wzięła głęboki oddech i odwróciła się do nas, podniosła lewą brew
- Podsłuchiwaliście?
Wszyscy automatycznie zaczęliśmy bić brawo i wiwatować, a ona zaczęła się po chwili kłaniać jak aktorka teatralna po udanym spektaklu.Kiedy już się uspokoiliśmy, Niall wypalił z tekstem:
- Dobra robota mała
Mała? On sobie kpi?! Mała? Horan, mała to będzie twoja kolacja, jak nie będziesz mógł przełykać..
- Wy... - spojrzała na dziewczyny, a te wymownie patrzyły wszędzie byle nie na nią - No tak, przecież to wy. Dlaczego mnie to w ogóle dziwi?
Kapsuła się obracała, my podziwialiśmy piękną panoramę Londynu. Pogoda dopisywała, w miarę. Nie było nie wiadomo jak gorąco, ale świeciło słońce, co sprawiało, że wszyscy mieli lepszy humor. Siedzieliśmy na podłodze i rozmawialiśmy o pierdołach. Opowiadały nam jak się poznały, o wspólnych imprezach, noo.. nie powiem, ale zaszaleć to umieją. W końcu zaczęliśmy śpiewać. Kings of Leon Sex On Fire hit kapsuły nr 4.
Tym razem zadzwonił telefon Mileny. Rozmawiała na chwilę, ale kiedy skończyła była ewidentnie zdenerwowana i przygnębiona.
- Mam złe wieści.. Muszę dzisiaj wracać do Polski. Przepraszam dziewczyny.
- Stało się coś?
- Mój wujek... Miał wypadek. Poważny. Wybaczcie mi, ale ja muszę wracać. To mój chrzestny..
Przerażenie w oczach pozostałych było zauważalne z daleka. Wszystkie się "rzuciły" na Milenę i szeptały słowa pociechy.

Czekaliśmy na Martę i Natalię przed budynkiem lotniska. Kasia i Eliza leciały razem z Mileną, żeby dotrzymać jej towarzystwa, ale też dlatego, żeby nie musiały wracać same. Kiedy wyszły, uśmiechały się blado, ale oczy miały zaróżowione. Widać, że są strasznie zżyte i sobie bliskie. Tak jak my z chłopakami.
- To co? Macie ochotę spędzić z nami resztę dnia? - zapytałem - Mam pewien pomysł - dodałem z szerokim uśmiechem
- Pewnie, czemu nie, jeżeli to nie będzie problem. Co to za pomysł? - zapytała Marta
- Poskaczemy trochę - powiedziałem nieśmiało
- Trampolina? Skakanka? Coś ty człowieku znów wymyślił? A zresztą.. Najpierw jedziemy coś zjeść - powiedział Niall
- Jestem za. Umieram z głodu. Poza tym muszę jakoś zabić smutek po wyjeździe dziewczyn
- Wiecie.. Niektórzy ciągle płaczą gdy są smutni, a Natalia je. Taki sposób na odstresowanie
- Moja bratnia dusza.. Zaintrygowałaś mnie, muszę ci powiedzieć - Niall patrzył na Natalię z błyszczącymi oczyma
- No nie wiem, czy jedzenie przed skakaniem będzie wskazane - odezwał się Liam - Chyba że chcecie tęczę za sobą zostawiać
- No dobra. W takim razie zjemy po powrocie - warknął Niall,  po chwili zastanowienia
Siedzieliśmy w naszym busie. Ja na przeciwko niej. Patrzyliśmy na siebie, oboje uśmiechając. Łokieć miałem oparty o drzwi i palcem wskazującym gładziłem wargę, ona swoją przygryzała nie spuszczając ze mnie wzroku. To było jak gra, które z nas dłużej wytrzyma nie opuszczając wzroku. Uśmiechnąłem się szerzej, pokręciłem głową i opuściłem oczy na kolana. Zaśmiała się. A ja razem z nią. Jej śmiech jest zaraźliwy.
Natalia rozmawiała z Niallerem na temat ulubionego jedzenia. Boże daj, żeby się w niej zakochał.
Dojechaliśmy do O2 Arena. Powoli wysiadaliśmy z busa. Dziewczyny były zaskoczone, zresztą Niall też, który zapomniał najwyraźniej o czym rozmawialiśmy czekając na Martę i Natalię.
- O2 Arena? Ze sceny chcecie z nami poskakać? - zapytała sarkastycznie Natalia
- O nie.. Będzie znacznie lepiej - powiedział Louis z uśmiechem
Przed wejściem zobaczyliśmy Perrie, Eleanor i Sophię. Podeszliśmy do nich. Louis od razu stałął przy El, Li przy Sophii a Zayn podskoczył do swojej narzeczonej, wziął ją w ramiona i zaczął się z nią obracać. Perrie śmiała się głośno, a my obserwowaliśmy ich z uśmiechami na twarzach. Oni są na prawdę zakochani i szczęśliwi ze sobą.
- Dobra, Romeo puść ją. Za chwilę ją dość na przytulasz - rzucił Niall
- Nananan. Jesteś zazdrosny bo ty nie masz kogo przytulać
- Maaaam! Natalia mogę cię przytulić? - zapytał robiąc słodkie oczy
Dziewczyny się jeszcze przedstawiły i skierowaliśmy się na tyły areny.

Stoimy pozapinani wszystkimi potrzebnymi pasami zabezpieczającymi. Jesteśmy dobrani w pary i za chwilę będziemy po kolei skakać. To jest takie ekscytujące. Skok na bungee! O tak.
- Boję się.. - zapiszczała Marta
- To nie takie straszne na jakie wygląda. Serio.
- Skakałeś już kiedyś?
- Pewnie - powiedziałem uśmiechając się szeroko
- To się nie dziwię, że "spoko".. Jezusie.. A jak zwymiotuję?
- To tak jak mówił Liam, pozostawisz przepiękną tęczę na niebie
- Nie bądź wredny!
- Ja nigdy nie jestem wredny, mała - dodałem przedrzeźniając Nialla
- To co? Skaczemy? - zawołał Liam, który trzymał już Sophię w objęciach
- Pewnie - odkrzyknąłem - Chodź tu do mnie - zwróciłem się do Marty z uśmiechem
- Czemu mam wrażenie, że ciebie moje przerażenie cieszy? - podeszła do mnie i objęła w pasie
- Bo cieszy - mruknąłem jej do ucha i mocno objąłem
Po chwili byliśmy już w powietrzu. Świst powietrza mieszał się z naszymi krzykami. Adrenalina dawała się we znaki, żołądek zaciskał w supeł, krew szybciej krążyła w organizmie. Niesamowite uczucie. Marta wtuliła twarz w moje ramię. Czułem jej strach. Ręce oplotła ciaśniej wokół mojego ciała, ja zrobiłem to samo. Mógłbym ją tak trzymać wiecznie. To tylko skok na bungee, obejmuje mnie, bo w pewnym sensie jest do tego zmuszona, ale mimo to, moje serce szaleje z radości.
- Otwórz oczy! Zobacz jakie piękne widoki! - wołałem żeby przekrzyczeć wiatr
- Moje powieki też są całkiem ciekawe, wiesz?!
Zaśmiałem się. Mam nadzieję, że spędzimy ze sobą więcej czasu, że lepiej ją poznam. Ale boję się, że się zakocham, a ona nie odwzajemni uczucia, albo co gorsza nie będzie chciała ze mną być ze względu na fanów. Co jest bardzo możliwe. To co się tworzy pomiędzy directioners jest przerażające. Larry Shippers, Eleuonor Shippers.. Dla jednych jestem gejem, dla innych jestem hetero, a dla hejterów kobieciarzem. Ale nikt tak na prawdę mnie nie zna. Nikt nie został ze mną na tyle długo by poznać prawdziwego mnie, I to boli. Nie mam nikogo przy kim mogę być sobą i nie muszę się obawiać, że mnie ktoś zrani, wykorzysta. Prócz chłopaków, rzecz jasna. Mam na myśli raczej tę "drugą połówkę".
Gdy staliśmy już na ziemi, Marta nadal mnie mocno trzymała.
- Nie puszczaj mnie.. Proszę cię - powiedziała kiedy chciałem wypuścić ją z objęć
- Spodobało ci się, hmm? - poruszyłem brwiami, na co przewróciła oczami
- Nogi mam nadal jak z waty i boję się, że nie będę w stanie stać o własnych siłach.. Poza tym.. Wygodnie mi tu z tobą - dodała patrząc mi w oczy i delikatnie się uśmiechając
- W taki razie się nie krępuj - oparłem podbródek na jej głowie i staliśmy tak, dopóki nie zdjęli nam zabezpieczających nas pasów.

"Poza tym.. Wygodnie mi tu z tobą". "Poza tym.. Wygodnie mi tu z tobą". Jej słowa odbijały się echem w mojej podświadomości. Zamknąłem oczy i marzyłem żeby móc ją pocałować...





I jak wrażenia?
Przypominam, że jeżeli chcecie być informowani, piszcie w komentarzach w zakładce "Informowani"

PS: Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia na bloga. Jesteście wspaniali <3

środa, 2 października 2013

II

Miała zaróżowione policzki, oczy jej błyszczały ze szczęścia, mimo iż można było zobaczyć, że płakała. Była z przyjaciółkami. Szła w moim kierunku uśmiechając się nieśmiało, a ja po raz pierwszy od dawna nie wiedziałem co powiedzieć, co zrobić. Zapomniałem języka w gębie. Zayn, który stał obok przyglądał mi się z szeroko otwartymi oczami i miną pełną zdziwienia. Szturchnął mnie w końcu, zamrugałem kilkakrotnie oczami i przytuliłem ją, tak jak każdy.
- Cześć - powiedziała cicho
- Cześć - posłałem jej najbardziej zniewalający uśmiech na jaki mnie było stać
- Podobają mi się te dołeczki, są takie urocze
- Podobno dziewczyny na nie lecą - poruszyłem brwiami
- Podobno na pewno - Boże.. jej uśmiech... jej śmiech... - Zayn, miło mi cię poznać osobiście
Odeszła ode mnie, a ja nadal na nią patrzyłem.  Było w niej coś, co, byłem pewny nie da mi o niej zapomnieć.
Niall spojrzał na mnie wyzywająco na co zacząłem się śmiać i powiedziałem bezgłośnie w jego kierunki "Idiota", zrobił urażoną minę i pokazał mi środkowy palec. Pech chciał, że w tym momencie odwróciła się Marta. Patrzyła zszokowana na blondasa, pewnie myślała, że to do niej. Zanim zdążyłem się powstrzymać, śmiałem się w głos z tego na co patrzyłem i zaraz pożałowałem. Marta spojrzała teraz na mnie. Jej mina nic mi nie mówiła, oczy miała ciemne, policzki nadal były różowe. Wyglądała tak słodko. Przygryzła od środka policzki i odwróciła się od nas. W myślach się zganiłem, zresztą Horana także.
- No i co Styles? Widzisz co narobiłeś?
- Nie tym tonem Horan... - mimo, że oboje mieliśmy głosy poważne, to w naszych oczach czaiło się rozbawienie.
- Miło było was poznać chłopaki. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszymy, że mogłyśmy być na waszym koncercie. Dziękujemy.
Nie.. niee... nieeee.. chyba nie zamierzają już iść..  NIEE!
- Nam również było miło. Mamy nadzieję, że jeszcze się spotkamy - Louis zagadywał dziewczyny - do kiedy zostajecie w Londynie?
- Ja i Natalia zostajemy na razie na czas nieokreślony. Ale dziewczyny muszą wracać do Polski
- W takim razie... co porabiacie jutro? - powiedziałem to na głos?
- Wybieramy się na London Eye i do Madame Tussaud, ale najpierw Marta popisuje książki w księgarni, której nazwy nie pamiętam - odpowiedziała Kasia jedna z jej przyjaciółek
- Ach tak? To może wpadnę żebyś i moją podpisała - uśmiechnąłem się do niej, ale nic nie mogłem wyczytać z jej twarzy, w końcu się uśmiechnęła i powiedziała:
- Na pewno podpiszę chociaż jedną, kiedy pojawi się słynny Harry Styles - rzuciła sarkastycznie. Już ją lubię
- Z pewnością. I będzie to moja

Pamiętam jak patrzyłem w te jej niebieskie oczy i pragnąłem się w nich zatracić, niestety nie było mi to w tamtym momencie dane, ponieważ dziewczyny nie chciały blokować kolejki innym directioners na m&g. Horan, ta podła, przebiegła małpa, dał Marcie swój numer żeby się umówić następnego dnia. Wyglądała tak, jakby nie wiedziała co zrobić z tym fantem - droczyłem się z nim później z tego powodu oczywiście - rzuciła Natalii niepewne i zdezorientowane spojrzenie, po czym się uśmiechnęła, podziękowała i powiedziała, że na pewno się odezwie, a później zniknęły. A ja stałem tam i patrzyłem za nią, mimo iż nie mogłem ich już dostrzec.
- Stary, ocknij się. Później będziesz marzyć, teraz fani czekają - szepnął mi do ucha Zayn
Nie wiedziałem jak to możliwe, że po takiej krótkiej chwili, oddałbym wszystko, żeby wróciła tam wtedy do mnie i została. Po prostu żeby była przy moim boku.
Potrząsnąłem szybko głową żeby sprowadzić się na ziemię.


Siedzimy w samochodzie, w radiu leci cicho piosenka Heartbreak girl 5SOS, Niall podśpiewuje z chłopakami i udaje, że gra na gitarze, Louis i Liam pogrążyli się w rozmowie o koncercie, ja siedzę z głową opartą o zagłówek i zamkniętymi oczyma.
- Panie Styles, dobrze się czujesz? Jakiś strasznie milczący dzisiaj jesteś. - Odwracam głowę w stronę Zayna i nic nie mówię, ponownie zamykam oczy - Rozumiem, że nie jesteś też w nastroju do zwierzeń... - uśmiecham się pod nosem i kręcę przecząco głową - Jutro ją znów zobaczysz. Tylko, nie zapomnij jak się rozmawia, bo trochę wstyd w tym wieku
- Zayn, ty to wiesz jak pocieszyć człowieka. Niall pożycz telefon, bo mój się rozładował - przyznam się bez bicia, że chciałem tylko zobaczyć czy Marta się już odezwała.
- Jeśli sprawdzasz, czy już napisała, to nie - Horan wróżbita się obudził
- Dlaczego ci się wydaje, że akurat to mnie interesuje?
- A nie?
Odpowiadając pytaniem na pytanie trafił w sedno. Przecież o to właśnie mi chodziło, prawda? Przecież nie może mi zależeć. Nie aż tak. To jest niedorzeczne. Słodki Jezu przecież widziałem ją tylko raz w dodatku przez 5 minut! - Ale jednak - odzywa się moja podświadomość, w ogóle mi tym nie pomagając.
- Jestem zmęczony. Nie męcz mnie teraz pytaniami Niall.
- Przecież ja nawet nie... Ach, dobra. Nieważne.
Telefon Nialla zaczął wibrować mi w ręce, tak że aż podskoczyłem na siedzeniu kompletnie się tego nie spodziewając.
- Do ciebie - podałem Niallerowi telefon i powróciłem do mojego poprzedniego zajęcia, czyli oparłem głowę o zagłówek i zamknąłem oczy. Nie wiem kiedy, ale zasnąłem.
Śnił mi się ocean. Woda była czysta, przejrzysta o niesamowicie niebieskim odcieniu. Chodziłem po brzegu, w ręku trzymałem buty. Zatrzymałem się w końcu i spoglądałem na zachmurzone, ciemne niebo. Fale rozbijały się o siebie, woda obmywała mi stopy, była lodowata. Wziąłem głęboki oddech i powoli wypuszczałem powietrze z płuc. Ktoś dotykał mojego ramienia i wołał moje imię. Blondynka, o niebieskich oczach. Uśmiechała się ciepło, dotknęła mojego policzka i gładziła go, a ja mimowolnie przysuwałem twarz do jej ciepłej dłoni.
- Harry, do cholery! Obudź się! Jesteśmy pod hotelem! - warczał Niall policzkując mnie delikatnie
- Hmm? Tak, już wstaję..
- Śpiąca królewno, rusz te swoje sławne cztery litery i pakuj się do holu bo ochrona nie utrzyma dłużej fanów w ryzach
- Przecież mówię, że już idę!
Miękki materac, ciepła pościel i poduszka, to wszystko o czym marzyłem. Wściekły na Nialla, za to, że przerwał mój sen położyłem się z nadzieją, że uda mi się do niego wrócić. Chciałbym zobaczyć twarz tej dziewczyny. Widziałem jej blond włosy, jej niebieskie oczy, niestety twarzy nie byłem w stanie rozpoznać. Wydawała mi się znajoma, bliska memu sercu, ale jednak całkiem obca. Czy to nie śmieszne? Po raz kolejny zmęczenie ze mną wygrało, a kiedy się obudziłem, na brzegu mojego łóżka siedział Nialler z telefonem w jednej ręce i bananem w drugiej.
- Która godzina?
- Och.. Harry, ten twój poranny głos jest taki seksowny..
- Nawet nie wiesz jak mnie kusi, żeby ci tego banana razem ze skórką do buzi włożyć. Więc? Która jest?
- 9.30. Wstawaj, za godzinę umówiliśmy się z dziewczynami. Idziemy na London Eye a potem na lunch.
Zamknąłem ponownie oczy i opuściłem głowę na poduszkę. Przetarłem dłońmi twarz i wstałem z łóżka. Ciepła woda spływała po moim ciele, co działało na mnie kojąco. Mięśnie mi się rozluźniły, a całe spięcie jeszcze z wczorajszego dnia odeszło w zapomnienie. Miękkim ręcznikiem otarłem kropelki wody z twarzy, wysuszyłem szybko włosy, przeczesałem je dłońmi i ubrałem się. Patrzyłem w lustro i zastanawiałem się co się dzisiaj wydarzy...

W księgarni było tak tłoczno, że ludzie stali na dworze. Dochodziła 10.45, czekaliśmy na dziewczęta kwadrans i nie zapowiadało się na to, że fani książki szybko opuszczą księgarnię. Jednak po chwili dostrzegliśmy pięć rozgadanych i głośno śmiejących się dziewczyn idących w naszą stronę. Rozpoznałem ją od razu. Ciemnoniebieskie upięte dżinsy, biała bokserka, siwy sweterek i obcasy. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić co toczyło się w mojej głowie. Pojawiły się przed nami rozpromienione i wszystkie piękne. "WOW" po raz kolejny echo moich myśli potoczyło się w mojej głowie. Zaczęły nas przepraszam, za to, że musieliśmy czekać i tak dalej, ale ja skupiałem się na tym, jak zwrócić na siebie jej uwagę.
- Gotowe? - zapytałem
- Tak
- Nie - powiedziała Marta. Trochę się przestraszyłem, spojrzałem na nią pytająco - Muszę przebrać buty, bo te prędzej wrzucę do Tamizy niż dojdę do London Eye
Schyliła się i zdjęła szpilki, wyjęła z torby, swoją drogą ogromnej torby, czarne conversy i próbowała je założyć, ale na moje szczęście utraciła równowagę i prawie się przewróciła. Złapałem ją pospiesznie i trzymałem za rękę.
- Pomogę ci - kucnąłem przed nią i założyłem jej buty na stopy zanim zdążyła zaprotestować. Kiedy się podniosłem patrzyła na mnie rozbawiona i chyba nieco zażenowana. Jej policzki płonęły a oczy były niesamowicie wielkie.
- Dziękuję
- Cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnąłem się
- Nie wątpię. Teraz możemy iść..
W duchu gratulowałem sobie tego posunięcia. Styles mistrz podrywu wraca do gry maleńka. Lepiej na niego uważaj.



Chciałam podziękować za wszystkie poprzednie miłe komentarze :)
Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem pojawi się ich równie dużo a nawet więcej.
Jeżeli chcecie być informowani, piszcie swoje twitterowe nicki w zakładce "Informowani"

PS: Mam nadzieję, ze rozdział się podobał :)