wtorek, 31 grudnia 2013

XX

Dochodzi druga w nocy. Jakieś pół godziny temu wróciliśmy z pasterki. Marta bierze prysznic, a ja przyglądam się każdemu zdjęciu jakie wisi na ścianie w jej pokoju. Jest ich masa. Nad łóżkiem są ułożone w kształcie serca. Same uśmiechnięte twarze i śmieszne miny jej oraz jej przyjaciół. Są tu również nasze zdjęcia, moje i chłopaków. Plakaty. Jest nawet moja podobizna o której wspominała. Niższa niż ja, wzrostem pewnie dopasowana do Marty. Lampki choinkowe owinięte wokół białej, drewnianej ramy łóżka rzucają delikatne światło na siwe ściany w pokoju, dodając tym samym uroku całemu pomieszczeniu. Za oknem widać lekko prószący śnieg, szkoda że dopiero teraz. Mój telefon zabrzęczał po raz kolejny. Esemesy z życzeniami świątecznymi od chłopaków, rodziców, Gemmy. Odpisałem na wszystkie.
- Tak ci gorąco, że bez koszulki jesteś? - Marta weszła do pokoju, stanęła za mną, objęła mój brzuch rękoma i złożyła na moim ramieniu delikatny pocałunek.
- Teraz już tak - odpowiedziałem uśmiechając się i odwracając twarzą do niej - Dziękuję
- Za co?
- Za te święta. No i za prezent. - Na jej twarzy automatycznie zagościł uśmiech
- Nie. To ja dziękuję, że przyjechałeś. No i za prezent. Sukienka jest piękna.
- Przymierz ją. Chcę cię w niej zobaczyć.
- Koniecznie teraz?
- Koniecznie. - Marta westchnęła, zrobiła jakiś grymas, ale zaraz zaczęła chichotać. Uwolniłem ją z naszego uścisku, przeciągnęła przez głowę koszulkę, którą miała na sobie. - To moja koszulka? 
- Mhm.
- Złodziej.
- Nie ukradłam ci jej. Powiedzmy, że pożyczyłam, ale nie zwrócę.. Poza tym jest wygodna. I do twarzy mi w niej - uśmiechnęła się szeroko. Teraz stała przede mną już w samej bieliźnie. Chyba lubi czarną, bo zazwyczaj właśnie taką ma na sobie. Wciągnęła na siebie sukienkę.
- Pomożesz? - Zapytała odwracając się do mnie plecami
- Nie. Będziesz chodziła w rozpiętej
- Widzę, że uczysz się używać sarkazmu
- Twierdzisz, że wcześniej nie umiałem?
- Ja to wiem skarbie. 
Odwróciła się do mnie twarzą. Wyglądała pięknie. Sukienka idealnie na niej leżała. 
- I jak?  -Zapytała
- Wow. Pięknie - uniosłem brwi i pokręciłem lekko głową w ramach uznania. Zarumieniła się - Uwielbiam kiedy się rumienisz, zwłaszcza kiedy to z mojego powodu - powiedziałem z uśmiechem i przyciągnąłem ją do siebie.
- Nie zawstydzaj mnie, proszę cię.
- Nie mogę ci tego obiecać. Pasje powinno się rozwijać. 
- Jesteś nienormalny, wiesz o tym? - zaśmiała się
- Widzisz jak na mnie działasz? - zanim zdążyła odpowiedzieć nachyliłem się żeby ją pocałować. - Kocham cię - wyszeptałem przerywając pocałunek, tylko po to by za chwilę go pogłębić. 

W tym czasie, który spędziliśmy w Polsce nie siedzieliśmy tylko w domu. Chodziliśmy na spacery, podczas których nie byliśmy napastowani przez fanów, ale za to paparazzi nam towarzyszyli. Właśnie w tym momencie jesteśmy na spotkaniu ze znajomymi Marty. Poznałem jeszcze jedną jej przyjaciółkę, Basię i miałem też nieprzyjemność poznać jej byłego chłopaka. Bez przerwy szuka okazji żeby być blisko niej, co podnosi mi z chwili na chwilę ciśnienie coraz bardziej. To jestem w stanie jeszcze przełknąć, ale kiedy niby przypadkowo ją dotyka, zamykam oczy i liczę do dziesięciu, żeby nie wstać i go nie odepchnąć od niej. Tak. Jestem zazdrosny. Cholernie zazdrosny. Po tym jak ją potraktował w ogóle nie powinien się do niej zbliżać. 
- Idę do toalety - powiedziała Marta - zaraz wracam - uśmiechnęła się do mnie, a ja do niej.
Ledwo Marta zniknęła mi z pola widzenia, pojawił się przy mnie jej były. Boże, aż tak grzeszyłem?
- Cześć, ponownie - uśmiechnął się. Ciekawe jaki ma cel w tej rozmowie.. Miałem nadzieję, że nie zna angielskiego. - Jak się bawisz?
- Dobrze. - odpowiedziałem i zapadło między nami milczenie 
- Widziałem wasze zdjęcia. Są dosłownie wszędzie. - Och doprawdy? -  Wyglądacie na szczęśliwych - kontynuował
- I tak się czujemy - odpowiedziałem przywołując na usta najbardziej sztuczny uśmiech na jaki było mnie stać
- Marta to niesamowita dziewczyna
- To prawda.
- Mam nadzieję, że wam się uda. - Trzeba przyznać, że dobry z ciebie aktor. Kto by się spodziewał. - Ale jeśli ją zranisz... - wyczuwam gadkę w stylu "jeśli ją zranisz, to cię znajdę i nogi z dupy powyrywam" 
- No proszę. I kto to mówi. Chłopak, który będąc z nią w związku przespał się z inną. - Jego mina mówiła mi, że nie spodziewał się iż o tym wiem 
- To nie tak..
- To nie mnie należą się wyjaśnienia. Poza tym mało mnie obchodzi kiedy i z kim sypiasz. Jedyne co mam na uwadze to dobro Marty. 
- Tym jej dobrem jest przespanie się z nią tak jak poprzednimi? Uczynisz jej ten zaszczyt co? - Kurwa przegiąłeś. Plastikowy kubek z napojem, który trzymałem w dłoni, był bliski pęknięcia
- Radziłbym ci uważać na słowa. 
- Nie narazisz się chyba tym wszystkim paparazzi przed budynkiem. To byłby skandal. Harry Styles pobił niewinnego chłopaka na imprezie u przyjaciół swojej nowej zabawki. - No i pękł. Zanim ten dureń zdążył się zorientować, trzymałem go za kołnierz jego koszuli przyciskając go do ściany.
- Zdziwiłbyś się, gdybyś wiedział do czego zdolny jest Harry Styles. - Warknąłem. - I na prawdę, radzę ci uważać na słowa, bo to może się dla ciebie źle skończyć zrozumiałeś?
- Co tu się dzieje? - Usłyszałem za sobą głos Marty, która przepchnęła się na przód tłumu, który się wokół nas zebrał. 
- Nic - powiedziałem i puściłem go, odwracając się w jej stronę
- Tchórzysz Styles? Nie powiesz swojej seks zabawce co się dzieje? - Ludzie za naszymi plecami, ci którzy rozumieli, szerzej otworzyli oczy. Marta głośno wciągnęła powietrze, a ja odwróciłem się i nie zastanawiając się długo wymierzyłem w jego kierunku cios. Z jego nosa automatycznie zaczęła lecieć krew. Chciał mi oddać, ale byłem szybszy i znów przycisnąłem go do ściany
- Masz jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, że nic ci nie zrobię? Powiedziałem dwa razy, żebyś liczył się ze słowami i aż o dwa za dużo. Więc tym razem radzę ci posłuchać, bo jeszcze jedna niestosowna uwaga i skończysz na oddziale intensywnej terapii. Wierz mi, nie będę miał skrupułów.
- Harry, puść go - powiedziała Marta, nie posłuchałem jej, tylko patrzyłem w oczy tego kretyna, w których czaił się strach i nienawiść. - Harry! - podeszła do mnie, chwyciła jedną moją dłoń i zaczęła luzować jej uścisk. 
Byłem tak wściekły, miałem taką ochotę uderzyć go jeszcze raz, że ledwo co do mnie docierały słowa Marty. Puściłem go i odsunąłem się od niego. 
- Jesteście siebie warci - zawołał za nami, ale w tym momencie Basia, która wyszła z tłumu chlusnęła na niego swoim napojem
- To za Martę. Nigdy cię nie lubiłam
Wyszliśmy z imprezy i wróciliśmy do domu. Nadal byłem zły, ale już nie tak bardzo. Prowadziłem samochód, Marta mówiła mi gdzie mam jechać.
- Teraz w lewo.. Dlaczego go uderzyłeś?
- Należało mu się. - Przez dłuższą chwilę milczała - Nic nie powiesz? - spojrzałem na nią
- Co mam powiedzieć? Że mogłeś go mocniej uderzyć? - spojrzała na mnie - Bo mogłeś - zacząłem się śmiać. 
- Nieprzewidywalna jak zawsze.

- A jak mnie nie polubią? - zapytała Marta
- Polubią.
- A co jak nie?
- To będziemy musieli się rozstać - powiedziałem i z poważną miną spojrzałem na Martę. Właśnie wjechaliśmy do Holmes Chapel. Marta spojrzała na mnie z przerażonym wzrokiem. 
- Powiedz, że sobie ze mnie żartujesz.. - niby była spokojna, ale głos zdradził jak bardzo przeraża ją ta myśl
- Oczywiście, że tak. 
- W takim razie w ogóle nie jesteś śmieszny. Ani trochę. 
- Kochanie, na prawdę myślisz, że mógłbym cię zostawić?
- Z naszej dwójki to ty jesteś tym bardziej nieprzewidywalnym - powiedziała nachmurzona
- Skarbie, to był żart. Oni cię pokochają, tak samo mocno jak ja.
- Nie skarbuj mi tu. Nie lubię cię - zrobiła minę obrażonego dziecka. 
Dotarliśmy na miejsce. Zaparkowałem na podjeździe, obróciłem się tak, że siedziałem bokiem na siedzeniu.
- Nie bądź zła. Myślałem, że też odbierzesz to jako żart.
- To źle myślałeś. 
- Hej. Przepraszam, okej? Nie chciałem być nietaktowny - złapałem ją za podbródek, zmuszając tym samym by na mnie spojrzała - Przepraszam. - Powiedziałem raz jeszcze i dałem jej buziaka. - Lepiej?
- Trochę.
- To zawsze działa - poruszyłem brwiami, a ona tylko wywróciła oczami i wysiadła z samochodu. Zrobiłem to samo.
- Jesteście nareszcie! - Moja mama pojawiła się w drzwiach z szerokim uśmiechem na twarzy
- Cześć mamo! - zawołałem
- Dzień dobry - uśmiechnęła się Marta i mocniej ścisnęła moją dłoń, a ja odpowiedziałem tym samym.

Rok, którego początek świętowaliśmy już w Homes Chapel był jednocześnie najbardziej zaskakującym, najlepszym, a jednocześnie najtrudniejszym w moim życiu. Inni w wieku dwudziestu lat zaczynają swoją pierwszą pracę, studia, imprezują ile się da. Moje życie nie przypominało tego ani trochę. Rok 2014 był rokiem pełnym niespodzianek. Nie wiem czy lubię niespodzianki. Z jednej strony tak, cieszę się na nie jak dziecko, ale z drugiej, nieufnie do nich podchodzę. Pewnie teraz się zastanawiacie o jakich niespodziankach i wydarzeniach mówię, prawda? Pewnie wyobraźnia przedstawia Wam wszystkie możliwe scenariusze. Może ktoś miał wypadek? Może Marry się rozstali? Nie. Nic z tych rzeczy. Skierujcie swoje myśli w bardziej pozytywnym kierunku. Dam Wam małą podpowiedź. 

Rodzina. 


___________________________


Dzisiaj sylwester, macie jakieś plany? Ja nie -.-
W związku z tym, że jutro już nowy rok chciałabym Wam życzyć:
- Wszystkiego najlepszego
- Szczęścia
- ZDROWIA 
- miłości 
- spełnienia marzeń
- SPOTKANIA IDOLI 
- spalenia tego co na święta się przybrało (tak sobie też) 
- samych 5 i 6 bez zbędnego uczenia się i marnowania czasu na naukę
I czego jeszcze? Chyba tylko tego żeby ten rok był zarówno dla Was jak i dla mnie przełomowy, lepszy i zaskakujący w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wszystkiego dobrego w nowym roku <3

Jeżeli przeczytałaś rozdział, proszę skomentuj :) 






środa, 25 grudnia 2013

XIX

- Prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania - głos stewardesy wyrwał mnie z zamyślenia.
Przez cały lot praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą. Jestem tak zestresowany, że nie wiem nawet co przy Marcie mówić. Jestem zmęczony po nocy, kiedy zamiast spać rozmyślałem nad tym wszystkim, jestem podekscytowany.. i chyba mi niedobrze. Marta spojrzała na mnie, ujęła moją dłoń w swoją ściskając ją uspokajająco.
- Nie denerwuj się tak - powiedziała z uśmiechem
- Pogadamy, jak będziemy w drodze do Holmes Chapel
- Dobra, już nic nie mówię - rzekła po chwili i zaczęliśmy się śmiać - Moja rodzina, to nic. Gotowy na spotkanie z polskimi directioners?
- Zawsze i wszędzie. Wszystkie polki są tak szalone jak wy?
- Hahaha, kochanie. Ty dopiero zobaczysz szaloną dziewczynę. Teraz będą nie do poskromienia - widząc mój przerażony wzrok dodała - Jedna piąta ich marzenia właśnie jest w Polsce. Tak długo na to czekały.. Piękny prezent im zrobiłeś.
- Sobie również - odpowiedziałem i pocałowałem ją delikatnie
Zeszliśmy z pokładu samolotu, ochrona tłoczyła się już wokół nas. Tradycyjnie najpierw kontrola i te wszystkie procedury i mogliśmy nareszcie jechać. No, prawie. Piski fanów były głośne, nawet bardzo. Szklane drzwi budynku lotniska, do którego tłum nie został wpuszczony, były dla nich monitorem, na którym kiedy tylko się pokazaliśmy piski stały się jeszcze głośniejsze. Tłum był ogromny. Takiego oblężenia się nie spodziewałem. Nie było nic takiego przed żadnym z hoteli, w którym się zatrzymywaliśmy. Szok - to mało powiedziane, ale prawdziwy chaos zapanował dopiero kiedy z Martą stanęliśmy na dworze. Chwyciłem jej dłoń i przyciągnąłem do siebie. Paparazzi robili już zdjęcia, dookoła rozbrzmiewało moje imię, nawet moja piosenka. "Don't let me go". To było piękne. Marta po chwili puściła moją dłoń i wskazała głową na tłum.
- Teraz jesteś ich.
- Poważnie? Zostawisz mnie samego?
- Nigdy. Będę tuż za tobą - uśmiechnęła się niewinnie. Mówiłem już, że ją kocham?
Podszedłem do fanów, zacząłem się z nimi witać po polsku, chyba ich zaskoczyłem. Zapamiętałem kilka zwrotów z jakiegoś serialu, który oglądałem kiedyś z dziewczynami, poza tym, one nawet w naszym towarzystwie rozmawiają po polsku i tak się też witają. Jednak nie zaryzykuję i nie powiem tego, co słyszę w sumie codziennie, bo nie mam pewności co znaczy "Co tam pitko?", a nie chciałbym palnąć czegoś głupiego. W końcu to moja dziewczyna i jej przyjaciółki. Są nieprzewidywalne.
- Cześć - dziwnie to brzmi w moich ustach, ale z czasem nabiorę wprawy. Poproszę Martę, żeby mnie jeszcze czegoś nauczyła. Po moich słowach, piski stały się jeszcze głośniejsze o ile to możliwe.
- Kocham cię! - usłyszałem po mojej prawej stronie, odwróciłem się w tym kierunku i odpowiedziałem "Ja ciebie też", dziewczyna o mało nie zemdlała.
Barierki, które ustawiła ochrona i których nawet pilnowała ledwo stały. Dziewczyny napierały na nie tak mocno, że jeszcze chwila, a będziemy zgubieni.
- Harry? - usłyszałem głos Marty - Mógłbyś? - obok niej stała mała dziewczynka z naszą nową płytą
- Oczywiście - uśmiechnąłem się, przyklęknąłem przy fance - Jak masz na imię? - ona spojrzała na Martę, chyba nie rozumiała
- Oliwia - odpowiedziała cicho
- Masz śliczne imię - powiedziałem podpisując płytę - Kochanie mogłabyś mi pomóc? - zwróciłem się do Marty
- Mam ci przypomnieć jak się pisze twoje imię? - zapytała unosząc brew i śmiejąc się cicho
- Aleś ty śmieszna. Policzymy się później.. Ale nie. Napisz tutaj "Dla mojej najcudowniejszej fanki" po polsku - zabrała ode mnie płytę i napisała to o co prosiłem, a zrobiłem to dlatego, żeby Oliwia zrozumiała co miałem jej do powiedzenia. Podpisałem płytę, zrobiłem sobie zdjęcie z dziewczynką i wróciłem do reszty fanów.
Po godzinie przeprosiłem wszystkich i pożegnałem się z fanami. Wiem, że nie przywitałem się ze wszystkimi, nie zrobiłem sobie z nimi zdjęć, nie podpisałem im płyt, plakatów, koszulek i to boli. Marta mówiła, że czekali na nas trzy lata. A świadomość, że jestem tutaj, były tak blisko mnie, a ja nie mogłem spełnić ich marzenia mnie przytłacza. Dlatego właśnie chciałem już stąd odjechać, bo uczucia zaczęły brać nade mną górę. Niedaleko naszego samochodu stała jeszcze grupa fanek.
- Harry.. Możesz jeszcze..
- Nie. Jedźmy już - przerwałem jej
- Ale Harry..
- Marta
- One płaczą.. Jedno zdjęcie. Grupowe. Błagam cię.
- Dlaczego ci tak zależy? - zapytałem kiedy miałem wsiadać już do samochodu.
- Bo wiem, co znaczy czekać na ciebie tak długo..
Patrzyłem na Martę, w jej oczach było widać.. co? Ból? Tak, to chyba dobre określenie
- Dobrze. Ostatnie.
Kiedy podszedłem do tych pięciu dziewczyn, na co Marta tak nalegała, one wszystkie popłakały się jeszcze bardziej. Uśmiechnąłem się do nich i zacząłem prosić żeby przestały. Dałem im autografy, zrobiłem sobie z nimi zdjęcia. Porozmawiałem chwilę.
- Dlaczego do nas podszedłeś? Mieliście już jechać.. - zapytała w końcu jedna z nich. Stanąłem bokiem do nich, tak że widziałem teraz Martę.
- Jak mam być szczery, to ten anioł, który tam stoi, przemówił mi do rozsądku. - Z uśmiechem patrzyłem na moją dziewczynę i jej pomachałem. Odmachała mi z równie wielkim uśmiechem co mój
- Marta to niesamowita szczęściara..
- Nie. To ja jestem szczęściarzem, że ją mam. - patrzyłem nadal na Martę, ale zwróciłem się znów do nich - Wybaczcie, ale musimy jechać. Mam poznać jej rodzinę i muszę się do tego przygotować. Miło było was poznać dziewczyny. Wesołych świąt
- Wesołych i udanych świąt Harry
- Dziękuję!
Biegiem wróciłem do samochodu, usiadłem na siedzeniu pasażera, Marta zaś na siedzeniu kierowcy.
- Ty prowadzisz? Myślałem, że..
- Co? - spojrzała na mnie i uniosła brew
- W sumie sam nie wiem
- Nie panikuj. Zdałam prawo jazdy. Po Polsce mogę jeździć. Po UK.. nie zmusisz mnie.
Jechaliśmy jakieś 3 godziny, w radiu ciągle leciały świąteczne piosenki mające wprowadzić świąteczny nastrój, bo pogoda tego nie robiła. Nie było ani grama śniegu, za to było prawie 15 stopni ciepła. Kiedy zaczęła się piosenka All I want for Christmas zacząłem podśpiewywać. W sumie to całą drogę śpiewaliśmy i śmialiśmy się. Nim się obejrzałem wjeżdżaliśmy na podjazd rodzinnego domu Marty.
- Spokojniejszy? - zapytała
- Nie. Ale będę udawał - zaczęła się ze mnie śmiać. - Ile osób będzie? - zapytałem widząc jeszcze trzy samochody, w tym jeden busik.
- Hm.. Nie wiem ilu nas jest dokładnie, ale coś około 26?
- Wy tu razem z sąsiadami obchodzicie wigilię?
- Ha ha ha - ach ten sarkastyczny śmiech - nie. To jest najbliższa rodzina.
- Matko Boska.. Zapowiada się bardzo ciekawie
- Żebyś wiedział. A teraz chodź, widzę, że już się niecierpliwią - powiedziała i wskazała głową na drzwi wejściowe, gdzie stała gromada dzieci.
Kiedy Marta wysiadła z samochodu wszystkie zaczęły piszczeć. W ramiona padło jej dwóch mniejszych chłopców, pewnie są to jej bracia. Za każdym razem, kiedy kończyła z nimi rozmawiać przez telefon płakała. Strasznie ich kocha, to widać.
- Marta! - dzieci obejmowały ją z każdej strony. Odpowiedziała im coś i rozstąpili się na boki. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i pewnie im mnie przedstawiła bo wymieniła moje imię.
- Hej Harry - powiedział starszy z chłopców, którzy ją przed chwilą obejmowali
- Cześć - odpowiedziałem po polsku i zdziwiłem się nie mało, kiedy mnie przytulił.
- Maja! - tym razem to Marta krzyknęła, ale to był okrzyk radości. Podeszła do drzwi i wzięła na ręce małą, jasnowłosą dziewczynkę o niebieskich oczach.
Zaczęła ją tulić i całować, a ja patrzyłem na nią jak zahipnotyzowany. Jej uśmiech był teraz inny niż ten, który widywałem ostatnio. Ten był szczery, pełen szczęścia. Cudownie było oglądać ją taką. Chłopczyk złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę domu. Serce mi wali jak oszalałe. Zatrzymałem się przy Marcie, uśmiechnąłem się do Mai, ona spojrzała na Martę, potem na mnie i też się uśmiechnęła. Weszliśmy w końcu wszyscy do środka i tam dopiero zaczęło się wielkie powitanie. Marta postawiła małą na podłodze i rzuciła się na szyję swojej babci, a następnie dziadka. Rozpłakała się widząc ich wszystkich. Następni w kolejce były ciocie i wujkowie, kuzyni. Stałem trochę na uboczu, ale nie na długo. Marta mnie przyciągnęła do siebie i przedstawiła wszystkim, w momencie kiedy i mnie zaczęli przytulać rozluźniłem się. Nie spodziewałem się takiego powitania. Wszyscy byli uśmiechnięci i pełni życia.
- Harry, to jest moja matka chrzestna - powiedziała Marta - z nią będziesz mógł swobodnie porozmawiać po angielsku
- Dzień dobry, miło mi panią poznać - powiedziałem
- Zaraz na wstępie dostaniesz za tą "panią". Jestem Sabina. Jeżeli nie chcesz mi mówić po imieniu, bo coś tak widzę po minie, możesz mówić do mnie ciocia, ale nie pani. Nie postarzaj mnie
- Harry - podałem jej rękę śmiejąc się. Już wiem, dlaczego Marta tak bardzo lubi z nią rozmawiać.
- To są moi dziadkowie - powiedziała Marta, kiwnąłem głową na znak powitania - To mój ojciec chrzestny i jego żona, to moja kolejna ciocia i kolejny wujek, to jest mąż mojej matki chrzestnej - każdy z nich przedstawiał mi się, a ja ledwo nadążałem z zapamiętywaniem imion, trudności przysparzało mi także to, że są to imiona polskie. - I w końcu - powiedziała Marta - To jest moja mama - na twarzach ich obu był szeroki uśmiech. Marta zawiesiła ręce na szyi niewysokiej kobiecie o ciemnych, krótkich włosach, które gdzieniegdzie były już lekko siwe.
- Dzień dobry - powiedziałem znów po polsku, ona mi coś odpowiedziała, spojrzałem na Martę
- Powiedziała Cześć kochanie - zaśmiała się, a ja z nią. Niestety jej mama nie zna angielskiego, więc nie będę mógł z nią porozmawiać. Cóż. Marta będzie tłumaczyć wszystko. - Jesteś zmęczony?
- Trochę
- Jesteś cholernie zmęczony. Widzę to. Zresztą ja też. Zaprowadziłabym cię do mojego pokoju.
- Dlaczego tego nie zrobisz? - zapytałem
- Bo jest w innym domu. Nie mieszkam z dziadkami. Za chwilę pojedziemy, dobrze?
- Pewnie - uśmiechnąłem się
Marta podeszła do mamy rozmawiała z nią chwilę i znów wróciła do mnie.
- Chodź, pożegnamy się i wrócimy wieczorem.
Tak też zrobiliśmy. Myślałem, że będziemy musieli jechać daleko, ale się pomyliłem. Dom Marty był niedaleko, właściwie to na tej samej ulicy. Weszliśmy do środka, na wprost był salon, duży i jasny. W kącie stoi choinka, jeszcze nieubrana. Kanapy i fotele miały ciemne obicia, a na ścianie przy wyjściu na taras wisiały portrety Marty i jej braci.
- Mama prosiła żebyśmy ubrali choinkę jak będziemy czuć się na siłach.
- Bardzo chętnie, ale najpierw bym się wykąpał, jeśli to możliwe.
- Nie, nie jest to możliwe. - Spojrzałem na nią rozbawiony. Ona i to jej poczucie humoru - Co tak patrzysz? Nie ma wody, nie ma kąpieli. - westchnąłem - Poważnie mówię. - milczała przez chwilę - Łazienka jest po prawej, albo na piętrze. Wybierz, którą wolisz. Ale najpierw musimy bagaże przynieść.
- Za chwilę - powiedziałem i przyciągnąłem ja do siebie - Ładnie tutaj
- Wiem. Zwłaszcza latem. - Przytuliła się do mnie i oparła głowę na mojej klatce piersiowej - Nie było tak źle, co?
- Nie, ale mam problem z zapamiętaniem imion.
- Spokojnie. Moje ciocie i wujkowie to też twoje, więc też się tak do nich zwracaj, do dziadków też możesz, do mamy.. - zaczęła się śmiać
- Dlaczego się śmiejesz?
- Do mamy też możesz mówić mamo. Przepowiadałam jej kiedyś, że będziesz mój. Przywykła do tego
- Poważnie? - zacząłem się śmiać
- Całkowicie. Oglądałam kiedyś jakiś kanał muzyczny i akurat leciała wasza piosenka. Kiedy było zbliżenie na ciebie, zaczęłam ją wołać i mówię "Mamo choć zobaczyć, twój zięć w telewizji" albo jak dostałam cię na urodziny, weszłam z tobą do domu i powiedziałam "Mamo, poznaj zięcia"
- Jak dostałaś mnie na urodziny? - zapytałem zdziwiony
- Twoją podobiznę
- Żartujesz?
- Nie. Stoisz sobie w moim pokoju, później cię przedstawię, a teraz chodź po te bagaże.
Po długim i gorącym prysznicu, zaczęliśmy stroić choinkę, to znaczy ja. Sebastian i Wojtek, bracia Marty. Szczerze mówiąc, nie umiem wymówić ich imion i na początku miałem problem z zapamiętaniem, który to który. Teraz już wiem. Imię starszego, wypowiadam po angielsku, Sebastian, ale młodszy.. Tutaj mam problem, więc zwracam się do niego "kocie", Marta mówi do niego "myszko". Stłukliśmy trzy bombki, poplątaliśmy światełka, ale daliśmy radę i choinka wygląda bosko. Marta piekła ciasto. Kiedy choinka była gotowa, młodzi włączyli bajki, a ja dołączyłem do Marty. Stanąłem za nią, objąłem ją w pasie i zacząłem całować po ramieniu i szyi.
- Kocham cię - powiedziałem
- Ja ciebie też. - Kiedy się całowaliśmy, do kuchni wpadł Wojtek i zaczął coś wołać do Sebastiana zanosząc się od śmiechu. Marta też się śmiała
- Co powiedział? - zapytałem
- Że się całujemy i jak Sebastian chce wejść to ma zasłonić oczy - też zacząłem się śmiać.
- Mógłbym do tego przywyknąć.
- Do czego?
- Do takiego życia z tobą - mruknąłem jej do ucha
- Ja w kuchni a ty z dziećmi?
- Nie do końca. Poza tym, nie mamy dzieci, więc.. Moglibyśmy razem inaczej spędzać wolny czas.. - musnąłem nosem jej szyję i znów pocałowałem
- Chyba cię prąd kopnął, kiedy podłączaliście lampki

Od rana wszyscy się krzątają po domu dziadków Marty. Dzisiaj Wigilia, więc przygotowania szły pełną parą. W Polsce jest inna tradycja. My, Brytyjczycy świętujemy 25 grudnia. Polacy dzień wcześniej. Siedzimy przy zastawionym stole, a właściwie to kilku złączonych stołach, inaczej nie pomieścilibyśmy się wszyscy razem. Wszyscy ze sobą rozmawiają, śmieją się, są ze sobą bardzo związani. Ale wiem, że mimo wszystko, pod tą radością skrywają się przeżycia, o których woleli by zapomnieć. Marta przybliżyła mi mniej więcej plan dzisiejszego wieczoru. Po kolacji, kiedy wszystko już będzie posprzątane i przygotowane do deseru będziemy rozpakowywać prezenty, a o północy będziemy na pasterce. Wraz z Martą mieliśmy umowę, że nie kupujemy sobie drogich prezentów. Wynegocjowałem to, bo ona nie chciała w ogóle prezentu. Stwierdziła, iż moja obecność tutaj dzisiaj jest dla niej wystarczająca, więc kiedy nadszedł czas, że wszystkie dzieci, obsiadły dookoła choinkę w poszukiwaniu swoich podarunków, spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym "Mam nadzieję, że dotrzymałeś słowa, bo inaczej będziesz trupem". Powiedzmy, że nie określiliśmy co znaczy "drogi prezent" więc mogłem nie zmieścić się w przedziale cenowym, który miała na myśli. Angelika, jedna z kuzynek Marty podała mi ładnie zapakowane pudełko. Marta patrzyła na mnie, ja na nią. Oboje mieliśmy w dłoniach nasze prezenty.
- Ty pierwszy
- Ty pierwsza - powiedzieliśmy jednocześnie na co zareagowaliśmy śmiechem jak zwykle zresztą.
- Jednocześnie - zaproponowałem
Oboje zaczęliśmy otwierać paczki. W mojej były nowe spodnie, dokładnie takie same jakie miałem w trasie TMH, zacząłem się śmiać
- Nie oszukujmy się Styles, tamte nie były zdatne do użytku.
- Dziękuję - powiedziałem
- Poczekaj z podziękowaniami. Otwieraj dalej - powiedziała
Dostałem jeszcze czarną koszulkę z napisem "Kocham swoją dziewczynę" co skomentowałem słowami "Myślałem, że to logiczne" oraz nowy zegarek. Złoty zegarek.. I kto tu się nie dostosował do umowy? Marta odpakowywała swój prezent. Zastanawiałem się jaka będzie jej reakcja i czy w ogóle jej się spodoba. Najpierw zobaczyła kolczyki. Średniej długości, srebrne, wysadzane białymi cyrkoniami kolczyki. Następnie otworzyła większe pudełko. Chyba trafiłem z tymi prezentami. Na widok sukienki otworzyła szerzej oczy i usta. Sukienka na ramiączkach, od biustu aż do talii wysadzana białymi perełkami, a od talii czarna, sięgająca mniej więcej połowy ud, z tyłu nieco dłuższa niż z przodu.
- Dziękuję - powiedziała i pocałowała mnie.

Siedzieliśmy i rozmawialiśmy przy stole, kiedy w końcu matka chrzestna Marty się odezwała:
- Skoro już mamy mega popularnego piosenkarza przy stole, to może byś nam zaśpiewał jakąś kolędę?
- Jeżeli po angielsku, to nie ma problemu.
- Zamieniamy się w słuch - powiedziała ciocia Marty
- Taaak, nie ma to jak darmowy wigilijny koncert - dodała Marta, która prawie leżała na swoim krześle i opierała się o moje ramię.
Zacząłem śpiewać "Silent night", wiem, że jest jej polska wersja. W połowie pierwszej zwrotki, dołączyła do mnie Marta, śpiewając wyżej i ciszej niż ja. Pozostali patrzyli na nas i zatracali się w kolędzie. Mógłbym się przyzwyczaić do takiego życia, tutaj nikt nie piszczał mi do ucha, nikt nie prosił o zdjęcia. Dla nich, tak samo jak dla Marty nie byłem piosenkarzem. Dla nich byłem zwykłym chłopakiem, w którym zakochała się ich wnuczka, chrześniaczka, córka, kuzynka i siostra. To było niesamowite. Te święta są niesamowite.


______________
Cześć :)
Obiecany rozdział świąteczny. Mam świadomość, że bez łady i składu. Nie miałam tyle czasu ani weny żeby opisać to tak jak sobie wszystko to wyobrażałam. Mimo wszystko, podobał się? Chociaż troszeczkę?
Dzisiaj już pierwszy dzień świąt, ale ja życzę Wam, aby jeszcze te dwa dni były pełne radości, miłości, zdrowia, żeby uśmiech Was nie opuszczał. Życzę Wam udanego i niezapomnianego sylwestra no i oczywiście wszystkiego najlepszego w 2014 roku, spełniania marzeń i tego, a by ten był lepszy od 2013.

Jeżeli czytacie ten rozdział, to bardzo Was proszę skomentujcie.
I dziękuję za wszystkie komentarze, które tu po sobie zostawiacie, to miłe.
Kocham Was i jeszcze raz WESOŁYCH <3

sobota, 21 grudnia 2013

XVIII

Od wczoraj jesteśmy w Londynie, ale nie na długo. Mamy dzisiaj 21 grudnia, za trzy dni święta. Razem z Martą jutro lecę do Polski by poznać jej rodzinę. Szczerze? Jestem przerażony. Nie wiem czy mnie polubią, nie wiem jak się z nimi dogadam, ale z drugiej strony nie mogę się tego doczekać. Poznanie rodziny swojej drugiej połówki to ważny krok w związku. W każdym razie dla mnie. Nie rozumiem po co mielibyśmy poznawać swoje rodziny, gdybyśmy nie traktowali siebie poważnie. A jednak. Wigilię spędzamy w Polsce, a sylwester w Holmes Chapel. Nasz związek wchodzi na nowy poziom. Ale to głupio brzmi.. "nowy poziom".. Może ładniej będzie jeśli powiem, że wchodzimy w nowy etap? Jesteśmy ze sobą od trzech miesięcy. No, prawie trzech. Przed nami kolejne trzy, a potem kolejne i kolejne. Pewnie się zastanawiacie skąd mam tego pewność. Nie mam, ale wierzę, że nam się uda. Jednak mimo nadziei, obawiam się, że ta miłość skończy się tak szybko jak się zaczęła. Ostatnimi czasy, ataki na osobę Marty stały się coraz bardziej niemiłe, coraz częściej idąc ulicą i spotykając fanów słyszę jak w pomrukach ją obrażają, życzą jej najgorszego. Ona też to słyszy, ale uśmiecha się, choćby nie wiem jak ją to zabolało. Co wtedy robię? Nie, nie odpowiadam opryskliwie, nie "zniżam się do ich poziomu" jak to mówi Marta. Zaciskam zęby, uśmiecham się sztucznie do zdjęć, a zaraz po tym tuląc do siebie Martę najmocniej jak potrafię i całując ją na oczach tych wszystkich zazdrośników odciągam od tego gówna, w które ją wciągnąłem. Widzę jak walczy sama ze sobą, żeby zachować zimną krew, albo żeby się nie rozpłakać. Każdego wieczoru, przez ostatnie dwa tygodnie notorycznie słyszałem jej płacz, którego nie zagłuszył prysznic, na co pewnie liczyła. Każdego tego wieczoru płakałem razem z nią. Moje serce rozpadało się na milion kawałków i składało na nowo, tylko po to, aby następnego dnia powtórzyć ten proces. Zaczyna mnie to męczyć, a jeśli ja już czuję wstręt do tego wszystkiego wokół, to co musi czuć ona? Obiecywałem ją chronić. Staram się. Mam świadomość, że nie najlepiej mi to wychodzi, ale zrobię wszystko, żeby mieć pewność, że jest ze mną szczęśliwa, pomimo tego co nas spotyka ze strony osób trzecich.
Jest środek nocy, Marta śpi obok mnie. Wygląda tak niewinnie, beztrosko, spokojnie. Leży wtulona w moją klatkę piersiową. Czego mogę chcieć więcej, skoro mam ją. Ona jest moim wszechświatem. Jest moim wszystkim. Jeżeli by odeszła, nie wiedziałbym co ze sobą począć. Zostawiła by po sobie tak ogromną pustkę, której nic, ani nikt nie byłby w stanie zapełnić. Ostatni miesiąc był dla nas ciężki. Ja i chłopaki mieliśmy trasę promocyjną płyty, co wiązało się ze spotkaniami z fanami, a to zaś było równoznaczne z niemiłymi sytuacjami. Nie zawsze oczywiście. Jest wielu fanów, którzy nam życzą jak najlepiej, ale są też tacy, którzy są ich kompletnym przeciwieństwem.
Odsuwając jednak to wszystko na bok i patrząc tylko na mnie i Martę, jesteśmy cholernie szczęśliwi ze sobą. Ciągle się śmiejemy, wygłupiamy. Wcześniej nie spotkałem dziewczyny, która w tak szybki i banalny sposób jak Marta byłaby w stanie mnie pocieszyć, poprawić humor, albo ochrzanić. Tak, to robiła bardzo dobrze. Uwielbiam ją zawstydzać, rumieni się wtedy w taki uroczy sposób. Na samą myśl się uśmiecham.
"- Jak ci idzie? - zapytała siadając obok mnie
- Bardzo dobrze. Jestem w połowie drugiego tomu.
- Podoba się? 
- Bardzo. 
- Mhm - powiedziała uśmiechając się w znaczący sposób
- Wiesz - powiedziałem - to taki idealny podręcznik dla par.
- Trylogia Pięćdziesięciu odcieni? - zapytała skonsternowana
- Tak. 
- Co masz na myśli mówiąc nazywając te książki idealnym podręcznikiem? 
- Dobrze wiesz co mam na myśli - powiedziałem, Marta otworzyła szerzej oczy ze zdumienia
- Ty chyba nie..
- Tak, właśnie to - przytaknąłem, widząc jej minę zacząłem się śmiać - Nie bój się, nie będę cie zmuszał do seksu, w każdym razie nie w taki sposób jak Christian Anę.. 
- Harry! - krzyknęła zszokowana moją bezpośredniością
- Racja, ona robi to dobrowolnie - uśmiechnąłem się poruszając brwiami
- Odłóż tę książkę i nawet nie próbuj doczytywać do końca - powiedziała
- Za bardzo wciąga, żeby w połowie odpuścić sobie czytanie - mruknąłem patrząc w książkę
- Domyślam się, co cię tak bardzo wciąga - rzuciła sarkastycznie
- Mówiłem ci już, że czytając to, zamiast Any i Szarego wyobrażam sobie nas? - spojrzałem na Martę ponownie
- Styles! - jej policzki przybrały odcień intensywnego różu i szybko zasłoniła twarz dłońmi, żeby nie widzieć mnie.
- No już dobrze kochanie, nie będę. Jesteśmy w trakcie.. bardzo emocjonującej zabawy - powiedziałem i wskazałem na książkę śmiejąc się
- Jesteś okropny! - próbowała się nie zaśmiać, ale nie wytrzymała długo i śmiała się w głos, a ja razem z nią"
Zaśmiałem się cicho do siebie i spojrzałem na śpiącą obok dziewczynę. Tak bardzo ją kocham. Nie raz droczyłem się z nią w ten sposób. Uczę się od mistrza - od niej. Ale faktycznie widzę podobieństwo między nami a bohaterami książki. Marta - mądra, niepozorna, urocza, strasznie niepewna siebie, doprowadza mnie do szaleństwa na różne sposoby. I ja. Ślepo w nią zapatrzony, wskoczyłbym za nią w ogień gdybym musiał, a nawet gdybym nie musiał. Zrobię wszystko żeby mieć pewność, że jest bezpieczna i nic jej nie grozi, podarowałbym jej cały świat, ale ona tego nie chce. Tak samo jak Anastasi nie zależy na fortunie Grey'a, tak wiem, że i Marty nie interesuje stan mojego konta. I w końcu, mam świadomość, że ona także była by gotowa zrobić dla mnie wszystko..


Hej <3
1. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale nie miałam neta od tygodnia -.-
2. Wiem, że krótko i ... bez akcji, ale nie chciałam żebyście czekali jeszcze dłużej.
3. Jak się pewnie domyślacie, będzie rozdział świąteczny :D Jesteście za?

czwartek, 12 grudnia 2013

XVII

Po występie wróciliśmy do hotelu, było już dosyć późno, więc Marta zasnęła w samochodzie. Oparła głowę o moje ramię, objęła rękoma moją rękę i spała, a ja patrząc na nią nie mogłem się oprzeć żeby się nie uśmiechnąć. Kosmyk włosów opadł jej na twarz, założyłem jej go za ucho i nadal na nią patrzyłem. Kto by pomyśłał, że któraś z dziewczyn zawróci mi w głowie do tego stopnia? Mało tego, któraś z directioners, bo to przecież podkreślała za każdym razem Marta. Kiedy byłem z Taylor, nawet w połowie nie czułem się z nią tak dobrze jak z Martą. Nie to, że nie spędziliśmy razem miłego czasu, po prostu.. Nie byliśmy dobraną parą. A Marta? Bóg mi świadkiem, że lepiej trafić nie mogłem. Śliczna, miła, potrafi mi poprawić humor, droczy się ze mną, co cholernie mnie pociąga, wie czego chce i o to walczy. Jesteśmy ze sobą krótko, nie znamy się wiele dłużej, ale wiem, że to jest to. No bo czy miłość nie jest wtedy, kiedy ściska nas w dołku na samą myśl o drugiej osobie? Kiedy naszym szczęściem i priorytetem jest szczęście drugiej osoby? Kiedy jej uśmiech rozwiewa nasze największe zmartwienia a jej łzy to nasze troski? Czy nie mamy do czynienia z miłością kiedy oddalibyśmy życie za kogoś?

- Wstawaj śpiochu - mruknąłem Marcie do ucha
- Nieee - przewróciła się na drugi bok
- Wstawaj słońce - nie dałem za wygraną i zacząłem ściagać z niej kołdrę
- Harry! Oddaj mi ją! Zimno mi jest - powiedziała w poduszkę
- Nie ma mowy. Dzisiaj jest piątek. A wiesz co to znaczy? Że dzisiaj masz wywiad u Ellen, więc nie ma spania.
- Pff...
- Czy ty na mnie prychnęłaś? - powiedziałem rozbawiony - Doigrałaś się tym skarbie - pociągnąłem kołdrę mocniej, tak że opadła na ziemię. Usiadłem na Marcie okrakiem i zacząłem ją łaskotać
- Nie! - krzyknęła - Przestań - śmiała się i wiła pod moim dotykiem
- Wstaniesz? - przestałem na chwilę
- Nie! - pokiwała przecząco głową, więc znów zacząłem ją łaskotać
- Wstaniesz? - Marta zanosiła się od śmiechu jak małe dziecko
- Proszę.. Proszę cię, przestań - i ja zacząłem się śmiać, to było zaraźliwe
- Przestanę, jeśli wyjdziesz z łóżka
- Dobra! - krzyknęła - Poddaję się - przestałem ją łaskotać
- Grzeczna dziewczynka - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek
- Nie inaczej - uśmiechnęła się słodko
Zeskoczyłem z łóżka i udałem się do łazienki, zostawiając otwarte drzwi oczywiście. Odkręciłem kurek pod prysznicem, bo zamierzałem wziąć prysznic przed śniadaniem i podpisywaniem płyt.
- Serio? Serio? - zapytałem sarkastycznie
Marta znów leżała w łóżku przykryta kołdrą po sam czubek głowy.
- Proszę wyjść z łóżka! W tej chwili! - krzyknąłem, ale fakt faktem, rozbawiony
Zero reakcji.
- Prosiłaś się o to - wszedłem do pokoju, stanłęm przy łóżku, szarpnąłem za kołdrę po raz kolejny i nie zważając na okrzyki buntu wziąłem Martę na ręce i zaniosłem do łazienki - Przyda ci się prysznic, żeby cię rozbudzić myszko
- Nie odważysz się..
- Już raz się przekonałaś o tym, czy się odważę, pamiętasz? - uśmiechnąłem się zawadiacko. Oczy otworzyły się jej jeszcze szerzej, a źrenice stały się większe
- Nie próbuj - pogroziła mi. Wszedłem z nią pod prysznic i strumień ciepłej wody zaczął po nas spływać - Styles... Dzisiaj śpisz na kanapie
- Ale my nie mamy kanapy
- Więc śpisz na podłodze - zacząłem się śmiać, a ona po chwili razem ze mną
Postawiłem ją, ale nadal opierała się o moje ramiona
- Podobają mi się te tatuaże - powiedziała i zaczęła wodzić palcami po statku na moim ramieniu, po napisie THINGS I CAN'T na przedramieniu - Ale ten mi się najbardziej podoba - powiedziała i zaczęła pocierać krzyż na mojej dłoni - Chociaż.. Ten też.. - wróciła dłonią do mojego ramienia, ale tym razem do jego wewnętrznej części i wskazała na papierowy samolocik
- Dlaczego akurat te? - zapytałem unosząc głowę i spoglądając jej w oczy, ona po chwili również oderwała wzrok od moich tatuaży i spojrzała na mnie. Wzruszyła ramionami
- Będziesz się śmiać
- Nie będę - powiedziałem
- Będziesz - powtórzyła
- Nie będę - zaprzeczyłem po raz kolejny a kąciki moich ust zaczęły się podnosić, z niewiadomych mi powodów
- Już się śmiejesz, a ja jeszcze nic nie powiedziałam! - udała oburzenie - Nie powiem ci już nic
- Powiesz - powiedziałem i przyparłem ją do ściany - prędzej niż myślisz - zacząłem całować ją po szczęce
- Na mnie to nie działa Harry..
- Przekonamy się
- Wielu przed tobą próbowało, więc.. - oderwałem się od niej i spojrzałem jej w oczy. Założę się, że moje pociemniały.
- Żartujesz? - "Oby tak" Marta przygryzła wargę i przytaknęła i zaczęła się śmiać. Zamknąłem oczy, potrząsnąłem głową, strząsając przy okazji krople wody z włosów - Do szału mnie kiedyś doprowadzisz..
- Ale wcześniej pozwolę ci wybrać w jaki sposób - odpowiedziała i zaczęła składać pocałunki na moim torsie, ramionach, szyi, szczęce.
- Zdecydowanie wolę żebyś doprowadzała mnie do szału w ten sposób - oczy miałem zamknięte, a usta rozchylone.
- Tak myślałam - szepnęła mi do ucha i przygryzła jego płatek, na co się uśmiechnąłem. "Tak się chcesz bawić?"
Objąłem ją w talii i podniosłem. Otoczyła nogami moje biodra, a ja przywarłem do niej jak pijawka. Złączyłem nasze usta w pocałunku, który z chwili na chwile stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Trzymałem jej uda mocno, nie wiem czy nie za mocno. Mam nadzieję, że nie będzie miała siniaków, bo jak jej każą założyć sukienkę do dzisiejszego wywiadu... Będę skończony. Wplotła place w moje włosy pociągając lekko za ich końce. Nie żeby coś, ale pozycja w jakiej się właśnie znajdowaliśmy, była moją ulubioną, mimo, że testujemy ją dopiero po raz drugi, ale zapewne nie ostatni. Znów na cel moich ust obrałem jej szyję i dekold. Jej biała bokserka przemoczona teraz kompletnie przylegała ciasno do jej ciała.
- Harry? - jęknęła cicho
- Hmm?
- Wystarczy
- Żartujesz? - powiedzieć, że jestem zbity z tropu to za mało
- Nie. Tym razem poważnie..
- Ale.. - jęknąłem
- Muszę wziąć prysznic, bo za niedługo mamy być w studiu
- Och no proszę cię! Teraz to ci się do studia spieszy - powiedziałem, zmarszczyła brwi w najbardziej niewinny sposób w jaki tylko mogła i spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczyma - Najpierw mi powiedz co z tymi tatuażami..
- Och.. Samolocik dlatego, że się wzbija. Ja też się chcę tak wzbić jak on, sięgnąć nieba.
- A krzyż?
- Bo jest na dłoni. Na twojej dłoni.
- Podobają ci się moje dłonie? - uśmiechnąłem się
- Żeby tylko mnie..
- Ale nie każda ma te dłonie dla siebie - powiedziałem i zacząłem ją znów całować a dłonie wsuwać pod jej koszulkę
- Harry. Poważnie mówiłam żebyś przestał
- Nie chcę przestawać
- Ja też nie, ale teraz nie jest odpowiednia chwila..
- Jest
- Misiu..
- Misiu? Poważnie? Tak mało męskie przezwisko mi nadasz?
- Ropuszko ty moja..
- Teraz to przesadziłaś - postawiłem ją i wyszedłem spod prysznica, a ona stała tam i śmiała się w głos - No i z czego się śmiejesz? - zapytałem unosząc ramiona. Z trudem powstrzymywałem śmiech
- Ale ty jesteś seksowny, kiedy udajesz, że się wściekasz
- Nie udaję..
- Kogo ty chcesz oszukać człowieku? Ty nie umiesz być wredny i nie umiesz się wściekać na innych. W tym związku to moja fucha
- Jedziesz mi po ambicji.. To boli - złapałem się za serce, padając na kolana i udając że płaczę
- W co ja się wpakowałam.. Wstawaj Styles i jęcz mi tu
- Jesteś bez serca. Jak dzisiaj w nocy będzie ci zimno, nie oddam ci całej kołdry. Zapomnij - wstałem i wyszedłem z łazienki słysząc jej śmiech

W czasie, kiedy Marta miała wywiad u Ellen, my kończyliśmy podpisywanie płyt. Było wielu fanów, to jest niesamowite. Jeszcze ich nie widzieliśmy, a już słyszeliśmy. Im bliżej spotkania z nimi, tym większa euforia w nas wzbiera, to tak samo jak u nich. Była jedna fanka, która zwłaszcza przykuła moją uwagę. A konkretniej jej ręce. Musiało jej być gorąco w swetrze, który miała na sobie i podwinęła wcześniej rękawy, ale zapomniała je chyba opuścić kiedy podeszła do nas. Jej nadgarstki były w bliznach. Kiedy je zobaczyłem zamarłem w bezruchu. Zauważyła to i chciała je zasłonić, ale byłem szybszy i powstrzymałem ją. Przypomniało mi się, jak jakiś czas temu i ja miałem z tym problem. To jest ciężkie do przejścia, szczególnie jeśli nie ma się nikogo, kto by nam pomógł. Mnie pilnują chłopacy. A czy ona ma kogoś takiego? Wstałem od stolika i podszedłem do niej
"- Harry nie możesz - powiedział Stan, jeden z ochroniarzy
- Mogę. I właśnie to robię - odpowiedziałem i ominąłem go.
Stanąłem przed dziewczyną, chwyciłem jej dłoń i przyglądałem się jej.
- Dlaczego? - zapytałem
- Dlaczego nie, skoro nie mam nic do stracenia?
- Tracisz znacznie więcej niż myślisz.. Jeżeli ty będziesz to robić, to ja też zacznę, żeby poczuć to, co ty czujesz
- Nie możesz - powiedziała przerażona
- A ty możesz? - zapytałem. Nie odpowiedziała - Nigdy więcej, tego nie rób - powiedziałem i pocałowałem jej blizny
- Nigdy - powtórzyła a łzy spływały po jej policzkach"
Nie chcę żeby nasi fani cierpieli. Niestety nie mam w tej kwestii wiele do powiedzenia, tym bardziej, że niektórzy cierpią z naszego powodu. Są prześladowani, bo słuchają "pięciu pedałów". Brawo dla mądrych ludzi, którzy wbijają im noże w serce i są winni ich śmierci. Gratulacje, po prostu Oskara im wręczyć.
Siedzieliśmy w samochodzie i oglądaliśmy wywiad Marty na żywo. Niestety nie od początku, internet nie chciał się połączyć.. złośliwość rzeczy martwych. Ale w końcu się udało. Jak oglądaliśmy? Tablet, telefon.. Każdy z nas ma przy sobie takie bajery.
E: Masz już jakieś plany co do trzeciej książki? Możemy się jej spodziewać niedługo?
M: Zaczynam pracować nad kolejną - uśmiechnęła się
E: Są jakieś książki, które mogłabyś czytać bez końca?
M: Oczywiście! Harry Potter, książki mojego dzieciństwa. książki Sparksa, w nich jestem zakochana, trylogia Pięćdziesięciu odcieni
E: To już chyba nie literatura twojego dzieciństwa - Ellen się uśmiechnęła i spojrzała znacząco na Martę
M: Nie, to raczej niedawno czytałam - Marta się zaśmiała a ja razem z nią
E: No Harry.. Uważaj lepiej - Marta się zarumieniła, a zaraz potem zasłoniła twarz zawstydzona, ale śmiała się - Przepraszam, nie chciałam cię zawstydzić - kontynuowała - Nie będę wnikać w to czy bawicie się tak jak Ana i Christian
M: Pozwolisz, że ja również.. - myślałem, że Marta będzie speszona, ale raczej była zdziwiona takim obrotem spraw
E: A tak poważnie, to jak wam się układa?
M: Bardzo dobrze - uśmiechnęła się - W towarzystwie Harrego zapominam o całym świecie
E: To tak jak Ana przy Grey'u
M: Ellen!
E: Już przestaję - zaczęła się śmiać - A jakie jest nastawienie fanów 1D do ciebie?
M: Powiedzmy, że nie wszyscy mnie lubią. Nie zadowolę każdego. Wiadomo, każda z tych dziewczyn wolałaby widzieć siebie u jego boku, co mnie nie dziwi, ale jeszcze nie było sytuacji takiej, że na prawdę pomyślałam "Mam tego dosyć"
E: Głośny był incydent kiedy jedna z fanek cię spoliczkowała przed hotelem. Podobno zachowałaś zimną krew, nie wiem czy ja bym tak potrafiła
M: Miałam jej oddać? To pogorszyłoby tylko sprawę, poza tym, jeżeli to jej pomogło się wyzbyć chociaż trochę tej nienawiści do mnie, to nie mam urazy
E: To niesamowite. No cóż. Nie ma więcej pytań..
M: Ale ja mam jedno, jeśli pozwolisz
E: Proszę
M: Zawsze zadajesz tak krępujące pytania?
E: Chodzi ci o sugestie do trylogii pani James?
M: Tak, właśnie o te.
E: Cóż. Ty nie odpowiedziałaś, więc kiedy następnym razem będę gościła twojego chłopaka, to jego zapytam
M: On też niewiele ci na ten temat powie - zaśmiała się
E: Myślisz? - Marta przytaknęła - Cóż.. Jakoś to załatwimy - teraz obie się śmiały. Co za wścibskie baby, obie się ze mnie śmieją.. A ja z nimi - Dziękuję, że zgodziłaś się udzielić mi wywiadu. Miło było mi cię gościć
M: Mi również było miło

Trylogia Pięćdziesiąt odcieni.. Chyba muszę to przeczytać


piątek, 6 grudnia 2013

XVI

Obudziłem się o 6.30, Marta jeszcze spała. Wstałem i skierowałem się do łazienki. Umyłem twarz, zęby, ogarnąłem bałagan, który wczoraj po sobie zostawiliśmy. Chcąc odwiesić ręcznik, przypadkowo zrzuciłem kosmetyczkę Marty, która z trzaskiem upadała na kafelki rozsypując całą jej zawartość.
- Cholera - odwróciłem się, żeby sprawdzić czy jej nie obudziłem. "Idiota" syknęła moja podświadomość. Marta patrzyła na mnie śmiejąc się cicho. Wszystko szybko pozbierałem i wróciłem do sypialni, ale zamiast iść ku swojej części łóżka, podszedłem do niej i przysiadłem na skraju materaca - Dzień dobry - powiedziałem
- Cześć
Nachyliłem się do niej, potarłem swoim nosem o jej, tak zwany eskimoski pocałunek - nadal boli? - przytaknęła - zaraz poszukamy jakiegoś dobrego dentysty i zrobimy termin
- To chyba dobry pomysł
- Ja tylko takie mam - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, Marta zrobiła to samo. Pocałowałem ją w policzek, przeskoczyłem na swoją część łóżka i wziąłem telefon. Oparłem się o zagłówek, Marta położyła głowę na mojej klatce piersiowej, prawą ręką objęła mój brzuch i tak leżeliśmy, nic nie mówiąc. Znalazłem numer, którego szukałem i zadzwoniłem. Dentysta mógł przyjąć Martę o 10, miałem jechać z nią, ale jak się okazało, nie będę mógł.
"O 8.30  w hallu. Jedziemy na próbę dźwięku przed wieczornym występem" - sms Liama, jak zwykle pełen uczuć i w samą porę.
Zaczyna się nasza trasa promocyjna Midnight Memories w Ameryce, więc pierwszy raz z nową piosenką wystąpimy, jak zwykle, na scenie xfactora. Za każdym razem, kiedy stoimy na tej scenie, obojętnie czy to w brytyjskim xfactorze, czy amerykańskim, wszystkie wspomnienia wracają. To coś niesamowitego, ciężko nam pojąć, że w ciągu trzech lat, nasze życia zmieniły się tak diametralnie. Z pięciu całkowicie sobie obcych chłopaków staliśmy się najwierniejszymi przyjaciółmi, braćmi, o których zawsze marzyliśmy. Nasze sny stały się realne i to do tego stopnia, że czasami marzę, by na chwilę odpocząć. Chciałbym znów stać się zwykłym chłopakiem, którego życia nikt nie śledzi, nie krytykuje na każdym kroku. Wiem, że nie wytrzymałbym długo bez muzyki, bo to przecież moja pasja i miłość i gdybym miał na nowo przeżyć ostatnie 4 lata, podjąłbym te same decyzje. Tego jestem pewien.
Przed godziną 8 wszyscy zebraliśmy się w hotelowej restauracji żeby zjeść wspólnie śniadanie. Tak samo jak uprzedniego wieczoru na sali czekał na nas jeden ogromny stolik. Każde z nas przeszło obok bufetu, Niall zrobił to trzy razy i wrócił z talerzem, którego zawartość można było spokojnie porównać do mojej i Zayna razem wziętych.
- Smacznego wszystkim - powiedziała Kasia
- Dziękuję i smacznego - odpowiedziałem, spojrzałem na Martę, która siedziała i miała przed sobą tylko filiżankę herbaty - Nic nie zjesz?
- Nie chcę teraz nawet myśleć o jedzeniu, więc nie. - Spojrzałem na Milenę, która puściła mi oczko, odpowiadając tym samym na moją niemą prośbę o dopilnowanie, żeby Marta zjadła później. Zauważyłem, że jest ciągu dnia jest w stanie zjeść śniadanie, a w godzinach późnego popołudnia drugi posiłek. Muszę przypilnować, żeby więcej jadła, zresztą Milenę też trzeba przypilnować, robi dokładnie to samo, o ile nie jest z nią gorzej.

Fani czekali już na nas pod studiem, nie mam pojęcia czy wiedzieli o naszej próbie dźwiękowej, czy już ustawiali się w kolejki do wieczornego live'a. Wysiedliśmy z samochodu i natychmiast wokół nas pojawiła się fala ludzi. Ochrona ledwo zdołała odciągnąć od nas kilka niezwykle upartych i cholernie silnych fanów.
- Harry! Harry! - jedna z directioners wołała mnie, starając się przekrzyczeć tłum. Przepychała się między innymi i już po chwili stała by przy mnie, gdyby nie kilka innych rozwrzeszczanych fanek, które ją staranowały. Brunetka o śniadej karnacji upadła. Nie widziałem żeby wstała więc ruszyłem w jej kierunku by jej pomóc. Kiedy stanąłem przed nią, zobaczyłem, że miała rozdarte na kolanie spodnie, przez materiał zaczęła przebijać się krew. Wyjąłem z kieszeni chusteczkę, przyłożyłem do jej kolana i po kilku sekundach pomogłem jej wstać.
- Wszystko w porządku? - zapytałem żeby się upewnić, że nic jej nie jest
- Chyba tak. Tylko moje kolano boli - spojrzała na nogę by sprawdzić czy udało mi się zatamować krew
- Zaraz się tobą ktoś zajmie - powiedziałem i podniosłem głowę w poszukiwaniu Paul'a. - Potrzebny nam lekarz! - zawołałem w jego kierunku, on skinął głową i zaczął mówić przez krótkofalówkę, pewnie kontaktował się z ochroną studia. - Jak masz na imię? - ponownie zwróciłem się do dziewczyny
- Jamie
- Bardzo ładne imię
- Dziękuję - zarumieniła się
- Będziesz na naszym wieczornym występie?
- Chciałabym, ale niestety nie ma już miejsc - powiedziała zawiedzionym głosem
- Jeszcze jedno na pewno znajdą - mruknąłem jej do ucha. Podszedł do nas Paul - Idź teraz z Paul'em, zajmie się tobą lekarz, a my zobaczymy się wieczorem - uśmiechnąłem się do niej, a na widok łez w jej oczach przytuliłem ją.
Po jakichś trzydziestu minutach weszliśmy w końcu do studia i skierowaliśmy się do garderoby żeby przymierzyć ubrania na wieczór. Kiedy już byliśmy pewni, że wszystko jest tak jak powinno z naszymi strojami poszliśmy na scenę. Wszystko musi wyjść idealnie. Granie na żywo to poważna sprawa. Nagłośnienie musi być sprawdzone nawet kilka razy, żeby mieć pewność, że nic nie zawiedzie.
- Simon! - krzyknął Louis co wyrwało mnie z zamyślenia.
- Chłopcy - uśmiechnął się i podszedł do nas - Znów się spotykamy w programie od którego wszystko się zaczęło
- O tak. Wspomnienia wracają - zaśmiał się Zayn - Ale tym razem nie zmusicie mnie do tańczenia
- Tym razem zaczniesz tańczyć sam do siebie. Podekscytowani nową płytą?
- Pytasz, jakbyś nie wiedział. Zawsze jest to samo pytanie czy się spodoba i stres, że coś pójdzie nie tak, ale wierzymy, że i tym razem będzie sukces - powiedziałem
- Jestem tego pewien, w końcu od samego początku jesteście kojarzeni z sukcesem. - Spojrzał na zegarek - Muszę iść, zobaczymy się wieczorem - powiedział - Powodzenia
- Tu są wasze mikrofony, zaraz śpiewacie - podszedł do nas jeden z operatorów.
Pierwsze dźwięki Story of my life, a moje myśli rozbiegły się w różnych kierunkach. Chcę żeby ludzie zaczęli doceniać to, jaki na prawdę jestem, chciałbym, żeby przestali wierzyć we wszystkie plotki jakie usłyszą. Chciałbym żeby zaczęli wierzyć w to co ja mam do powiedzenia, nie media. Chcę żeby nauczyli się szacunku i tolerancji w stosunku do mnie i mojej dziewczyny. Nie zdają sobie sprawy jak bardzo ranią ich bezmyślne słowa. Nikt z nich, tak na prawdę mnie nie zna, a myślą, że wiedzą o mnie więcej niż ja sam. Bzdura. Ale niestety to prowadzi do sytuacji takich z jakimi mam do czynienia: wyzwiska w moim kierunku, w kierunku Marty, wmawianie mi, że jestem gejem, bo przecież przyjaźń między mną a Louisem to nie jest przyjaźń, a związek, który musimy ukrywać żeby nie stracić połowy fanów. To wszystko tak cholernie mnie boli, ale chyba nie mam tu nic do gadania, bo zawsze ktoś wie lepiej..
Piosenka się skończyła, a ja nadal pogrążony byłem w myślach, nie słuchałem co do powiedzenia ma producent, nie skupiałem się na przedstawianym nam planie dzisiejszego wieczoru. Myślałem o Marcie. O mnie. O nas. Na początku były to myśli typu "ciekawe jak się czuje, czy ząb już wyrwany", ale z każdą chwilą te myśli zaczęły się zmieniać na przemyślenia nad naszą przyszłością. Wspólną. Zniesie to wszystko, co nas czeka? Zostanie ze mną bez względu na to co się stanie?
- O czym tak myślisz? - usłyszałem jej głos.
- O nas - odpowiedziałem odwracając się - Jak po wizycie u dentysty?
- O wiele lepiej. Znieczulenie jeszcze działa, ale już coraz słabiej
- To dobrze, bo mam ochotę cię pocałować - powiedziałem, wstając, podchodząc do niej i obejmując ją. Złożyłem na jej wargach delikatny pocałunek
- Mmm.. - mruknęła, miała zamknięte oczy i uśmiechała się do mnie - Brakowało mi tego - zaśmiała się
- Czekaj, aż znieczulenie całkowicie przestanie działać, to naprawimy szkody
- Nie rzucaj słów na wiatr kochanie
- Nie wierzysz mi?
- Zobaczymy... - usłyszeliśmy huk i automatycznie oboje się odwróciliśmy się w kierunku źródła hałasu.
- Przepraszam! - pisnęła Jamie, która się rozpłakała. Potknęła się o kable i upadła, a razem z nią jeden z głośników
- Jezus Maria! Nic ci nie jest? - krzyknęła Marta i pobiegła w kierunku dziewczyny
- Mi nie, ale głośnik... - i znów zaczęła zalewać się łzami. Ja także do nich podszedłem
- Tym się nie przejmuj, na prawdę. Zaraz ktoś się tym zajmie - powiedziałem
- Daj rękę, pomogę ci wstać - powiedziała Marta i wyciągnęła obie ręce w kierunku naszej fanki. - Wszystko w porządku? Zdarłaś sobie kolano..
- To wcześniej, przed budynkiem, kiedy inne fanki mnie przewróciły.
- Biedna i znów upadłaś na tą nogę. Chodź, usiądziesz sobie
- Dziękuję - powiedziała Jamie ocierając łzy
Moja dziewczyna to anioł.
- Jamie, poznaj moją dziewczynę - powiedziałem obejmując Martę ramieniem wokół talii
- Jestem Marta, miło mi cię poznać - powiedziała z uśmiechem podając dłoń Jamie
- Mi również jest miło - ona odwzajemniła uśmiech
- Harry! - Liam wołał mnie z drugiego końca sceny.
- Wybaczcie mi moje panie, ale tatusiek wzywa
- Idź, my sobie poradzimy
- Czuję się urażony..
- Tym, że jesteśmy samodzielne? - Marta uniosła brew
- Tym, że mnie tu nie chcecie
- Nie marudź, im szybciej się dowiesz o co chodzi, tym szybciej do nas wrócisz - westchnąłem i zostawiłem je same.
Chłopacy stali, powiedzmy, że w kółku.
- Co się dzieje?
- Nic
- To po co mnie wołaliście?
- Żeby zespół był w komplecie. Bez ciebie czujemy się tacy.. Niekompletni..
- Louis.. Cokolwiek brałeś, wyrzuć to.

- Wchodzicie za 3..2..
Operator skinął głową, weszliśmy na scenę i zacząłem śpiewać
"Na ścianach wypisane historie, których nie mogę wytłumaczyć
Zostawiłem serce otwarte, ale jest puste od wielu dni"
Zastanawiam się, czy ci, którzy słuchali tej piosenki, zastanawiali się nad znaczeniem jej słów. Historie, których nie mogę wytłumaczyć - moje związki, przelotne romanse ze starszymi ode mnie kobietami.. Wszyscy zajęci byli dolewaniem oliwy do ognia i nikt nie zastanawiał się dlaczego te romanse miały miejsce. Nie wynikało to z tego, że podobały mi się te kobiety. Owszem, były ładne, ale uroda to nie wszystko. Tu chodziło o moje uczucia, wydawało mi się, że się zakochałem, może i się myliłem, ale to były moje błędy, z których nie powinienem być rozliczany.
Moje serce - do niedawna było puste, ale teraz, posiadła je dziewczyna, z którą chcę spędzić wszystkie dni, które mi pozostały i nie zmieni tego nic ani nikt.


Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale mam taki nawał w szkole, że ledwo daję rady -.-
Mam świadomość tego, że rozdział średnio ekscytujący, obiecuję, że nad następnym posiedzę dłużej.
Mam do Was prośbę, jeżeli czytacie, skomentujcie.
<3