niedziela, 23 lutego 2014

25

Zdjąłem swój płaszcz, otuliłem nim zmarznięte ciało Marty i przytuliłem mocno do siebie. Nie odpychała mnie już, nie walczyła, to była ulga. Wsiedliśmy do samochodu i opuściliśmy lotnisko. Siedzimy w kompletnej ciszy. Nie jest ona uciążliwa, ale wydaje mi się być pełna napięcia i strachu.. Mojego strachu. Czeka nas poważna rozmowa, od której zależy co będzie dalej. Czuję się beznadziejnie z myślą, że nie zareagowałem. Boże, przecież to moja dziewczyna! Obiecywałem ją chronić przed tak chorymi zagraniami, przed wszystkim co mogłoby sprawić jej przykrość, przed wszystkim czym będę w stanie. Tego można było uniknąć, ale nie zrobiłem nic. Płakała, płakała przeze mnie. To z mojego powodu została tak strasznie potraktowana, nie po raz pierwszy. Najgorsze jest to, że pewnie nie po raz ostatni.

Kiedy dojechaliśmy pod nasze mieszkanie zaczął padać deszcz. Wysiadłem szybko z samochodu, podbiegłem do drzwi ze strony, z której siedziała Marta, otworzyłem je i podałem jej dłoń, ale odpowiedziała, że sobie poradzi. Dotknęło mnie to, może mam urojenia, ale to wydawało mi się złym znakiem. Była zła? Chciała zostać sama? Albo miała już po prostu dosyć.. Dosyć mnie, tego co ze mną związane? Ciarki przeszły przez moje ciało i raczej nie były spowodowane chłodnym Londyńskim powietrzem. Przymknąłem powieki oddychając głęboko, z nadzieją, że to oddali ode mnie złe przeczucia. Paddy, jeden z naszych ochroniarzy wyjmował walizki z bagażnika.
- Zostaw - powiedział, kiedy schylałem się by zabrać bagaże - przyniosę je. Idź z Martą.
- Dzięki - odwróciłem się od samochodu i pobiegłem do Marty. Była już przy drzwiach frontowych naszego kompleksu.
Zatrzymała się przy wejściu i czekała aż otworzę drzwi. Otulała się moim płaszczem, w dłoni trzymając swoją kurtkę. Podszedłem do niej bliżej, tak, że między nami nie było prawie dystansu, włożyłem dłoń do kieszeni płaszcza, nie odrywając przy tym od niej wzroku, oczy miała smutne, ukuło mnie to prosto w serce. Wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi czekając aż wejdzie do środka. Otworzyłem kolejne drzwi, tym razem już do naszego mieszkania. Weszliśmy do środka, drzwi zostawiłem uchylone żeby Paddy mógł swobodnie wejść.
- Dziękuję za płaszcz - powiedziała - Przepraszam, że przeze mnie musiałeś marznąć - chyba się przesłyszałem.
- Ty mnie przepraszasz? - pokręciłem z niedowierzaniem głową. - Ja jestem winien tobie przeprosiny, a nawet więcej. Marta..
- Jeżeli rozmowa zmierza do tego co stało się na lotnisku, to nie chcę teraz o tym rozmawiać Harry. Chciałabym się wykąpać. Czuję na sobie.. - przerwała na chwilę zastanawiając się co powiedzieć. - Czuję się po prostu niekomfortowo. - Odwróciła ode mnie wzrok.
- Chcesz wziąć kąpiel, czy prysznic?
- Wolałabym kąpiel. - Kiwnąłem głową
- Chodź - powiedziałem i ruszyłem w kierunku mojej sypialni. - Usiądź i zaczekaj chwilę
Wszedłem do łazienki i opłukałem wannę gorącą wodą, włożyłem korek do odpływu i odkręciłem kurek, czekając aż wanna napełni się do połowy, co jakiś czas sprawdzając temperaturę wody, by nie była ani za gorąca ani za zimna. Wlałem odrobinę płynu do kąpieli i zakręciłem wodę.
- Gotowe, możesz iść - zatrzymałem się na progu łazienki. Nie wiem nawet dlaczego. Chyba liczyłem na to, że Marta się do mnie przytuli, pocałuje mnie. Rozczarowanie okazało się bardziej gorzkie niż można by się spodziewać.
- Dziękuję - minęła mnie i zaczęła się powoli rozbierać.
Zamknąłem drzwi łazienki, nie chciałem naruszać jej prywatności, zwłaszcza w zaistniałej sytuacji. Podszedłem do okna i stałem tak, nie wiedząc co ze sobą począć.
Niby jest dobrze, ale gorzej być nie mogło. Czuję się tak jakbym miał w brzuchu rozrzażone węgle, które wypalają mnie od środka. Żal, który mam do samego siebie i strach, że nie uda mi się tego naprawić jest paraliżujący.
- Harry?! - usłyszałem głos Nialla dobiegający z salonu
- Tak?
- Chciałem się tylko upewnić, że jesteście już w domu. Gdzie Marta? - rozejrzał się po pokoju
- Kąpie się.
- Wasze walizki są w salonie. Wszystko z nią w porządku? - ściszył głos, kiedy pytał o Martę
- Nie wiem. Nie chciała ze mną rozmawiać. Odpowiadała zdawkowo na pytania.
- Musi to wszystko przemyśleć, spokojnie.
- Właśnie tego się boję, że jak sobie wszystko przemyśli, to mnie zostawi.
- Dlaczego od razu tak pesymistycznie do tego podchodzisz?
- Może dlatego, że jest ważniejsza niż wszystko inne?
- Rozumiem - powiedział po chwili - ale spójrzmy prawdzie w oczy.. Ona cię nie zostawi, Harry. Zbyt wiele dla siebie znaczycie.
- Obyś miał rację.
- Mam. - Odwrócił się i wyszedł, a ja za nim. Chłopacy obsiedli wysepkę w kuchni i grając w papier, kamień, nożyce próbując ustalić kto pójdzie na zakupy.
- Hazz, chcecie coś ze sklepu, skoro Niall już idzie. - Zapytał Liam
- Nie, dzięki.
- Hej, wszystko w porządku?
- To się dopiero okaże.
Zabrałem nasze walizki i wróciłem do pokoju. Otworzyłem walizkę Marty, wyjąłem z niej czysty dres i kosmetyczkę.
- Mogę wejść? - zapytałem pukając do drzwi łazienki
- Tak - po chwili wahania, która zdawała się być dla mnie wiecznością, usłyszałem odpowiedź
Wszedłem, położyłem ubrania na małym stoliku i usiadłem na toalecie.
- Jak się czujesz? - zapytałem
- Dobrze. Już mi lepiej - uśmiechnęła się patrząc na swoje kolana wystające ponad wodę
- Nie wiem nawet co mam powiedzieć.
- Więc nic nie mów.
- Nie mogę tego tak zostawić.
- Owszem Harry, możesz. Było, minęło.. Zapomnijmy o tym okej?
- To będzie trudne.
- Jak się czegoś na prawdę chce, to nie ma niemożliwego.
- Przepraszam, że zachowałem się jak ostatni dupek. Kiedy pytałaś czy ci ufam chciałem odpowiedzieć, że tak, bo ufam ci bezgranicznie, ale nie umiałem. Coś mi na to nie pozwoliło. Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale tak było.
- Na prawdę myślałeś, że po tym wszystkim mogłabym cię zdradzić? W dodatku z jakimś obcym chłopakiem? - w jej głosie było słychać niedowierzanie - Czekałam na ciebie tak długo. Nie zdajesz sobie sprawy ile jestem w stanie dla ciebie poświęcić. Oddałabym wszystko żeby cofnąć czas, żeby tamta sytuacja nie miała miejsca, żeby te urodziny były takie jak zaplanowałam i żeby dzisiejszy dzień był całkiem inny.
- Ja też. To jak cię potraktowały.. Znowu. Wszystko to z mojego powodu.. Boję się, że któregoś dnia staniesz przede mną i powiesz mi, że dłużej tego nie będziesz znosić i mnie zostawisz.
- Kiedy do ciebie w końcu dotrze, że na prawdę nigdzie się nie wybieram? Mimo wszystko
- Kocham cię - powiedziałem
- Ja ciebie też. - Kiedy mały uśmiech pojawił się na jej ustach, kamień spadł mi z serca. - Mógłbyś mi podać ręcznik?
- Mógłbym cię nawet osuszyć - uśmiechnąłem się szerzej
- Z tym sobie poradzę sama - spojrzała na mnie unosząc lekko brew
- To była tylko luźna, niezobowiązująca propozycja.. - przewróciła oczami - Już wychodzę. Jesteś głodna?
- Nie, ale chętnie bym się czegoś napiła.
Wyszedłem z łazienki, uśmiechając się sam do siebie. Skierowałem się do kuchni, nadal się uśmiechając, Louis siedział na kanapie obejmując Eleanor, Zayn oczywiście z telefonem w ręku, Liam przeglądał kanały w TV, a Niall nie wrócił jeszcze z zakupów.
- Ten uśmiech znaczy, że wszystko się wyjaśniło? - zapytała Eleanor
- Tak - wyszczerzyłem się jeszcze bardziej
- Powinieneś się nazywać Harry Panikarz Styles - powiedział Louis
- Zamknij się panie wszechwiedzący Tomlinson
- Nie pyskuj dzieciaku
- Dzieciaku.. Pff - powiedziałem po cichu.
Wyjąłem z szafki dwie szklanki i napełniłem je chłodnym sokiem.
- Jestem głodny - jęknął Louis
Nie zwracając uwagi na dalsze ich rozmowy, wróciłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Marta właśnie wyszła z łazienki, mokre włosy opadały jej na ramiona, oczy miała lekko czerwone. Chyba nie było tak dobrze jak mi się wydawało.
- Płakałaś? - zapytałem stawiając szklanki na stoliku nocnym
- Jak myłam włosy, to szampon dostał mi się do oka. To dlatego. - Uwierzyć?
- Jesteś pewna?
- Tak, Harry. Jestem pewna.
Staliśmy przez chwilę na przeciw siebie obserwując się nawzajem. Jedyne o czym myślałem było przyciągnięcie jej do siebie. Chciałem żeby była blisko mnie, to jedyne czego pragnąłem odkąd ją poznałem. Podszedłem do niej, ująłem dłonią jej twarz, gładząc kciukiem jej policzek i usta. Miękkie jak zawsze, lekko różowe i cholernie kuszące. Nachyliłem się i pocałowałem ją lekko, czekając aż odda mi pocałunek. Nie trwało długo, kiedy nasz pocałunek stał się łapczywy, pełen tęsknoty i potrzeby poczucia bliskości. Oboje byliśmy w pewnym sensie zdesperowani, bojący się oderwać od siebie usta, jakby to miało oznaczać nasz koniec. Złapałem ją za uda i podniosłem, odwróciłem się z nią w miejscu i podszedłem do łóżka, kładąc ją na nim, a siebie na niej.
- Kocham cię - powiedziałem z trudem łapiąc powietrze.
- Wiem.
- A gdzie "ja ciebie też"?
- Nie ma. Jest tylko "ja ciebie bardziej".
- Chciałabyś. - Znów złączyłem nasze usta w pocałunku, równie zachłannym jak wcześniej.
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły z impetem. Z niechęcią oderwałem się od Marty
- Jak zawsze w porę - powiedziałem sarkastycznie, odwracając się by sprawdzić, kto był na tyle bezczelny i nie zapukał
- Możemy ci w czymś pomóc Li?
- Chciałem zapytać, czy wam też zamówić pizzę.
- Tak. I wywieszkę na drzwi z napisem "nie przeszkadzać".
- Trzeba było z hotelu wziąć - powiedział, Marta zaczęła się śmiać
- Jaką chcecie?
- Obojętnie, ale idź już - powiedziałem zniecierpliwiony
- Coś do picia też?
- Ty mu powiedz, że ma wyjść, bo mnie chyba nie słyszy - zwróciłem się do Marty, znów się zaśmiała
- Nie Liam, dziękujemy. A pizzę z tuńczykiem jakby można prosić.
- Nie ma problemu
- Poszedł sobie? - zapytałem
- Tak - śmiała się
- Na czym skończyliśmy? - nachylałem się żeby znów ją pocałować
- Na tym, żebyś dał mi złapać oddech - odsunęła mnie delikatnie od siebie
- Masz pięć sekund. Oddychaj szybko
___________________________________________

Przepraszam, że krótko, ale nie miałam czasu żeby wcześniej napisać, mam nawał w szkole przez chorobę ;/

Zastanawiałam się czy nie napisać któregoś z już opublikowanych rozdziałów, z punktu widzenia Marty. Byli by chętni, żeby przeczytać to, jak ona postrzega życie u boku Harrego? Jeżeli tak, to proszę piszcie w komentarzach, który rozdział chcielibyście w takiej formie :) Ten, który będzie miał najwięcej wskazań pojawi się za jakiś czas.

CHCIAŁABYM RÓWNIEŻ BARDZO BARDZO MOCNO PODZIĘKOWAĆ WAM, ZA WSZYSTKIE WEJŚCIA NA BLOGA, KTÓRYCH JEST PONAD 15 TYS. <mój osobisty sukces <3 > I ZA WSZYSTKIE WASZE KOMENTARZE, KTÓRE SĄ MOJĄ MOTYWACJĄ.
Mam nadzieję, że zostaniecie do końca i do końca będziecie komentować :) DZIĘKUJĘ xx




środa, 12 lutego 2014

24

Idę. Nie oglądam się za siebie, udaję, że nie słyszę. To co dzieje się w mojej głowie jest destrukcyjne. 
Całowała się z nim.. 
A może to on całował ją? Moja podświadomość za wszelką cenę chciała żebym jej wysłuchał. 
Może on się potknął i to tylko wyglądało na pocałunek, a ja przyszedłem w tym tragicznym w skutkach momencie? Nie mam pewności jak było, ale wiem co widziałem i ten obraz nie daje mi spokoju. Kiedy zobaczyłem ją z innym coś we mnie pękło. Miało być na zawsze, tak? My mieliśmy być na zawsze.. Myśl, że to zdarzenie może zakończyć nasz związek... Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nie wyobrażam sobie też, że mógłbym teraz z nią rozmawiać. To byłoby jak obracający się w ranie nóż.
Chcę ją przytulić i przyciskając usta do czubka jej głowy powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Ale nie mogę, bo tego nie wiem.

- Dobry wieczór panie Styles, wszystkiego najlepszego! - zawołała za mną recepcjonistka z uśmiechem
- Dziękuję. 
- Niespodzianka się udała? Pańska dziewczyna była bardzo podekscytowana
- Przepraszam spieszę się - jak na zawołanie zobaczyłem tego kelnera z Martą.
Wszedłem do pokoju i zdałem sobie sprawę, że zostawiłem w klubie marynarkę. Chłopaki ją przywiozą. Podszedłem do balkonu, otworzyłem duże drzwi i wróciłem do łóżka. Położyłem się na nim i zacisnąłem mocno powieki, przeczesując jednocześnie włosy mocno za nie ciągnąc. Zawsze w takich sytuacjach sięgałem po żyletkę. Płynąca krew zabierała ze sobą wszystkie emocje, był to rodzaj detoksu, który stosowałem przez długi czas, ale na pewno chcę do tego wracać? Chcę na nowo przez to przechodzić? 
To pomoże.
Gówno prawda. To tylko wszystko pogorszy. 
Podniosłem się z łóżka, wszedłem do łazienki i przez jakiś czas stojąc gapiłem się w lustro. Zaciskałem szczękę tak mocno, że zęby zaczęły mnie boleć, ale ten ból, w porównaniu z tym co czuję w środku jest niczym. Zdjąłem koszulę, odwróciłem się by zawiesić ją na wieszaku, odkręciłem kurek pod prysznicem i nie wiem co we mnie wstąpiło ale zacząłem z całej siły, zaciśniętą pięścią uderzać w ścianę. Cios za ciosem. Moja dłoń zaczęła w końcu krwawić i szaleńczo boleć, ale ignorowałem ból, nie zwracałem uwagi na płynącą krew, uderzałem dalej, opierając czoło o zimne kafelki ścienne. Każdy mięsień mojego ciała był napięty, każdy jeden pracował za każdym razem kiedy wymierzałem kolejne uderzenie. 
- Harry? - Do moich oczu napłynęły łzy. Dłużej nie mogłem z tym walczyć. - Harry, przestań, proszę cię. - Stałem nieruchomo, jej głos zadziałał paraliżująco. - Harry?
Odwróciłem się do niej, moja prawa dłoń była zakrwawiona i posiniaczona, spojrzała na nią i zakryła usta głośno wciągając powietrze, a łzy popłynęły z jej niebieskich oczu. 
Miałeś być jej powodem do uśmiechu, nie do łez.. - zbeształem się w myślach - A ona moim.
Stoimy na przeciw siebie, oboje mamy podpuchnięte, zaczerwienione oczy i ból wypisany na twarzach. Otworzyłem powoli zaciśniętą w pięść, obolałą dłoń, marszcząc przy tym nieco brwi, ale nie odrywając wzroku od Marty. Za to ona skupiła całą swoją uwagę na mojej dłoni. 
- To nie było tak, Harry - odezwała się cicho - Nie chciałam go pocałować, nie chciałam pozwolić żeby on mnie pocałował, ale nie dałam rady go odepchnąć. - Spojrzała mi w oczy. Przez cały czas miałem nadzieję, że tak właśnie było. Nie byłbym w stanie uwierzyć gdyby się na to zgodziła - Było ich dwóch. Oni to zaplanowali..
- Dlaczego kelnerzy mieliby zrobić coś takiego? - Ton mojego głosu był zimny i oschły
- Nie wiem.
- Właśnie - powiedziałem i odwróciłem się od niej podchodząc do kranu i odkręcając zimną wodę, a następnie zanurzając pod nią dłoń. 
Marta przymknęła powieki, spod których nadal płynęły łzy, potarła dłonią czoło i kontynuowała
- Musisz mi uwierzyć, Harry.. - wierzę.. ale mam mętlik w głowie - Harry? Odezwij się, proszę
- Co ci mam powiedzieć?! - podniosłem głos, chociaż nie powinienem był tego robić - Co chcesz usłyszeć, co? Że wszystko jest w porządku? Że w ogóle ta sytuacja mnie nie dotknęła?! To chcesz usłyszeć? 
- Nie...
- Więc co?
- Chcę wiedzieć co będzie dalej. 
- Dalej?
- Z nami. - Jej strach przed tym co powiem jest widoczny. To, że zadała to pytanie sprawiło, że przeszły mnie ciarki. Ani przez chwilę nie pomyślałem o tym, że mogli byśmy zerwać, nie pomyślałem o tym co będzie dalej.
- Nie wiem.
- Ufasz mi? - zapytała po chwili, głosem pełnym napięcia, a moje gardło jak na złość nie pozwoliło mi udzielić odpowiedzi, chociaż jest tylko jedna. - Wierzysz w to, co mówię? 
Zakręciłem wodę, sięgnąłem po ręcznik i ocierałem powoli dłoń. 
Oczywiście, że ci wierzę, ufam ci bezgranicznie, ale nie umiem tego teraz powiedzieć. Gula, która wytworzyła mi się w gardle jest nie do pokonania. 
- Harry, ufasz mi? - zapytała ponownie, ale i tym razem nie usłyszała odpowiedzi. - Rozumiem - odwróciła się i wyszła. Nie tylko z łazienki ale i z pokoju, zamykając za sobą cicho drzwi. 
- Nie odchodź - już mnie nie usłyszała..

Usłyszałem pukanie do drzwi. Nadzieja, że to Marta, szybko mnie opuściła. Nie chciałem z nikim rozmawiać, ale osoba po drugiej stronie nie zrozumiała aluzji. 
- Harry, otwórz, wiem że tak jesteś. - Louis
Niechętnie otworzyłem drzwi, a moim oczom ukazał się Louis z rozwianymi włosami i lekko zdyszany, mam nadzieję, że przed kimś uciekał a nie biegł do mnie
- O co chodzi? - zapytałem
- O Gravity...
- Marta mi to już wyjaśniła - wypowiedzenie jej imienia było trudniejsze niż się spodziewałem. Louis rozglądał się po pokoju, drzwi do łazienki były otwarte na oścież, więc bez problemu mógł zobaczyć, że jest pusta.
- W takim razie gdzie ona jest? - Też chciałbym to wiedzieć
- Powiedziałem, że mi wyjaśniła, nie, że się dogadaliśmy.
- Co ty pieprzysz człowieku?! I co ci się stałow rękę?
- Lou, nie jestem w nastroju na wysłuchiwanie kazania
- Ale ja jestem w nastroju na prawienie go, więc mnie wysłuchasz i może w końcu weźmiesz się w garść. Jednak najpierw powiedz mi gdzie jest apteczka.
- Nie wiem.
- I zamknij ten cholerny balkon - warknął z łazienki.
Po chwili wrócił, a że ja się nie ruszyłem z miejsca, sam postanowił odciąć zimnemu powietrzu dopływ do pokoju. Fakt, że jego telefon zadzwonił powstrzymał go przed tym, a sprowokował do wyjścia na zewnątrz. Nie słyszałem co mówił, głowę mam pełną od gryzących się myśli. Ja. Marta. Kelner. O jedną osobę jest w tym za dużo. Ale którą?
Louis wrócił, zamknął balkon, zasłonił okna.
- Daj rękę. - powiedział bez współczucia. Tego od niego i reszty oczekiwałem? Współczucia? To chyba jestem niemądry. 
- Chcesz mi się oświadczyć?
- W nastroju do rozmowy nie jesteś, ale go głupich żartów tak?
- Kiedyś ci nie przeszkadzały.
- Kiedyś nie było Larrego - wypalił. Ma rację. Larry stał się naszą zmorą. Jak awansowaliśmy z przyjaciół na gejów? Kiedy to się stało? Szczerze mówiąc nie pamiętam. Louis kończył bandażować moją dłoń. - Co miałeś na myśli mówiąc, że się nie dogadaliście? - Nie wiem jak to sformułować, więc przemilczę to pytanie - Harry, pozwoliłeś jej odejść?
To było zdecydowanie gorsze od poprzedniego.. Pozwoliłem? Nie, to co zrobiłem było gorsze.. 
Zacisnąłem powieki i zacząłem mierzwić dłońmi włosy. 
- Nie Louis, nie pozwoliłem jej odejść. Poczuła się przeze mnie do tego zmuszona. Zadowolony? Zraniłem ją bardziej niż powinienem, ale to co zobaczyłem w klubie nie chce mi wyjść z głowy, rozumiesz? Ciągle widzę jak on ją... - zacząłem gestykulować, mówić przez zaciśnięte zęby - Jak on ją przypierał do ściany, całował... Nie wiesz jakie to uczucie..
- To, że tego nie doświadczyłem nie znaczy, że nie jestem w stanie cię zrozumieć. To nie było tak, jak to widziałeś. Byłem przy tej sytuacji. Ja i twój ojczym. I kiedy tylko ją dotknął, a ona zaczęła się wyrywać, rzuciliśmy się w ich stronę. 
- Wyrywać?! Stała nieruchomo! - wstałem z łóżka i zacząłem krzyczeć, a łzy znów wypełniły mi oczy - Nie reagowała kiedy ich widziałem..
- Bo widziałeś, to co miałeś zobaczyć. Słyszałeś jak ktoś cię wołał dosłownie sekundę wcześniej?
- Jakie to ma teraz znaczenie?
- Takie, że drugi stał z aparatem i robił zdjęcie w tym samym momencie, kiedy ty się odwróciłeś. To on cię wołał. Ci dwaj to zaplanowali. Blondyn miał pocałować Martę, tak żebyś ty to zobaczył, a drugi miał zrobić zdjęcie jak się całują i od razu przesłać do sieci. Niestety zdążył to zrobić nim go dopadliśmy. 
- Skąd to wiesz? - Nie kłamała.. Oczywiście, że nie. Ona by mnie nie okłamała..
- Wszystko nam powiedzieli, zmiękli jak ich otoczyliśmy z resztą chłopaków. Marta cię wołała, biegła za tobą, ale ty nie byłeś łaskaw się nawet odwrócić. 
- Ty byś się odwrócił?
- Wydaje mi się, że tak, bo jeżeli się kocha, to nie ma siły, która w tak krótkim czasie wszystko zniszczy.
- To zdjęcie.. Nadal jest w internecie? - zapytałem po chwili
- Usunął je po pięciu minutach, ale wiesz jacy są fani.. i hejterzy... - zamknąłem oczy, z nerwów aż zaczęło mi się kręcić w głowie. - Poza tym, praktycznie aż do hotelu miałeś za sobą paparazzich. Marta jest z Eleanor. Nie martw się o nią.
- A dziewczyny?
- Ostatnio kiedy je widzieliśmy zajmowały się tymi dwoma.. Żeby to tylko przeżyli. - Uśmiechnąłem się pod nosem - Co jej powiedziałeś Harry?
- Chodzi raczej o to, czego jej nie powiedziałem.
- Musisz z nią porozmawiać. Oboje dobrze wiemy, że nie chcesz jej stracić, za bardzo ją kochasz. Nie miałeś jeszcze takiej dziewczyny, która wspierała cię mimo wszystko, Marta jest na każde twoje zawołanie, kiedy jest dobrze, źle, tyle hejtów z jakimi się konfrontowała, a mimo wszystko nadal tu jest. Wiesz jak ona się teraz czuje? Wyobrażasz sobie jak załamana musi być? Wierz mi, że jest z nią gorzej niż z tobą. 
- Nie będzie mnie teraz chciała widzieć..
- To ty tak uważasz, ale może będzie dla was lepiej, jak teraz sobie oboje wszystko przemyślicie. Porozmawiacie jutro, lot jest długi. 

Nikt nie powiedział, że miłość to same serduszka, kwiatuszki, motyki i konfetti. Nikt nie zapewniał, że będzie łatwo, zwłaszcza jeżeli jest się osobą publiczną, której każdy krok jest pod ścisłą kontrolą i analizą. Niedługo przyjdzie nam się zmierzyć z opinią tysięcy fanów. To, że nie wiedzą jaka jest prawda, sprawi, że ich osądy będą niesprawiedliwe i wyjątkowo bolesne, jak zawsze zresztą.  Siedzimy w samolocie od kilku godzin. Nie rozmawiałem jeszcze z Martą, nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że to wszystko nie powinno mieć miejsca? Albo od tego, że powinienem był odciągnąć go od niej? Teraz użalanie się nad sobą nie pomoże. Trzymam w dłoni jej prezent, niewielka paczuszka w białym papierze, który z ciekawością rozrywam. Nasze zdjęcie zrobione w trakcie świąt Bożego Narodzenia, siedziała mi na kolanach, obejmowała za szyję i całowała w policzek, a ja uśmiechałem się szeroko, tak samo teraz kiedy oglądam to zdjęcie. To zaskakujące jak jedno zdarzenie może namieszać, prawda?
Oprócz zdjęcia jest jeszcze list.. 
"Witaj słonko,
Mam świadomość, że mogłam Ci to wszystko powiedzieć, ale stwierdziłam, że list będzie bardziej odpowiedni. W razie czego będziesz miał wszystko czarno na białym.
Zacznę od tego, że znów miałam problem z kupieniem prezentu dla Ciebie. Nawet nie wiesz jakie to trudne! Gdybyś nie miał wszystkiego byłoby mi zdecydowanie łatwiej, ale w związku z tym, że sprawy mają się tak a nie inaczej, postanowiłam przekazać dwadzieścia tysięcy funtów fundacji, która zajmuje szczególne miejsce w Waszych sercach. Wiem ile dla Ciebie znaczy pomaganie innym, dla mnie również jest to jeden z ważniejszych życiowych priorytetów, więc myślę, że podzielasz moje zdanie.
Teraz, kiedy tę sprawę mamy już omówioną, chciałabym Ci powiedzieć:
MATKO BOSKA! MÓJ IDOL KOŃCZY DZISIAJ 20 LAT! OGARNIASZ TO STYLES?! 20 LAT... To jest po prostu nieprawdopodobne. Kiedy Was poznałam byliście grupą dzieciaków, którzy z czasem zawładnęli moim życiem, a dzisiaj w moim kochanym dziecięcym (nie bierz tego do siebie dzióbku) zespole nie ma żadnego nastolatka. To takie przykre. Wiesz, trzy lata temu zakochałam się w chłopaku pochodzącym z Holmes Chapel, miał słodki uśmiech i cudowny głos i dołeczki, które do dzisiaj mnie rozbrajają.. Śpiewał "Czyż ona nie jest urocza?" Zdobyłeś moje serce w bardzo krótkim czasie, masz je do teraz i będziesz miał na wieczność. Proszę Cię, nie złam mi go, mam tylko jedno. 
Nie masz pojęcia ile zawdzięczam Wam jako zespołowi i Tobie jako chłopakowi, który wywalczył marzenia, ale zaczął być oceniany przez cały świat. Pokochałam Cię nim Ty zacząłeś sobie zdawać sprawę z tego, że ktoś taki jak ja w ogóle istnieje. Dziwne nie? Pokochałam idola, który teraz jest moim chłopakiem. Scenariusz jak z bajki. Nie przypuszczałabym, że kiedyś doświadczę czegoś takiego. Nie myślałam, że znajdzie się ktoś kto mnie pokocha, a potem ma M&G spotkałam Ciebie. Na prawdę nadal ciężko mi uwierzyć w to, że jesteś mój. Codziennie rano patrzę w lustro i gratuluję sobie szczęścia, bo nie każda dziewczyna ma szczęście spotkać takiego anioła jakim jesteś Ty, Harry. 
Kocham Cię bardziej niż samą siebie. 
Ufam Ci bardziej niż samej sobie.
Oddałabym za Ciebie życie jeśli było by to konieczne.
Zostawiłabym Cię, jeżeli miałabym pewność, że to Cię uratuje. 
Zaopiekuję się Tobą w każdej sytuacji. 
Zawdzięczam Ci tak wiele Harry, że nie mam pojęcia jak mogłabym Ci za to wszystko podziękować.
Kocham Cię od bardzo dawna, a ta miłość z dnia na dzień rośnie. Jest to możliwe? 
Jesteś moją inspiracją Harry, jesteś moją miłością, moją duszą, jesteś częścią mnie. 
Jesteś sensem mojego życia, światełkiem w tunelu. Moim najlepszym przyjacielem.
Jesteś moim Aniołem Stróżem.

Wszystkiego najlepszego kochanie, bo przecież po to miał być ten list. 
Kocham Cię


Na zawsze Twoja,
Marta xx"

Jak mogłem pomyśleć, że ona mogłaby mnie zdradzić? Jestem takim kretynem...

Lotnisko było pełne fanów. Hałas, tłok, wszystko czego nie lubię, w jednym miejscu. Nasze bagaże jak zwykle zostały zabrane, Marta szła przed nami. Miałem nadzieję, że zaraz będę mógł do niej dołączyć. Nie mogę dłużej zwlekać z rozmową. Nie mogę jej stracić.
Rozdawaliśmy autografy, kiedy któryś z członków ochrony zaczął krzyczeć na fanów, już miałem go za to zbesztać, ale kiedy się odwróciłem zobaczyłem jak duża grupa fanów obrzuca Martę jajkami. Krzyczeli wyzwiska w jej stronę, na plakatach mieli zdjęcie, które dodał ten kelner. Z którejś strony usłyszałem jak ktoś życzy jej aby przejechał ją samochód. Marta szła przed siebie z podniesioną głową. Nie odpowiadała na zaczepki, nie krzyczała żeby przestali, wyglądało to tak, jakby z pokorą przyjmowała karę. Na którą nie zasłużyła. 
Moje serce zamarło. Jak można tak potraktować drugiego człowieka? No jak?! 
Rozpięła kurtkę którą miała na sobie, a która była już cała brudna, odwróciła ją na drugą stronę, tak że jej wełniane wnętrze przytuliła do siebie. Była coraz bliżej wyjścia z lotniska. Nie zatrzymywała się, nie odwróciła. 
- Na co czekasz?! Biegnij za nią! - krzyknął Zayn
To zadziałało trzeźwiąco. Zacząłem za nią biec, wołać jej imię, ale zupełnie tak jak ja wczoraj, nie reagowała. 
- Marta! Marta zaczekaj - dogoniłem ją na dworze. Miała na sobie tylko bokserkę, zawsze tak się ubierała kiedy miała na sobie grubą i ciepłą kurtkę. - Marta - złapałem ją za rękę, ale mi ją wyrwała
- Puść mnie -warknęła przez zaciśnięte zęby, nie spojrzała na mnie. To bolało...
- Zatrzymaj się - znów złapałem ją za rękę, ale znów mi ją wyrwała - Już jest dobrze..
- JUŻ?! A GDZIE BYŁEŚ PIĘĆ MINUT TEMU? CO? GDZIE BYŁEŚ KIEDY NIE BYŁO DOBRZE? KIEDY RZUCAŁY WE MNIE TYMI GŁUPIMI JAJKAMI, KIEDY PONIŻYŁY MNIE JAK NIGDY WCZEŚNIEJ?! - Milczałem, w moich oczach zaczęły wzbierać łzy - Własnie.. - powiedziała zrezygnowana
Odwróciła się do mnie plecami i chciała odejść. 
Jeżeli teraz jej na to pozwolę, już nigdy mogę jej nie zobaczyć. To mnie zabije.
Jej łzy, szloch i słowa, które chwilę temu usłyszałem dotknęły mnie do głębi. Jak mogłem do tego dopuścić? Anioł Stróż tak? Najgorszy z możliwych. Poszedłem za nią, złamałem za przedramię po raz kolejny ale nie pozwoliłem na to, by się wyrwała. Objąłem ją mocno, przyciskając do klatki piersiowej. Siłowała się ze mną, ale po chwili się poddała. Zaczęła płakać jeszcze bardziej, a ja razem z nią. Prawie zsunęła się na kolana, ale w ostatniej chwili ją złapałem i wziąłem na ręce. Objęła moją szyję, nadal łkając mi w pierś. 
- Wybacz mi - powiedziałem łamiącym się głosem - Zachowałem się jak ostatni dupek
Nie odpowiedziała, tylko mocniej mnie przytuliła. Uznam, że znaczy to tyle co "wybaczam".




Mam do Was małą prośbę.. Znów.
Jeżeli zmieniacie usernamy, a nadal chcecie być informowani o rozdziałach, proszę, informujcie i mnie o tym, dobrze? Ja nie wiem, jak niektórzy znajdują na tt kogoś kto zmienił user. Nigdy nie byłam dobrym szpiegiem ;/


poniedziałek, 3 lutego 2014

XXIII - 23


Od dzisiaj numery rozdziałów będę pisała cyframi arabskimi, rzymskie będą za długie xD
______________________________________


- Zamknij oczy i nie podglądaj. - Przymknąłem powieki tak, bym coś jeszcze widział. Ciekawość mnie zżerała co Marta i chłopacy wymyślili. - Powiedziałam nie podglądaj!
- No już dobrze. Przepraszam.. Gdzie idziemy?
- Nie udzielono mi pozwolenia na ujawnianie tak tajnych informacji. Uważaj, słup po prawej - pociągnęła mnie lekko za rękę, a moje ciało bez oporów jej uległo
- Pani przełożeni są bardzo surowi 
- Nie mam przełożonych, tylko wspólników i szczerze mówiąc, do bycia surowymi jest im daleko.
- Ilu jest tych wspólników?
- Czterech
- To całkiem spora ta wasza spółka. W jakiej branży się specjalizujecie?
- Wesela, imprezy urodzinowe, okolicznościowe.. - otworzyłem jedno oko i spojrzałem na nią, uśmiechając się szeroko - Jeżeli nie przestaniesz podglądać to i pogrzeby wpleciemy w zakres naszych usług. - Zaśmiałem się.
Od tygodnia znów jesteśmy w Ameryce, dokładniej w LA, ale jutro wracamy do Londynu na kilka dni, a potem wyruszamy dalej, najprawdopodobniej do Paryża. Pogoda w Los Angeles sprzyja jako tako, nie ma wielkich upałów, ale dzięki Bogu nie ma też takich mrozów jak w pozostałej części kontynentu. 
Moja zazwyczaj rozgadana dziewczyna jest dzisiaj bardzo milcząca i tajemnicza. Nie powiem, to drugie jest pociągające, ale mogłaby ze mną porozmawiać. Mam nieodparte przeczucie, że powodem tej powściągliwości są moje urodziny.
- Nie jest ci zimno w tej krótkiej sukience?
- Nie.
- Powiesz mi gdzie idziemy?
- Nie.
- Daleko jeszcze?
- Nie. - Tak podniecające rozmowy jeszcze nie prowadziliśmy. Westchnąłem głośno. Weszliśmy do jakiegoś budynku. Chłodne powietrze zamieniło się w przyjemne ciepło, a gwar towarzyszący nam całą drogę, ucichł. Zatrzymaliśmy się na chwilę. Poczułem na twarzy jakiś materiał. 
- Co  ty robisz? 
- Próbuję cię udusić. 
- Nie mam więcej pytań. - Przepaska, którą mi zawiązała oczy, w dotyku przypominała jedwab. Miękka, delikatna i zimna.
Usłyszałem dźwięk przywołujący windę i chwilę później jej otwierane drzwi. Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się dalej do naszego celu. Nasza podróż nie była długa, trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund. Opuściliśmy windę i ruszyliśmy dalej korytarzem.
- Wiem, że ty wiesz o tej imprezie - odezwała się Marta - ale masz udawać zaskoczenie, rozumiesz?
- Jaka impreza? Dla mnie? - starałem się żeby w moim głosie brzmiało zdziwienie, ale chyba mi się nie udało, bo moja księżniczka zaczęła się śmiać. Miałem zawiązane oczy, więc moje zmysły stały się bardziej wyczulone. Nie widziałem Marty, ale poczułem jak się zatrzymuje, staje naprzeciw mnie, a kiedy jej ręce spoczęły na moim torsie przez moje ciało rozlała się fala pożądania. 
- Kocham cię - powiedziała i pocałowała mnie w czubek nosa. - Gotowy? 
- Z tobą zawsze.
- Zdejmij opaskę.
Rozwiązałem delikatny materiał, spojrzałem na Martę i uśmiechnąłem się szeroko. Miała na sobie sukienkę, którą kupiłem jej na święta, włosy spięte po jednej stronie i delikatny makijaż, który mimo swej łagodności nieziemsko podkreślał jej oczy. 
- Pięknie wyglądasz - przysunąłem się do niej bliżej, objąłem jedną ręką w talii i odwróciłem twarzą do siebie. 
- Dziękuję, ty również wyglądasz dziś zabójczo - odpowiedziała uśmiechając się zalotnie. Nachyliłem się aby ją pocałować, ale się odsunęła - Goście czekają. - Powiedziała i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić otworzyła duże drzwi z brązowego drewna.
Moim oczom ukazała się wielka sala, pełna ludzi. Najbliżsi przyjaciele i rodzina. Wszyscy stali w półkolu i czekali na nasze przyjście. Zdziwienia nie musiałem udawać, bo na widok tych wszystkich ludzi szczęka mi sama opadła. Nie spodziewałem się, że moi rodzice przyjadą, nie spodziewałem się zobaczyć Eda, bo jest w trakcie trasy koncertowej, są też dziewczyny i nawet Elizie udało się przyjechać. Tyle zachodu na jeden wieczór.. Mam wspaniałych przyjaciół, prawda? Oczywiście, że tak.
Chłopacy zaczęli śpiewać "sto lat" a reszta podchwyciła ten pomysł. Stałem i uśmiechałem się tak szeroko, że policzki zaczęły mnie boleć. Wszyscy zaczęli mi składać życzenia, w sumie to każdy się powtarzał, no bo spójrzmy prawdzie w oczy, czego mi można życzyć? Mam wszystko czego może pragnąć chłopak w moim wieku. Śliczną, mądrą i kochaną dziewczynę, najlepszych przyjaciół pod słońcem i rodzinę, która stoi za mną murem, spełniłem swoje marzenia, mam oddanych fanów, zjeździłem cały świat. Niczego więcej mi nie trzeba.
- Wszystkiego najlepszego mój staruszku - Marta pojawiła się u mojego boku, założyła mi ręce na szyi i pocałowała przelotnie, kiedy już wszyscy złożyli mi życzenia
- Staruszku.. No, lepiej podsumować tego już nie mogłaś. 
- Prawda boli.. Chcesz coś do picia? Wody? Soku? Może coś mocniejszego?
- Nie musisz mnie obsługiwać, sam sobie poradzę. - Spojrzałem na nią z rozbawieniem
- Chciałam być miła, w końcu masz urodziny, ale jak nie to nie. - Prychnęła. - Idź pogadać z rodzicami, z Ed'em, dawno ich nie wiedziałeś.
- A ty co będziesz robiła? 
- Posiedzę z dziewczynami, potańczę, będę pilnowała żebyś się nie upił - podniosła znacząco brew
- Ja? Ja się nie upijam - Teraz podniosła obie brwi
- Uznajmy, że ci wierzę. - Ostatni pocałunek w policzek i poszła do dziewczyn.
Nie wiem dokładnie gdzie jesteśmy, bo przecież nie pozwoliła mi podglądać, ale stawiam, że jest to jeden z klubów, który wcześniej odwiedziliśmy. Pamiętacie Gravity? Klub, w którym uderzyłem jakiegoś kolesia bo obraził Martę, ten w którym Natalii złamano nos i ten, kiedy po imprezie w nim odbieraliśmy chłopaków z komisariatu? Właśnie tu chyba jesteśmy. Jestem tego pewien w 90%. Gravity też ma kilka pięter. Na dole dyskotekę, a na kolejnych piętrach sale, które można wynajmować. 
- No stary - usłyszałem głos Eda - skończyły się nastoletnie lata twojego życia. 
- Mówisz tak, jakbym skończył co najmniej trzydzieści lat.
- Nawet się nie zorientujesz kiedy to się stanie. Będziemy stali w ogródku twojego domu na przedmieściach, przy grillu, popijali piwo i dumali nad starymi czasami.
- Błagam cię, chłopie.. Chodź się napić, a nie wróżysz mi tu przyszłość.
Podeszliśmy do baru, obaj zamówiliśmy po drinku i powoli je popijaliśmy. Odwróciłem się tyłem do baru, opierając się o niego plecami i wyszukałem wzrokiem Marty.
- Myślałem, że masz trasę - zacząłem rozmowę upijając kolejny łyk napoju alkoholowego jaki dostałem
- Bo mam. - Czułem, że Ed patrzył na mnie, ale ja nadal patrzyłem na poruszającą się na parkiecie Martę, która porwała do tańca Robina. Uśmiech wpełzł na moją twarz niespostrzeżenie. - Nieźle cię wzięło...
- Z czym? - spojrzałem w końcu na przyjaciela
- Z nią. - Wskazał głową w stronę parkietu
- Jak widać.. To chyba ta jedyna. 
- Młody jesteś, jeszcze wiele przed tobą.
- Odezwał się podstarzały grzyb, który kończy swoje marne życie.
- Wow. To było.. Głębokie. Chyba napiszę o tym piosenkę - uśmiechnął się drwiąco. Dawno nie miałem okazji zobaczyć tego uśmiechu, więc i ja się uśmiechnąłem.
- Kiedy znów wyjeżdżasz? 
- Za 3 godziny muszę być na lotnisku. 
- Ile tu jesteś?
- Jakąś godzinę - odpowiedział spoglądając na zegarek. Uśmiechnąłem się, spuszczając głowę i kręcąc nią z niedowierzaniem - Styles, jak mógłbym przegapić okrągłe urodziny mojego bff? 
- Nie mógłbyś - obaj się zaczęliśmy śmiać.
- Jeszcze raz to samo. Dwa razy - Ed zwrócił się do barmana
- Wpuszczą cię pijanego na pokład? 
- Po dwóch drinkach nic mi nie będzie
- Nasze dwa drinki zazwyczaj kończą się na dwucyfrowej liczbie, a wtedy już cię porządnie bierze..
Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas przy barze. Wypiliśmy kolejne trzy kolejki i zaczynało się robić zabawnie. Zdjąłem marynarkę, bo temperatura tutaj nieustannie rośnie. 
- Widzisz tego kolesia tam? - Ed wskazał na jednego z kelnerów
- Tak. I co? - Nie bardzo rozumiem o co mu chodzi
- Uważaj na niego. Od początku imprezy ciągle kręci się obok Marty. Mam wrażenie, że gdyby mógł przywiązałby się do niej.
Wysoki, ale niższy ode mnie blondyn w czarnych spodniach, białej koszuli i małej czarnej muszce właśnie obsługiwał stolik dziewczyn i perfidnie, jak gdyby nigdy nic ocieraj się o moją dziewczynę. Znam ją i jej ciało na tyle, by stwierdzić, że było to dla niej niewygodne. Próbował z nią flirtować, ewidentnie ją podrywał. Gdybym wypił drinka więcej, straciłbym panowanie nad sobą. 
- Będę miał go na oku - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Telefon Sheerana zaczął dzwonić, odebrał i po krótkiej chwili się rozłączył. 
- Jak ten czas leci.. Muszę już iść. Mam nadzieję, że niedługo znów się zobaczymy bracie. - Przytulił mnie i poklepał po plecach - Jeszcze raz najlepszego - uśmiechnął się i zaczął iść w kierunku wyjścia. 
Odszedłem od baru i po drodze na parkiet złapałem za rękę moją mamę. Kompletnie się tego nie spodziewała i o mało ci nie straciła równowagi, ale wybrnęliśmy z tej sytuacji bez szwanku. 
- Witaj mamo, po raz kolejny - uśmiechnąłem się i położyłem jej jedną dłoń na talii a drugą trzymałem jej dłoń.
- Piłeś? - wywróciłem oczami
- Mamo. Nie jestem już dzieckiem.. 
- Co nie zmienia faktu, że dla mnie zawsze nim będziesz i że się o ciebie martwię
- Nie przesadzę z alkoholem, obiecuję - obróciłem ją w tańcu. 
- Marta was tu ściągnęła? - zapytałem
- Tak. Zadzwoniła i powiedziała, że planują z chłopakami twoje urodziny i ucieszyłbyś się gdybyś my przyjechali, zresztą ona też. 
- Jak ona mnie dobrze zna 
- Lubię ją. Sympatyczna z niej dziewczyna - uśmiechnęła się
- Ja jestem w niej szaleńczo zakochany - nachyliłem się i pocałowałem mamę w policzek - Odbijany! - Puściłem mamę i Przyciągnąłem do siebie Natalię rozdzielając ją i Nialla. Pewnie mi się za to dostanie. Ale co tam. Mam urodziny.
- Łooł Harry, powoli. - Zaśmiała się - Piłeś.. I mnie nie zawołałeś? Jak mogłeś.
- Nic straconego, jeszcze możemy się napić razem.
- Nie ma na co czekać, chodź - pociągnęła mnie w stronę baru, zabraliśmy swoje drinki i wróciliśmy na parkiet.
- Natalia? Czy ten kelner przystawiał się do Marty, kiedy obsługiwał wasz stolik? - wskazałem głową w kąt sali, gdzie teraz stał blondyn
- Marta mu się podoba, to widać, ale zbywała go ilekroć przyszedł.
- Grzeczna dziewczynka - mruknąłem i uśmiechnąłem się z wyższością.
- Jeszcze raz to samo? - Natalia uniosła niewielką szklankę, albo nadzwyczaj duży kieliszek. Sam już nie wiem co to było
- Nie, coś innego weź. 
- Wedle życzenia. - Po chwili wróciła z nowymi, pełnymi szklankami. Napój w tych miał ciemnoniebieski kolor, a na randzie szklanek były przyklejone kryształki cukru.
- Idę zatańczyć z moją dziewczyną. Jeszcze nie tańczyliśmy razem - wstałem ze stołka barowego, chyba za szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Zamknąłem oczy i otworzyłem je znowu, już lepiej.
Podszedłem do Marty, zasłoniłem jej dłońmi oczy i usłyszałem jej śmiech. Odwróciła się twarzą do mnie, złapała za ręce i zaczęła tańczyć. 
- Nasz pierwszy taniec tego wieczoru - powiedziałem
- Rzeczywiście pierwszy. Gdzie jest Ed? Nie widzę go nigdzie.
- Musiał już jechać.
- Szkoda. Nawet nie miałam okazji z nim porozmawiać.
- Jeszcze nie jeden raz będziesz miała.
W tle leciała piosenka One Republic Something I need. Marta podśpiewywała cicho. Wyglądała pieknie. Włosy już miała lekko potargane od tańców, policzki miała zarumienione, a oczy się jej świeciły jak latarnie morskie. 
- Oczy ci się świecą - powiedziałem - Ile wypiłaś?
- Mniej niż ty.. - uniosła brew. - Nie pij więcej. - Tym razem ja uniosłem brew
- Proszę? - Zmarszczyła czoło i zaczęła mrugać powiekami. Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się przytakując. - Dziękuję - teraz i ona się uśmiechała
- Harry! - Zawołał Zayn, a kiedy odszukałem go w tłumie uniósł do góry dwa kieliszki. Jeden swój, drugi zapewne dla mnie. Spojrzałem na Martę, znów na Zayna, teraz koło niego stali też Liam, Louis i Niall. Czuję, że jeśli pójdę, na jednym kieliszku się nie skończy. Znów przeniosłem swój wzrok na Martę.
- Idź - powiedziała - Ale nie przesadzaj.
- Obiecuję - pocałowałem ją w policzek i po kilku sekundach byłem przy chłopakach.
- No stary. Teraz One Direction nie ma żadnego nastolatka.. Za stare czasy! - powiedział Niall
- Za stare czasy! - powiedzieliśmy jednocześnie i opróżniliśmy zawartość kieliszków. Tak samo kilka następnych.
- Idę do toalety - powiedziałem i zostawiłem chłopaków przy barze. 
Wszedłem do łazienki i kogo widzą moje piękne oczy? Blond kelnera, któremu podoba się moja dziewczyna. Ciekawe, nie mają toalet dla personelu? Wszedłem do jednej z kabin, żebym nie musiał go oglądać przy opróżnianiu pęcherza, ale kiedy wyszedłem nadal tam był. Robił coś na telefonie, wyglądało jakby pisał sms. W ogóle nie przejął się moją obecnością. Podszedłem do umywalki, odkręciłem wodę, zmoczyłem ręce i przetarłem twarz, po czym zmierzwiłem włosy. 
Oo.. Wyszedł. Nie znam go, ale nie potrafię go ścierpieć. Alkohol, który wypiłem mi nie pomaga.
Stałem jeszcze chwilę przed lustrem patrząc w nie. Obiecałem, że się nie upiję. Pokręciłem głową, wziąłem papierowy ręcznik, wytarłem ręce i wyszedłem. Rozglądałem się po sali, ale nigdzie nie widziałem Marty. Zgubiła mi się w tłumie tańczących ludzi. 
- Eliza widziałaś Martę? 
- Nie, niestety. 
Och. 
- Widziałaś Martę? - zapytałem Kasi, która stała przy barze
- Przed chwilą była z Mileną.
 To też mi nie pomogło. Horana i Natalii nawet nie pytam, są zbyt zajęci sobą. Mileny też nigdzie nie widzę. Odwróciłem się w prawą stronę, miałem wrażenie, że ktoś mnie woła, ale nie zobaczyłem nikogo, kto by czekał aż nasze oczy się spotkają. Za to zobaczyłem coś bardziej ciekawego.. W końcu znalazłem Martę. 
I kelnera.
On całuje moją dziewczynę. 
Przypiera ją do ściany i całuje.
Żołądek wywróciło mi do góry nogami.. Marta? Miała być inna. Jest inna. A może tylko tak mi się wydaje? "Kocham cię" jeszcze kilka godzin temu mi to powtarzała. Jaki ja jestem naiwny. Haha.. Jak dziecko.. Zmierzwiłem dłonią włosy i odwróciłem się kierując do wyjścia. Dlaczego do nich nie podejdę? Odpuszczę? Zależy mi na niej. Nie. Za dużo wypiłem. To nie ma sensu.. 
Rozrywa mnie w środku. Chce mi się płakać. Oczy mnie pieką, serce rozrywane na kawałki boli. Ten tępy, bezlitosny ból narasta za każdym razem, kiedy przed oczami pojawia mi się obraz tego kolesia dotykającego i całującego ją. Miłość i sens mojego życia. Koniec... 
- Harry! - ktoś wołał za mną, ale mnie to już nie obchodziło. - Harry! HARRY! - Marta.. To ona woła. To jej głos..
Teraz to bez znaczenia. Nie chcę z nią rozmawiać. Nie chcę jej widzieć. 
Najlepsze urodziny jakie przyszło mi obchodzić.

Najlepsze.
__________________________________________
ZA WSZELKIE BŁĘDY I POWTÓRZENIA PRZEPRASZAM

Znów czekaliście 2 tygodnie..
Miałam ferie i nie było mnie przez cały ten czas, a teraz szkoła... Dzisiaj pierwszy dzień i chyba się załamię. Ile ja mam sprawdzianów w tym tygodniu -.- Boże..

Mam nadzieję, że rozdział się podobał, nawet nie mam kiedy przeczytać, bo muszę się uczyć ><
Liczę na szczere opinie xx

ŻYCZĘ UDANYCH FERII KAŻDEMU KTO JE WŁAŚNIE ZACZĄŁ <3