środa, 26 marca 2014

28

Obudziłem się rano, właściwie to chyba nad ranem. Było jeszcze ciemno, chociaż, gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się jasnoniebieskie pasy wzdłuż nieba. Marta spała opierając głowę na mojej klatce piersiowej, obejmując mnie ramieniem i oddychając równo. Przyciągnąłem jej ciało do swojego jeszcze bardziej. Jej bliskość sprawiała, że całe zło odchodziło, miała w sobie coś, co je odpędzało. Nigdy nie sądziłem, że zakocham się tak szybko, a zarazem tak bardzo. Miłość od pierwszego wejrzenia postrzegałem jako mit, coś nierealnego, a już na pewno nie silnego, trwałego i ciągłego. Od dnia, w którym po raz pierwszy zobaczyłem jej zdjęcie, od dnia, kiedy spotkaliśmy się na m&g minęło tyle czasu, a ja nadal czuję to co wtedy, a nawet coś więcej, o ile to możliwe. Pamiętam jak spojrzałem w jej zaczerwienione od płaczu oczy, mimo łez były głęboko niebieskie, i pomyślałem, że nigdy wcześniej nikogo takiego nie spotkałem. Bardzo skutecznie odwracała moje myśli od tego czym powinienem był się zajmować. Namieszała mi w głowie i to konkretnie.
Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech na wspomnienie naszego skoku na bungee.
"- Spodobało ci się, hmm? - poruszyłem brwiami, na co przewróciła oczami
- Nogi mam nadal jak z waty i boję się, że nie będę w stanie stać o własnych siłach.."
Przypuszczam, że to była po prostu wymówka, żeby się do mnie poprzytulać, ale nie mogę jej mieć tego za złe.
Codziennie zastanawiam się czym sobie zasłużyłem na tego anioła, którego włosy leżą rozsypane po poduszce i łaskoczą mnie w bok. Każdego dnia trapi mnie myśl, że w końcu odejdzie, że znajdzie kogoś przy kim życie będzie mniej skomplikowane i nie będzie narażona na żadne niemiłe komentarze i bezczelność moich fanów. Moja wredna wyobraźnia podsuwa mi zbyt często i zbyt realistyczne obrazy, w żadnych z nich nie jestem tym, któremu mówi "tak" przed ołtarzem, tym z którym chodzi na spacery do parku z dziećmi, tym, który siedzi obok niej na bujanym fotelu w podeszłym wieku. Wszystko to co się dzieje napawa mnie przerażeniem, nie strachem a przerażeniem, bo nie mam wpływu na to co przyniesie los. Łzy zaczęły piec mnie pod powiekami, więc zamknąłem oczy i bardzo powoli zacząłem wypuszczać powietrze z płuc.
- Śpisz? - zapytała cicho
- Nie. - Oparłem policzek o jej czoło - Dlaczego nie śpisz?
- O to samo mogłabym zapytać ciebie.
- Tak się wierciłaś, że musiałem zachować czujność, żeby nie znaleźć się na podłodze.
- Nie wiercę się! - syknęła cicho.
- Oj, kiedy chcesz to potrafisz - zaśmiałem się cicho
- Bez żadnych insynuacji, proszę.
- Obudziłem cię?
- Tak, tą niemożliwie głośną ciszą..
- Tylko ty witasz mnie sarkazmem z samego rana - pocałowałem ją w czoło - A tak w ogóle, dzień dobry myszko.
- Dzień dobry mój książę. Wiesz, muszę powiedzieć, że masz bardzo seksowny głos rano, zwłaszcza kiedy się śmiejesz.
- Na prawdę tylko rano? Myślałem, że przez cały czas mam taki głos.
Nie odpowiedziała, zamiast tego podniosła się lekko, utrzymując ciężar ciała na ręce, przysunęła się do mnie i zaczęła mnie całować, po policzkach, czole, brodzie, nosie, bardzo starannie unikając ust, a na co tak bardzo czekałem.
- Uhmm - jęknąłem w ramach sprzeciwu, kiedy się odsunęła
- Co "uhm"?
- Nie przestawaj - przyciągnąłem ją jeszcze bliżej, próbując ją pocałować
- Przykro mi, ale muszę do toalety.
- Nie musisz
- Muszę. W tym wieku nie wypada już moczyć łóżka. Mógłbyś mi podać koszulkę?
- Gdzie jest? - zapytałem nie odwracając od niej wzroku - Nic nie widzę.
- Może dlatego, że nawet się nie odwróciłeś?
- Może.. Możesz przecież iść tak - mruknąłem uśmiechając się znacząco
- Wiem, że nie miałbyś nic przeciwko, ale nie, dzięki.
- Nie daj się prosić - szturchnąłem jej nos swoim
- Styles, nie przeginaj.
- Jaa? - zapytałem przeciągle
Westchnęła, nachyliła się przeze mnie i sięgnęła po moją koszulkę, która leżała zaraz przy łóżku.  Usiadła, kołdrę miała naciągniętą na klatkę piersiową, włosy opadały jej na plecy, w taki sposób, że nie mogłem się oprzeć by nie opleść ich sobie wokół palców.
- To łaskocze - powiedziała przeciągając materiał przez głowę, po czym wstała i naciągnęła go tak, aby zasłaniał jej tyłek, co było zbędne, bo moje koszulki sięgały jej prawie do połowy uda.
- Wstydzisz się? - Uniosłem brwi i kąciki ust jednocześnie
- Nie? Po prostu troszczę się o twój testosteron. Lepiej żeby nie buzował z samego rana. - Schyliła się i podniosła swoją bieliznę i kręcąc biodrami kiedy ją na siebie naciągała
- Chyba na to trochę za późno. Wracaj szybko
Rzuciła tylko krótkie "jasne" i wyszła, a właściwie wybiegła z pokoju. Zmusiłem się żeby wstać z łóżka i odszukać swoje bokserki, które były niewidoczne pod naszymi ubraniami. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 7.10 "O Boże.." jęknęła moja podświadomość. Położyłem się znów na łóżku, pościel była była zwinięta u dołu łóżka. Telefon Marty zaczął dzwonić, spojrzałem na wyświetlacz, z nadzieją, że to ktoś z kim się dogadam, a konkretniej, że to nikt z jej rodziny, bo nie będę w stanie nic powiedzieć ani nawet zrozumieć nic więcej niż "cześć" czy "dzień dobry". Akurat jak na złość okazało się, że to jej mama. Odebrać? Dukać i jąkać się chcąc powiedzieć, że Marta jest w toalecie? Może lepiej nie, bo co by jej mama powiedziała na to, że odbieram jej telefon kilka minut po siódmej. Telefon przestał dzwonić w momencie, kiedy Marta weszła do pokoju.
- Twoja mama dzwoniła. - Wyciągnąłem rękę z telefonem w jej kierunku
- Tak wcześnie? Jesteś pewien, że nie jest wyświetlane połączenie ze wczoraj?
- Całkowicie, bo telefon własnie umilkł.
- Muszę oddzwonić. - Powiedziała i zaczęła chodzić nerwowo po pokoju wybierając numer do mamy
- Coś się stało? - Usiadłem na łóżku
- Nie wiem. Mam złe przeczucie, mama nie dzwoni tak wcześnie.. Poza tym, weźmy pod uwagę fakt, że jednak w Polsce jest godzina w tył..
Nie trwało długo jak Marta zaczęła rozmowę. Włosy miała spięte w lekki kucyk, z którego pasma włosów się jej wymykały i opadały na oczy. Podeszła do drzwi zamykając je cicho, oparła się o nie plecami, patrząc ślepo w jeden punkt. Była blada, wyglądała jakby zaraz miała zemdleć. Patrzyłem na nią niepewny tego co zaraz się stanie, ale zanim zdążyłem wstać osunęła się po drzwiach a łzy płynęły jej po policzkach. Rozłączyła się i położyła telefon na podłodze obok siebie.
- Marta? - usiadłem na przeciwko niej, wydawała się mnie nie zauważać. - Kochanie o co chodzi?
Nie jestem pewien co się stało, ale na pewno nie było to nic dobrego. Nie widziałem jej jeszcze w takim stanie. Była w chwilowym szoku i pewnie tylko dlatego była tak opanowana. Nie wiem co powiedzieć, nie chcę naciskać na nią, ale z drugiej strony muszę wiedzieć co się stało, przecież inaczej jej nie pomogę.
- Kochanie powiedz mi co się stało.. Proszę cię - odezwałem się cicho
Spojrzała na mnie, kąciki ust jej drżały, a oczy znów zaszły jej łzami
- Mój dziadek - powiedziała cicho - Jest w szpitalu, w ciężkim stanie. Miał dwa zawały, jeden po drugim.
Zacisnąłem powieki i przytuliłem ją do siebie.
- Przykro mi.
- Muszę do niego jechać.. - odsunęła się ode mnie i wstała. Podeszła do szafy, wyjęła z niej dużą torbę i zaczęła się pakować.
Ja również wstałem, podszedłem do niej, znów, i znów ją przyciągnąłem do siebie. Nie protestowała. Kiedy tylko pocałowałem ją w czoło, a ona zaczęła płakać. Objęła mnie mocniej i zanosiła się płaczem. Trwało to kilka minut zanim doszła do siebie
- Mógłbyś mi za-bookować bilet, proszę? Ja muszę się spakować.
- Oczywiście.
Wziąłem telefon i wyszedłem do salonu. Wybrałem numer do Simona, żeby poinformować, że lecę z Martą do Polski.
- Harry? - usłyszałem zaspany głos Cowell'a
- Przepraszam, że dzwonię tak wcześnie, ale to ważne.
- Co się stało? - dlaczego mam wrażenie, że aż się podniósł?
- Dziadek Marty jest w szpitalu, muszę lecieć z nią do Polski. - Milczał przez chwilę jakby moje słowa do niego nie docierały
- Harry, przykro mi, ale jutro zaczynacie przygotowania do trasy.
- Pamiętam..
- Kiedy byś wrócił?
- Nie wiem.
- Co innego gdybyś wiedział ile to potrwa, wtedy można by ustalić inaczej grafik, ale w takim wypadku, to nie jest możliwe.
- Simon, proszę cię. On jest w ciężkim stanie, Marta jest załamana, a ja nie chcę żeby leciała sama.
- Niech któraś z jej przyjaciółek z nią leci.
- Dobrze wiesz, że to nie to samo - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Mam tego świadomość, ale ty masz pracę. Nie możesz tego lekceważyć, gdyby to był twój dziadek..
- Gdyby to był mój dziadek, nie pytałbym o pozwolenie. - Powiedziałem i rozłączyłem się.
Oddychałem płytko. Złość narastała we mnie z sekundy na sekundę. "Gdyby to był twój dziadek" ten człowiek jest dla mnie jak dziadek. Nie tylko ze względu na Martę, ale ze względu na mile spędzony z nim czas podczas świąt. To, że nie potrafiliśmy porozmawiać nie przeszkadzało nam zupełnie w niczym.
Wybrałem numer na lotnisko, za-bookowałem dwa bilety, jeden dla Marty, jeden dla którejś z dziewczyn i wróciłem do pokoju Marty. W progu minąłem się z wybiegającą Kasią.
- Przepraszam, ale nie mogę z tobą polecieć.. - powiedziałem - Simon stęka.. Przepraszam
- Nie masz za co. Masz pracę. - Powiedziała zamykając torbę. Była już ubrana.
- Mówisz tak jak on. - Westchnąłem i też zacząłem się ubierać. - Bilety na was czekają, samolot macie za trzy godziny. Odwiozę was.
- Dziękuję - podeszła i pocałowała mnie krótko.
- Hej, wszystko będzie dobrze - uniosłem jej brodę tak by na mnie spojrzała - uwierz mi
- Chciałabym, ale nie potrafię.
- Twój dziadek jest silny
- Ale też wiekowy. Jeżeli jemu by się coś stało, a mnie nie było by przy nim.. Nie wybaczyłabym tego sobie. Kiedy się przeprowadzałam starał się cieszyć ze mną, ale widziałam jak walczy sam ze sobą. Mieli tam tylko mnie, reszta w Niemczech. Codziennie przed i po szkole ich odwiedzałam. Mogłam z dziadkiem przegadać godziny, nawet tego nie zauważając. Opowiadał mi o dawnych czasach i w ogóle. Właściwie to on i babcia mnie wychowali, mama wyjeżdżała do pracy za granicę jak byłam mała i rzadko ją widywałam. A dziadkowie? Oni byli zawsze. Dziadek uczył mnie pisać, czytać, jeździć na rowerze. Boże ile śmiechu było - uśmiechnęła się a oczy zabłyszczały - a teraz on leży w szpitalu, a mnie nie ma u jego boku.
- Już niedługo będziesz skarbie. Jeszcze sobie porozmawiacie, powspominacie. Będzie dobrze, zobaczysz.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.

piątek, 14 marca 2014

27


Czerwień.. Chyba wiecie co to oznacza? Miłego czytania xD

Siedziałem w salonie razem z dziewczynami i czekałem aż Marta wyjdzie z łazienki. Natalia leżała na podłodze, rozłożona jak rozgwiazda i wzdychała ciągle, Milena leżała na kanapie, a Kasia rozciągała bolące, tak mi się wydaje, mięśnie. W końcu drzwi do łazienki otworzyły się i wyłoniła się z nich Marta w samej bieliźnie. 

- Mam wrażenie, że gdybyś mogła to zamieszkałabyś w wannie - powiedziałem patrząc na nią, a właściwie pochłaniając ją wzrokiem. Miała na sobie niebieski stanik w czarne cętki i czarne figi w niebieskie cętki.
- Może nie zamieszkała, ale zdecydowanie odwiedzałabym ją częściej i na dłużej. - Uśmiechnęła się, ukazując tym samym dołeczki, które miała przy ustach - Napijesz się czegoś?
- Chętnie - odpowiedziałem
- Zjesz coś? 
- Ciebie - pomyślałem - Nie, dziękuję - odpowiedziałem i wstałem z kanapy ruszając za Martą do kuchni.
- Nie umiem wstać - usłyszałem głos Natalii. - Śmierdzę, ale nie dam rady się podnieść 
- Otworzymy balkon i się wywietrzymy. Nie będziemy musiały się ruszać - zaproponowała Milena
- Marta! Chodź otwórz balkon - zawołała Kasia
- Nie ma mowy, że będziecie zasmradzać mi mieszkanie. Przygotowałam kąpiel, więc od razu możesz wchodzić. Natka? 
- Śpię.. 
Marta przewróciła oczami. Podeszła do lodówki, wyjęła sok, z szafki dwie duże szklanki, które od razu napełniła i znów otworzyła lodówkę by schować dzbanek z napojem. Schyliła się nieco bardziej, tym samym bardziej wypinając swoją pupę, tak że aż mi się podniosło ciśnienie.. i nie tylko one. 
- Robisz to specjalnie? - zapytałem
- Nie. Po prostu kiedy przyklęknę, to nie wstanę. Masz ochotę na winogrona? - Wyjęła z lodówki półmisek - Ja mam - powiedziała nie czekając na moją odpowiedź.
Wziąłem szklanki i ruszyłem do dobrze mi znanego pokoju. Duże dwuosobowe łóżko było zaścielone dla dwóch osób, okno uchylone, wpuszczając do środka świeże powietrze i gwar dochodzący z ulicy. Marta mnie wyminęła, podchodząc do niewysokiego stolika i kładąc na nim półmisek. Ustawiłem się za nią, położyłem szklanki, po czym moje dłonie automatycznie przywarły do jej ciała zamykając ją w uścisku.
- Harry, błagam cię. Wszystko mnie boli - jęknęła krzywiąc się lekko z bólu
- Przepraszam - szepnąłem jej do ucha i rozluźniłem uścisk pozwalając jej odwrócić się przodem do mnie. - Połóż się, rozmasuję to ciało
- Chciałeś powiedzieć zwłoki, ale czytasz mi w myślach. Właśnie miałam ci jakoś delikatnie zasugerować, że masz to zrobić - uśmiechnęła się, stając na palcach i całując mnie w policzek. 
- Ah tak? - Uniosłem brwi - I jak byś tego dokonała?
- Nie wystarczy, że stoję w bieliźnie? Widzę jak cię kusi - zmrużyła oczy, siadając na łóżku
- Na prawdę jestem aż tak przewidywalny?
- Od wczoraj. Podasz mi proszę miskę z owocami?
Usiadłem obok, z półmiskiem na kolanach i uśmiechałem się patrząc jak je. 
- Chciałbym cię zabrać w pewne miejsce - odezwałem się w końcu 
- Jakie miejsce? 
- Chciałbym żebyś mi w czymś pomogła - powiedzieć jej już teraz, że mam zamiar kupić motor? 
- Okej - powiedziała, przeciągając powoli samogłoskę "e" - Powiesz mi coś więcej na ten temat? - zapytała po chwili, a ja się tylko uśmiechnąłem - To nie - włożyła do ust kolejną kuleczkę
- Jak było na siłowni?
- Fajnie, ale chyba za bardzo dałyśmy się ponieść. Dawno nie ćwiczyłyśmy tak intensywnie
- Rozgrzałyście się?
- Nie geniuszu, na to nie wpadłyśmy...
Ironiczna strona Marty, to chyba ta, do której najbardziej mnie ciągnie. Mówi to, co myśli, jest zadziorna i pyskata, podoba mi się to. Nie, żeby ta łagodna, urocza i miła mnie nie pociągała, bo obie mają na mnie mocny wpływ. 
Kiedy już się najadła, rozmawialiśmy, a ja w tym samym czasie rozcierałem bolące mięśnie Marty. 

- Motor? Poważnie? - spojrzała na mnie sceptycznie, kiedy następnego dnia miała mi pomóc wybrać jedną z tych maszyn.
- Tak - odpowiedziałem uśmiechając się szeroko - Nie podobają ci się?
- Podobają, ale nie w tym rzecz.
- Więc w czym?
- Za każdym razem, kiedy na niego wsiądziesz, ja będę przechodziła zawał. To jest niebezpieczne.
- Będę uważał - powiedziałem 
- To, że ty będziesz uważał i jeździł przepisowo, nie znaczy, że każdy kierowca tak będzie robił. Tyle się słyszy o tych wszystkich wypadkach.. - przytuliłem ją do siebie 
- Nic mi się nie stanie, obiecuję - spojrzała na mnie, z miną świadczącą, że nie do końca mi wierzy, ale w końcu założyła mi ręce na szyi i przewracając oczami  powiedziała:
- Ten po prawej jest fajny - czarny, masywny i jeden z najlepszych, o to mi właśnie chodziło. Uśmiechnąłem się do niej i musnąłem delikatnie jej usta. 
- Zaraz wracam - powiedziałem i udałem się do sprzedawcy, aby poprosić o jazdę próbną. 
Damian, sprzedawca, wyszedł ze mną na dwór i powiedział wszystko, co już wcześniej wiedziałem, podał mi kluczyki i życzył miłej zabawy.
- No, to jedziemy na przejażdżkę - pociągnąłem Martę za rękę, a uśmiech nie znikał z mojej twarzy
- Co?! - pisnęła - Jakie my? 
- Ty i ja - powiedziałem
- Nie, nie, nie. Ja na to nie wsiądę.
- Dlaczego?
- Boję się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Ze mną jesteś bezpieczna.
- Z tobą tak, ale nie z tymi kretynami na drogach.
- Kochanie, nie daj się prosić
- Harry..
- Myszko, no proszę? To tylko kilka minut. - Trzymałem jej dłoń i bawiłem się jej palcami
- Nie przekroczysz dozwolonej prędkości? - zapytała po chwili
- Może troszeczkę..
- Harry! - otworzyła szerzej oczy
- Żartowałem. Chodź - uśmiechnąłem się i podałem jej kask. 
- Boże, miej nas w opiece - powiedziała, a ja wybuchnąłem śmiechem
- To nie jest śmieszne.
- Jest.

- Jesteśmy sami? - zapytałem
- Na to wychodzi. - Zawołała Marta z kuchni - Dziewczyny były wspaniałomyślne i zostawiły nam wolne mieszkanie
- Miło z ich strony. Ale już późno a one się włóczą po mieście, zadzwoń do nich i zapytaj czy wszystko jest dobrze.
- Napisały liścik, że idą na noc horrorów i wrócą nad ranem.
- Same?
- Niall z nimi jest. 
- Horan jaki dżentelmen.
- Chociaż jeden.
- Sugerujesz coś? - zapytałem
- Tak - pojawiła się w drzwiach do swojego pokoju, gdzie na nią czekałem - chociaż raz, Natalia spotkała odpowiedniego chłopaka.
- Wcześniej takiego nie miała?
- Sami kretyni. Zresztą, wszystkie mamy pecha, jeśli chodzi o związki - powiedziała i weszła do środka
- Ranisz mnie.. - złapałem się za serce i udawałem ból
- Wiesz, że nie ciebie miałam na myśli - podeszła do mnie, oparła mi dłonie na ramionach i usiadła mi okrakiem na kolanach - Ty jesteś, co najmniej inny niż ci, których miałam okazję poznać, czy z którymi się spotykałam.
- Mówiłaś, że miałaś jednego chłopaka - zauważyłem
- Mówiłam, że mam za sobą jeden poważny związek - wodziła dłońmi po moich ramionach i torsie, zaczęła powoli rozpinać guziki mojej koszuli
- Już nie jesteś obolała? - uniosłem brew
- Są sytuacje, w których zapomina się o bólu - uśmiechnęła się zawadiacko, doprowadzając mnie tym do szaleństwa
- Chcesz się ze mną kochać? - zapytałem. Muszę to usłyszeć z jej ust. 
- Tak. A ty chcesz się kochać ze mną? 
- Tak.
- Więc na co czekasz? 
- Teraz już na nic - powiedziałem i złapałem za dół jej koszulki.
Przeciągnąłem jej materiał przez głowę i przywarłem ustami do jej rozchylonych warg. Marta odpinała guziki mojej koszuli, ale robiła to tak powoli, domyślam się, że specjalnie, iż zdecydowałem się jej w tym pomóc. Kiedy koszula wisiała już na mnie luźno, Marta zaczęła ją zsuwać z moich ramion. Całowałem jej szyję, obojczyki, ramiona, przerwę miedzy piersiami, a ona oddychała ciężko, wplątując palce w moje włosy. Złapałem ją za biodra, uniosłem delikatnie i położyłem ja łóżku, opierając ręce ponad jej głową i utrzymując się na nich. Przyglądałem się jej, dziewczynie, która zmieniła moje życie, obróciła je o co najmniej 180 stopni, za co jestem jej cholernie wdzięczny. Kocham ją i zrobię dla niej wszystko. 
- Jesteś śliczna - powiedziałem całując ją w czubek nosa
- Jestem? - Ten jej brak pewności siebie mnie dobija
- Tak. I jesteś moja.
- Mam nadzieję, że tak już zostanie - odpowiedziała i odgarnęła mi włosy z czoła 
- Kocham cię - powiedziałem nachylając się by ją pocałować
- Ja ciebie bardziej.
- Nie prawda.
- Chcesz się teraz o to kłócić? Bo wydawało mi się, że mamy nieco inne plany na ten wieczór - odpowiedziała
Pokręciłem tylko głową i znów ją pocałowałem, jednocześnie rozpinając zamek jej spodni. Włożyłem dłonie pod jej pupę i pociągnąłem za materiał, który bez trudu zaczął ześlizgiwać się po jej skórze. Rzuciłem jej spodnie na podłogę, po krótkiej chwili moje znalazły się obok nich. 
- Uwielbiam patrzeć na twoje tatuaże - powiedziała cicho
- Uwielbiam patrzeć na twoją czystą skórę - odpowiedziałem równie cicho
- Już niedługo - mruknęła 
- Zamierzasz coś sobie wytatuować? - zamarłem w miejscu
- Harry, nie przeciągaj. Z każdą chwilą coraz trudniej mi wytrzymać - zaśmiałem się
- Ale ty możesz ze mną tak pogrywać?
- Jesteś moim chłopakiem, nie chcesz mnie do niczego zmuszać, prawda?
- Za to ty możesz zmuszać mnie?
- Oboje dobrze wiemy, że chcesz tego samego, więc to nie jest przymus.
- Słuszna uwaga - nie czekałem na jej odpowiedz. 
Nasze usta znów zaczęły ze sobą współpracować, byliśmy jak dwa brakujące puzzle, jak części, które tylko razem funkcjonują prawidłowo. Nasze uczucie było na prawdę silne, mimo tego co o nas mówiono czy myślano. Niewielu wierzyło w to, że my na prawdę się kochamy, więcej raczej było teorii o romansie, który ma przynieść rozgłos na obojgu. Bzdura. To co działo się między nami, z każdą chwilą było coraz poważniejsze. Marta była tą, z którą wiążę plany na przyszłość, o którą chcę dbać i kochać całym sobą. 
- Pamiętasz, że nie biorę tabletek?
- Nie mam ze sobą prezerwatyw.. Masz dni płodne? - Skinęła głową - Mam przestać? - Pokręciła głową - Czyli liczymy, że szczęście nam dzisiaj dopisze?
- Na to wygląda. Za daleko zabrnęliśmy, hormony mnie chyba rozsadzą - jęknęła kiedy otarłem się dłonią o jej miejsce intymne.
Uśmiechnąłem się i pozbawiłem jej bielizny, następnie siebie. Patrząc jej w oczy, zrobiłem pierwszy krok ku zaspokojeniu naszych potrzeb. Zacząłem się powoli poruszać, z trudem panując nad ciężkim i szybkim oddechem, z każdym kolejnym pchnięciem nasze jęki, westchnienia i imiona wypełniały pokój. Moje dłonie wędrowały po jej ciele, uda, brzuch piersi, usta, zaś jej poznawały moje ramiona, klatkę piersiową i brzuch. Kiedy oboje zbliżaliśmy się do orgazmu, ktoś wszedł do mieszkania.
- Miały być nad ranem..
- Cii - szepnąłem - Słyszysz? To nie dziewczyny.. 
- Natalia.. i Niall.. Sami.. - Marta się uśmiechnęła - Całują się! - krzyknęła cicho - I to jak jakieś wygłodzone wilki - odgłosy rzeczywiście budziły wyobraźnię
- Chyba mają takie same plany na wieczór jak my - uśmiechnąłem się znacząco - Czyli nie musimy sobie przerywać - powiedziałem i znów się poruszyłem.
Wystarczyło jeszcze kilka ruchów, abyśmy oboje doznali spełnienia. Opadłem na Martę uśmiechając się szeroko. Tak bardzo ją kocham. Pocałowałem ją w czoło, a ona oplotła mi dłonie wokół szyi i przyciągnęła do siebie, zaczynając całować policzki, nos, czoło i wreszcie usta. 
Tak mógłby się kończyć każdy mój dzień spędzony z Martą.

środa, 5 marca 2014

26

Leżymy na łóżku, przytulając się, całując, rozmawiając. Harry patrzył na mnie wzrokiem pełnym uwielbienia i miłości. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Jak ja to zrobiłam, że teraz, w tym momencie, jestem z kimś, kto jest całym moim światem od ponad dwóch lat? Mój idol, ktoś kogo podziwiałam, szanowałam i kochałam jak żadnego innego chłopaka, jest teraz "mój". Dlaczego słowo mój jest ujęte w cudzysłowie? Bo on nigdy nie będzie mój do końca. Jest ze mną, owszem. To mnie powieżył swoje serce, to też się zgadza, ale jednak Harry ma wiele fanek, które tak jak ja, oddałyby za niego życie, których pewną część pewnie uratował. Nie jest łatwo być jego dziewczyną. Od pół roku każdego dnia czytam wiadomości, że jestem suką, dziwką, kolejną brodą, że jestem nieodpowiednia dla Harrego, że zależy mi na rozgłosie "żeby moje gówniane książki się jakoś sprzedawały" albo że jestem z nim dla pieniędzy. To ostatnie to największa bzdura jaką mogły wymyślić. O dziwo, dla pewnej części fandomu directioners, mam fanów, którzy kupują moje książki, którzy mnie wspierają, mobilizują do dalszego pisania. Tak samo jak mam swoje własne konto w banku. Ale na to pewnie nie wpadły.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytałam
- Chcę się nacieszyć twoim widokiem
- Ja się gdzieś wybieram, a o tym nie wiem? - uniosłam brew. Chyba wiem o co mu chodzi, ale lubię się z nim droczyć
- Uwielbiasz to robić, prawda? - lewy kącik ust uniósł w uśmiechu
- Nawet nie wiesz jak bardzo - zrobiłam dokładnie to samo
Nawet nie wiem kiedy, znów leżałam pod Harrym. Trzymał mi ręce nad moją głową opierając się na nich, jego uda spoczywały po obu stronach moich nóg, patrzył na mnie ewidentnie z siebie dumny, bo ta pozycja uniemożliwiała mi jakikolwiek manewr, zresztą.. nawet nie mam ochoty żadnych wykonywać.
- Chyba nasza kolacja przyjechała - powiedziałam odchylając lekko głowę w prawą stronę, żeby lepiej słyszeć rozmowę prowadzoną na korytarzu
- Moja leży pode mną - zaśmiałam się, ale rumieńce, które pewnie pojawiły się na moich policzkach były nie do ukrycia. - Uwielbiam kiedy się rumienisz
- A ja, kiedy zaczynasz robić to co właśnie robisz. Jest wtedy ciekawie. - Uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje białe zęby i te idealne dołeczki w obu policzkach. - Niestety, teraz
nie wygrasz z pizzą. Jestem głodna.
- Usłyszeć od ciebie, że jesteś głodna to cud. - Podniósł się z łóżka i podał mi rękę. A było mi tak cholernie wygodnie. Ughh.
Podałam mu dłoń. Pomógł mi wstać, otworzył mi drzwi i poczekał aż wyjdę, a kiedy tylko znalazłam się przed nim, poczułam jak jego dłoń styka się z moimi pośladkami. Nie było to bolesne, raczej zadziorne i pełne obietnicy.
- Właśnie miałem po was iść - powiedział Niall
- Oszczędziliśmy ci dorgi - uśmiechnęłam się do blondasa. Zauważyłam, że od kilku dni nie opuszcza swojego telefonu nawet na chwilę. Zupełnie jak Natalia.
Rozsiedliśmy się w salonie. Jakie szczęście, że chłopacy mają dużą kanapę.  W tle leciała cicho muzyka na jakiś kanale muzycznym.
- Przyniosę szklanki - powiedziałam i poszłam do kuchni.
- Zjem i idę spać - powiedział Zayn - Padam na twarz.
- Ja też - powiedział Liam
Otworzyłam szafkę nad kuchenką, wyjęłam z niej siedem szklanek i wróciłam do salonu. Znajoma melodia dotarła do moich uszu. Niby spokojna, ale miała w sobie coś, co sprawiało, że ciało bezwiednie się jej poddawało. Spojrzałam na ekran telewizora i moim oczom ukazał się mój przyszły szwagier, jak to miałam w zwyczaju go nazywać. Justin Bieber wykonujący Confident. Położyłam szklanki na stole, nucąc razem z Jussem. Usiadłam obok Nialla i wpatrywałam się ekran telewizora. Ruchy Justina były hipnotyzujące. Kontrola jaką ma nad swoim ciałem, płynność kroków i swoboda z jaką wykonuje choreografię. Po prostu magia.
- Pogłośnij - powiedział Niall
- Nie - odpowiedział Harry
- Dawaj głośniej i nie dyskutuj - powtórzył z pełną buzią
Styles odburknął coś pod nosem, ale pogłośnił.
- Jak on się rusza.. Boże - mruknęłam pod nosem
- Mówiłaś coś kochanie? - ups
- Że świetnie się rusza.
- Też tak umiem. - Prychnął
- Nie wątpię - powiedziałam z powagą, ale na samą myśl, jak Harry, wysoki i chudy jak tyczka zaczyna powtarzać kroki Justina zachciało mi się śmiać
- Słyszę sarkazm..
- Wydaje ci się - odwróciłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek, bo jak się okazało przegonił Nialla na miejsce, które on wcześniej zajmował.
Nałożyłam sobie kawałek pizzy na talerz i rozsiadłam się wygodnie na sofie.
- Jak można jeść pizzę z tuńczykiem? - zapytał Harry, jakby to było coś dziwnego
- Tak samo jak można całować później kogoś, kto ją jadł - uniosłam jedną brew i spojrzałam na niego.
Zjadłam powoli jeden kawałek, potem drugi. Tego mi było trzeba. Odłożyłam talerz na stół, napiłam się soku i wróciłam do swojej poprzedniej pozycji. Oparłam rękę o oparcie kanapy i usiadłam bokiem, tak, że teraz wszystkich widziałam. Spojrzałam na Harrego, znów mi się przyglądał, w dodatku teraz pocierał dolną wargę kciukiem i palcem wskazującym jak to ma w zwyczaju. Aż mi się gorąco zrobiło. On chyba nie wie, jak to na mnie działa. Uśmiechnęłam się i w dokładnie ten sam prowokacyjny sposób pocierałam swoją wargę. Na usta wpełzł mu ten cwaniacki uśmieszek.
- Dobranoc - powiedział Liam, wstając od stołu
- Śpij dobrze - odpowiedziałam
- Dobranoc - odpowiadała kolejno reszta

- Ja dalej nie rozumiem jak one kurwa mogły cię tak potraktować! Suki..
- To, że będziesz mówić tak jak one niczego nie zmieni.
- Ulży mi przynajmniej - Natalia się wściekła
Jesteśmy z dziewczynami na siłowni. Trzeba się w końcu za siebie zabrać. Ani się obejrzymy, a będzie lato. Muszę się jakoś prezentować, nie chciałabym znów usłyszeć, że wyglądam jak "spasiona świnia".
- To zwiększ tempo na bieżni
- Nie, bo jeszcze tak jak na filmach nogi mi się zaplątają i polecę na zbity ryj. Nie potrzebne mi braki w uzębieniu
- Jesteś niemożliwa - zaczęłam się śmiać.
- Tak, wiem - uśmiechnęła się i odwróciła w moją stronę - Idziemy poćwiczyć ręce?
- Wolałabym brzuch, chyba przytyłam ostatnio
- W sumie, to ja też
Przeszłyśmy na część siłowni, którą od jakiegoś czasu zajmowały Kasia i Milena. Zrobiłyśmy serię ćwiczeń, których nazw nie umiem zapamiętać, ale za to doskonale pamiętam jak mnie wykańczają. Ćwiczyłyśmy każdą możliwą partię ciała. Nogi,pośladki, brzuch, ramiona, później trening całkowity, coś czuję, że jutro mogę mieć problemy z podniesieniem się z łóżka.
Przez cały czas miałam wrażenie, że ktoś się na nas patrzy, zwłaszcza na mnie. Czułam się strasznie niekomfortowo z myślą, że każdy mój ruch jest monitorowany.
- Dobra, wystarczy tego na dzisiaj. - Powiedziała w końcu Kasia - Teraz zakupy i do domciu.
- Najpierw mnie podnieś - jęknęła Milena, która siedziała na podłodze w rozkroku.
- Marta? - odezwała się Natalia przeciągając ostatnią literę mojego imienia
- Tak?
- Podnieś mnie.. - wyciągnęła ręce w moim kierunku, tak samo jak małe dziecko, które chce żeby je wziąć na ręce
- Musisz poczekać, aż sama wstanę..
Kiedy już wszystkie stałyśmy o własnych siłach, skierowałyśmy się do szatni. Schodząc do niej, miałam wrażenie, że nogi zaraz odmówią mi posłuszeństwa. Jakby były z galarety, czyli dokładnie to samo uczucie, jakie wzbudza we mnie Harry.
- Mam nadzieję, że miałaś na myśli zakupy spożywcze Kaczorku, bo nie mam zamiaru chodzić i śmierdzieć - nie wiem co było tak zabawne w mojej uwadze, ale wszystkie zaczęły się śmiać - Z czego się śmiejecie?
- Nie śmierdzisz - powiedziała Milena uprzednio mnie obwąchując
- Ty chyba mnie nie powąchałaś... - spojrzałam na nią z szerzej otwartymi oczami
- Tak. I podobało mi się to.
- Boże, z kim ja żyję..
- Twoje feromony działają nie tylko na Stylesa, mała
- Milena! - krzyknęłam, ale zaczęłyśmy się znów śmiać.
Przyjaźnię się z wariatkami. Są nieprzewidywalne, z nimi nie da się nudzić, nawet kiedy się nudzimy. Zawsze któraś z nas coś powie, druga dopowie i tak się zaczyna fala śmiechu.
Natalia, to ta, która nie zwraca uwagi na granice. Jeżeli ktoś obrazi którąś z nas, wkracza do akcji i wtedy rozpoczyna się zabawa.
Kasia.. Przy niej sprawdza się powiedzenie "pozory mylą". Wygląda na cichą i spokojną, ale w rzeczywistości jest odwrotnie.
Milena jest stanowcza, wie czego chce i dąży do celu, póki go nie osiągnie. Jak to mówi, czuje się za nas odpowiedzialna, bo jest od nas starsza.
Eliza, wierna belieberka, która dla Justina, tak samo jak ja dla Harrego poświęciłaby nawet swoje życie. Jej poczucie humoru mnie rozbraja, ale nic nie przebije momentu, kiedy się na mnie wścieka, a raczej próbuje to robić. Obiecałam jej, że jeżeli mnie się uda spełnić marzenia, pomogę jej spełnić jej marzenia. Pewnie się domyślacie, że już mam pewne plany z tym związane.
Dziewczyny są dla mnie całym światem. To one mnie pocieszają, ocierają moje łzy, kiedy jest mi ciężko, to one przy mnie trwają bez względu na wszystko. Za to jestem im wdzięczna. Wierzyły we mnie, kiedy ja sama nie byłam w stanie uwierzyć, że mogę cokolwiek osiągnąć. A teraz? Proszę.. Spełniamy swoje marzenia.
Zakupy nie trwały długo. Kupiłyśmy najpotrzebniejsze produkty i czym prędzej wróciłyśmy do domu. Zanim którakolwiek zdążyła zareagować zamknęłam się w łazience i przygotowałam sobie relaksującą, gorącą kąpiel. Pełna wanna wody, piana i grająca cicho muzyka to było to, co dawało mi kopa i rozbudzało. Piosenki z UAN kolejno leciały na moim telefonie. Teraz przyszła kolej na more that this. Kocham tę piosenkę. Kiedy jej słucham mam gęsią skórę i łzy w oczach. Przynajmniej tak było do czasu, kiedy Harry był dla mnie niedostępny. Teraz już nie płaczę, przez platoniczne uczucie czy z tęsknoty za nim. Może wydawać się to śmieszne ale tęskniłam za nim zanim go poznałam. Nie znałam go, miałam tylko pewne wyobrażenie o nim, a jednak to wszystko sprawiało, że moje serce zaciskało się na dźwięk jego głosu..
- Gotowa księżniczko? Twój książę przyjechał - Kasia zaczęła pukać do drzwi
- Jak kocha to zaczeka - odpowiedziałam
- Czeka już ponad pół godziny.. Poza tym ty już pachniesz, my nadal śmierdzimy więc zepnij tę swoje dupcię i wyskakuj z wanny.
- Marudzisz. Dajcie mi jeszcze 10 minut.
Wygramoliłam się powoli z wanny, piana pokrywała całe moje ciało, pojedyncze kosmyki włosów wypadły mi z koka, który zrobiłam żeby nie zamoczyć włosów. Policzki miałam zarumienione, tak jak i pozostałą powierzchnię ciała, oczy mi błyszczały, a mięśnie dawały o sobie znać w bardzo bolesny sposób. Przydałby się jakiś masaż.
Harry ma duże i delikatne dłonie. Idealny masażysta.
Zbieg okoliczności? Nie sądzę.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy i nie chciał z niej zejść.
________________________________________________

A więc.. Rozdział z punktu widzenia Marty. Podobał się Wam?
Przepraszam, że czekaliście tak długo, ale nauczyciele idealnie rozplanowują mój czas wolny -.-

Jeżeli czytasz, skomentuj xx