sobota, 24 maja 2014

33

- Nienawidzę kiedy płaczesz, czuję się wtedy taki bezsilny. - Bawiła się naszymi dłońmi, splatała je razem i puszczała, łaskotała wewnętrzną część mojej dłoni.
- Niepotrzebnie, płacz to naturalny odruch ludzki - pociągnęła nosem - zupełnie jak śmiech.
- Zdecydowanie wolę, kiedy się śmiejesz, masz taki uroczy, zaraźliwy śmiech.
- Jeszcze mi powiedz, że podobny do Nialla, on też ma zaraźliwy. - Zaśmiałem się na wspomnienie tego dźwięku.
- Nie, ty masz inaczej zaraźliwy.
Oboje milczeliśmy i skupiliśmy uwagę na naszych nadal złączonych dłoniach.
- Harry?
- Hm?
- Mogę ci coś powiedzieć?
- Oczywiście, myślałem, że to jasne - spojrzałem na nią wyczekująco, ona spojrzała na mnie, a w jej oczach pojawił się ten zadziorny błysk.
- Ogol się, proszę.
- Dlaczego? Nie podoba ci się mój zarost? - zmarszczyłem brwi
- Nie mam nic przeciwko brodzie, ale ten koper pod nosem do ciebie nie pasuje.
- Koper? Koper? - Mój głos stał się wyższy niż zazwyczaj, z trudem zachowałem powagę.
- Meszek? - Zapytała jak małe, niewinne dziecko.
- Marta! - Udałem oburzenie. - Jesteś podła
- Milena mi to powtarza każdego dnia.
- Koper.. pff
- No nie obrażaj się - odwróciła się do mnie i ścisnęła dłonią moje policzki, przez co usta uformowały się w dzióbek. - Wolę jak masz gładką skórę, przynajmniej nie podrażniasz mojej.
- Od tego argumentu trzeba było zacząć. - Powiedziałem, odrywając jej dłoń od mojej twarzy.
- Więc?
- Co "więc"?
- Ogolisz się?
- Tak. - Nie odrywała ode mnie wzroku. - Co? - Uniosła brew. - Teraz? - Uśmiechnęła się. - Ciekawe czym.
- Dam ci mój depilator.
- Ty chyba zwariowałaś.
- Dlaczego?
- Nie jestem masochistą, nie lubię zadawać sobie bólu. - Powiedziałem bez zastanowienia i natychmiast pożałowałem swoich słów. Przecież cięcie się, to jest zadawanie sobie bólu, celowe. Fakt, że jest to przeszłością, ale jednak częścią mnie. Marta wie o tym, więc spokojnie może mi to wytknąć, zważając, że nie uważa tego za dobre rozwiązywanie problemów.
- Tak? A tatuaże? - Zapytała znacząc ślad na moim nadgarstku, rękach, torsie i brzuchu.
- Poproszę łatwiejszy zestaw pytań. - Zmusiłem ją aby się położyła, a ja zawisnąłem nad nią. - Co powiesz na randkę moja damo?
- Brzmi kusząco. - Powiedziała powoli, jakby się nad tym zastanawiała.
- I słusznie. - Potarłem jej nos swoim, tak zwany pocałunek Eskimosa.
- Jest jeden mały problem.
- Jaki? - Zmarszczyłem brwi.
- Mam bardzo napięty grafik.
- Zapomniałem jak bardzo zajętą mam dziewczynę, proszę o wybaczenie.
- Wybaczam - uśmiechnęła się
- Jednak mimo wszystko - powiedziałem powoli kładąc się na niej - nalegam, abyś znalazła trochę czasu dla zakochanego po uszy biedaka.
- Milena! - krzyknęła tak niespodziewanie, że chyba będę miał problemy ze słuchem. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Co się stało? - zapytała - Mam go z ciebie zdjąć? - Rozbawienie obecne w jej głosie sprawiło, że się zacząłem śmiać.
- Odwołaj wszystkie moje spotkania na jutro po południu, proszę. - Marta mówiła patrząc mi w oczy.
- Spotkanie masz rano, popołudnie jest wolne.
- Milena wczuj się. - Szepnęła Marta, otwierając szerzej oczy, co po raz kolejny wzbudziło mój śmiech. - Odwołaj proszę moje jutrzejsze, popołudniowe spotkania.
- Oczywiście, już się robi. Spławię najważniejszego brytyjskiego wydawcę. Nie ma problemu. - Milena mówiła poważnym i rzeczowym tonem. - W czymś jeszcze pani pomóc?
- Nie, dziękuję, to wszystko.
Milena wyszła zamykając za sobą drzwi. Spojrzałem na Martę, w jej cudownie niebieskie oczy, zarumienione policzki i jasne usta. Nie mogąc się powstrzymać pocałowałem ją, dosyć gwałtownie, co ją ewidentnie zaskoczyło, ale nie czekałem długo aż zdecydowała mi się oddać pocałunek. Wplotła palce w moje włosy, pociągając lekko za ich końce. Ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że to podniecające, muszę ją uświadomić.
- Pomożesz mi wybrać pierścionek? 
- Chyba nie myślałeś, że pozwolę ci to zrobić samemu.
Przypomniała mi się moja dzisiejsza rozmowa z Gemmą, mamą i Robinem. Muszę porozmawiać z chłopakami, najszybciej jak to możliwe. Nie chcę dłużej czekać. Chcę żeby w trasę pojechała ze mną narzeczona, nie dziewczyna. Oderwałem usta od jej warg, zacząłem składać delikatne pocałunki na linii jej szczęki, kiedy znalazłem się przy jej uchu wyszeptałem:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też - poczułem jej oddech tuż przy moim uchu. - Co nie zmienia faktu, że masz się ogolić. - Zaśmiałem się.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i patrzyłem na nią.
- Co?
- Nic. - Uniosła brew. - Muszę już iść.
- Nie zostajesz na noc?
- Muszę coś załatwić, ale jeżeli chodzi ci po głowie coś konkretnego.. - uśmiechnąłem się znacząco. Szturchnęła mnie nogą. - Za co?!
- Dobrze wiesz za co. - Usiadła po turecku na wprost i wpatrywała się we mnie.
- Co? - Zapytałem.
- Nic. - Uśmiechnęła się. Mam wrażenie, że bawi się lepiej niż dobrze. - Nie chcę żebyś jechał.
- Nie chcę jechać.
- Więc zostań.
- Zobaczymy się jutro. Obiecuję. Będę cały twój. - Poruszyłem brwiami.
- Już jesteś cały mój.
- Trafna uwaga. Dobranoc księżniczko. - Podniosłem się z łóżka, podszedłem do niej, uniosłem jej brodę i po raz ostatni pocałowałem przed wyjściem. Jeszcze zanim wyszedłem usłyszałem ciche "Co ty ze mną wyprawiasz Styles?.." odwróciłem się, mrugając do niej, rzuciła we mnie poduszką, a ja zacząłem się śmiać. - Kocham cię - zawołałem głośniej niż było trzeba zanim na dobre zniknąłem za jej drzwiami.
Nie chciałem przeszkadzać Niallowi i Natalii, wiedząc, że przeprowadzali ze sobą bardzo poważną rozmowę, czy cokolwiek inego tam robili.
- Dobranoc księżniczki - stanąłem na progu salonu gdzie siedziały Kasia z Mileną.
- Dobranoc książę - odpowiedziały jednocześnie po czym zaczęły się śmiać.
- Zamknijcie dobrze drzwi - zawołałem zanim wyszedłem z mieszkania
- Tak jest tato! - okrzyknęła któraś z nich.
Pospiesznie wsiadłem do samochodu, zapaliłem silnik i włączyłem się do ruchu drogowego. Jak powiem chłopakom, że chcę się oświadczyć?
"- Hej, niedługo w zespole będzie dwójka żonatych facetów."
Nie. To głupie.
"Żenię się. Cieszycie się?"
Niee.. to też bez sensu. Przecież nie wiem czy przyjmie oświadczyny. Może stwierdzić, że jest zbyt wcześnie, albo, że jednak nie kocha mnie tak bardzo, żeby zostać moją żoną. Chyba po prostu zaimprowizuję. Ucieszą się? A może powiedzą, że zwariowałem? Nieważne.
Zatrzymałem się na światłach, włączyłem radio i oparłem głowę o zagłówek siedzenia.
- Zastanawiasz się nad zaręczynami, a nie wiesz dokąd jutro ją zabierzesz.. Styles kretynie.
Światło zmieniło się na zielone, zmieniłem bieg, wcisnąłem sprzęgło i dodałem gazu, samochód ruszył przed siebie i po kilku minutach byłem w domu. Wszedłem do mieszkania, zdjąłem wierzchnią część garderoby, buty i skierowałem się do salonu.
- Goool! - Krzyczał Louis siedząc na kanapie, choć chwilowo to ponad nią, po tym jak wyskoczył w górę z radości - Payno, co z tobą. Znów przegrywasz!
- Zamknij się oszuście.
- Oooo nasz Liamek się wścieka.
- Tommo..
- Hej. - Powiedziałem siadając obok.
- Już wróciłeś? Gdzie Legolas?
- U Natalii.
- Widzę, że się teraz wymieniacie. - Kontynuował Louis. Liam skupiał się na grze, starając się odrobić straty jakie poniósł.
- Gdzie Zayn?
- Rozmawia z mamą.
Poczekam aż do nas dołączy i powiem im o moich planach. Nialla poinformuję jutro.
- Harry? - O wilku mowa. - Miałeś być u Marty.
- Byłem.
- Pokłóciliście się?
- Nie, dlaczego?
- Zazwyczaj nie wracasz na noc. - Uniósł brew, a usta wygięły mu się w szelmowskim uśmieszku.
- Muszę z wami porozmawiać.
- Zamieniamy się w słuch - powiedział Lou, po czym krzyknął - Co robisz kretynie!?
- Właśnie widzę jak bardzo mnie słuchasz.
- Sorry - mruknął zatrzymując grę i odkładając dżojstik. - Słuchamy.
- Chcę.. - wziąłem głęboki oddech - zamierzam poprosić Martę o rękę.
- No. I super. - Lou ponownie wziął dżojstik i włączył grę, a ja tylko otworzyłem szerzej oczy ze zdziwienia.
- Tyle macie do powiedzenia?
- A co mamy powiedzieć? - Wzruszyłem ramionami. Tym razem Liam wyłączył grę, na dobre.
- Nie wydaje ci się, że.. no wiesz, że się spieszysz?
- Nie wiem. Może. Kocham ją. - Czuję się jakbym miał deja vu, powtarzam to dzisiaj już trzeci raz.
- I jesteś pewien, że Marta to ta jedyna?
- Bardziej niż czegokolwiek innego.
- Więc co mamy powiedzieć? Zatrzymywać cię? Jeżeli TY jesteś pewien, to my też jesteśmy. Poza tym lubimy ją, więc nie mamy nic przeciwko. - Spojrzałem na Zyna. Jako jedyny się nie odezwał.
- Ja cię rozumiem stary. Przecież sam jestem zaręczony. Jeżeli czujesz, że nie lepszej dziewczyny nie spotkasz, to nie powinieneś mieć wątpliwości.
- Nie mam.
- Otóż to.
- Kiedy impreza? - Wtrącił Louis
- Nie wiem jeszcze. Mam nadzieję, że przed rozpoczęciem trasy. Pomożecie mi w zaaranżowaniu wszystkiego?
- Pewnie. - Prawie natychmiast odpowiedział Liam. - Myślałeś już w jaki sposób się oświadczysz? Tylko wy dwoje? Czy może rodzina, my?
- Chciałbym żebyście przy tym byli, to będzie dla mnie ważny wieczór.
- Dla nas tak samo. Kolejne małżeństwo w zespole. Ciekawe który będzie następny.
- Może Legolas -podsunął Louis
- Dlaczego Legolas? - Zapytałem zdziwiony
- No wiesz. Skrzat, blondyn.. Niall to Irlandczyk. - Przewróciłem oczyma.
- Ty i te twoje teorie jesteście nie do ogarnięcia. - Mruknąłem. - Jestem zmęczony. I przemarznięty. Idę się położyć. - Powiedziałem przecierając oczy dłonią
- Twoja przyszła żona cię nie rozgrzała?
- Rozgrzała i to pożądanie, ale rozłąka źle na mnie wpływa.
- Też chcę grać. - Odezwał się Zayn po chwili ciszy.
- Graj za mnie. Mam dosyć. - Liam rzucił Zaynowi dżojstik.
- Porażka boli, co Payno?
Liam tylko prychnął, wstał i poszedł do kuchni. Ja zaś udałem się do swojego pokoju, rozebrałem się do bielizny, z szafy wziąłem czystą i poszedłem do łazienki. Prysznic. Kolejny dzisiejszego dnia. Woda spływająca po moim ciele pomogła mi się odprężyć. To doznanie sprawiło, że na moment zapomniałem o wszystkim. Jestem tylko ja. Po rozmowie z chłopakami jestem spokojniejszy, mimo iż całkiem inaczej sobie wyobrażałem przebieg tej konwersacji. Powinienem się cieszyć, że wyglądała własnie tak a nie inaczej?
Osuszyłem ciało, założyłem bieliznę i chwilę później leżałem w miękkiej pościeli. Dwuosobowe łóżko, w którym śpię od zawsze sam tak nagle wydaje się być ogromne i takie puste. Poduszka obok pachniała perfumami Marty. Wtuliłem w nią twarz i upajałem się tym zapachem. Brakuje mi jej obok, kiedy zasypiam, kiedy się budzę. Tęsknię za nią zawsze wtedy kiedy nie ma jej obok, a czasami nawet kiedy właśnie ją przytulam. Zaprząta moje myśli od dnia, w którym reporterka zapytała nas czy ją znamy. Ja jako jedyny jej nie kojarzyłem, kiedy zobaczyłem jej zdjęcie oniemiałem, a po przeczytaniu jej książki byłem w niemałym szoku. Nie wiedziałem wtedy co tak bardzo mnie zszokowało. Jej talent czy może historia, która mogła wydarzyć się na prawdę. Marta nadal jest dla mnie zagadką, wiem o niej tak wiele, a tym samym tak mało i to właśnie ten fakt sprawia, że tak bardzo mnie do niej ciągnie. Ta tajemniczość, prawdziwość. Poczucie humoru.. ciekawe czy każda polka ma taki temperament. Jest to prawdopodobne, znam pięć polek, każda z nich ma charakterek.
Mój telefon za wibrował i na ekranie wyświetliło się zdjęcie mojej księżniczki.
"Bez ciebie moje łóżko wydaje się być o wiele za duże.. Dobranoc misiu x" Uśmiechnąłem się odczytując tę wiadomość.
"Jakbyś czytała w moich myślach. Śpij dobrze mała <3"
Może powinniśmy mieć jedno łóżko, nie dwa? Może powinniśmy mieć jedną sypialnię, nie dwie? Może powinniśmy zamieszkać razem?
__________________________________________________

Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale brakowało mi weny, co zresztą widać po rozdziale.. Obiecuję, że następny będzie lepszy.

czwartek, 1 maja 2014

32

Spojrzałem na Nialla i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zakochałeś się. Nasz Mc Nialler się zakochał.
- Mc Nialler - zaśmiał się - tak. Chyba mam problem.
- Dlaczego? Bo ją kochasz?
- Bo może ona mnie nie kocha.
- Ty coś sobie dolałeś do tego soku? - wyjąłem mu szklankę z dłoni i powąchałem jego napój. Przewrócił oczami i wziął ode mnie swoją szklankę. - Ty chyba nie widzisz tego jak ona na ciebie patrzy. - Milczał wpatrując się w bliznę na kolanie, pamiątkę po niedawnej operacji. - Niall, możesz mi wierzyć, ona czuje to samo co ty.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? - Zapytał, a w jego głosie słychać było frustrację.
- Moja dziewczyna to jej najlepsza przyjaciółka. Wiem więcej niż możesz sobie wyobrazić. - Uniosłem brew.
- Chyba porozmawiam z Martą zanim powiem Natalii.
- Jeśli to ci pomoże. Jadę do niej dzisiaj po zdjęciach, możesz jechać ze mną. Ale uprzedzam - wstałem z kanapy i wymierzyłem w niego palcem wskazującym - masz maksymalnie pół godziny i ani minuty dłużej. Choćbym miał cię wynieść siłą, to tak zrobię.
Obaj zaczęliśmy się śmiać. Żarty żartami, ale oglądanie któregoś z chłopaków w takim stanie jest po prostu straszne. Od czterech lat jesteśmy nierozłączni, spędzamy ze sobą więcej czasu niż ze swoimi rodzinami. Od czterech lat martwimy się o siebie nawzajem, o swoje bezpieczeństwo i samopoczucie. Więź, która się między nami zrodziła to nie tylko przyjaźń, to braterstwo. Skoczyłbym w ogień za każdym z nich i wiem, że oni postąpili by tak samo.
Wszedłem do swojego pokoju, zamknąłem za sobą drzwi i wyjąłem telefon z kieszeni moich białych szortów. Usiadłem na łóżku i wybrałem numer do Gemmy. Odebrała po czterech sygnałach.
- Żartujesz sobie?
- Jeszcze się nawet nie odezwałem.
- Wiesz, która jest godzina? - Spojrzałem na zegarek. 8.45. Ups.
- Nie szkoda ci dnia? Wstałabyś wreszcie i zrobiła coś pożytecznego.
- Na przykład co? - Zapytała ziewając.
- Na przykład nie wiem.. zaczęła kompletować swój bagaż, bo niedługo jedziesz ze mną w trasę koncertową?
- Harry WWAT zaczyna się w kwietniu.
- Zleci, nawet nie będziesz wiedziała kiedy.
- Poważnie, mam jechać? - Materac jej łóżka zaskrzypiał, domyślam się, że przewróciła się z boku na plecy.
- Jeżeli nie chcesz, to trudno..
- Oczywiście, że chcę! - Wiedziałem. - Marta też jedzie?
- Nie rozmawiałem z nią jeszcze na ten temat, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Nie wytrzymam tak długo bez niej.
- Ona bez ciebie też nie. - To też wiem, uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Gemm?
- Hmm?
- To chyba ona.
- Kto?
- Marta.
- Możesz mówić jaśniej?
- Marta, to ta, z którą chcę być. - Powiedziałem, nie wiedząc jak płynnie poinformować siostrę, że zamierzam się oświadczyć Marcie.
- Jesteście jeszcze młodzi Harry. - Powiedziała łagodnie, jakby bała się ująć inaczej swoje myśli.
- Dlaczego mnie nie dziwi fakt, że w nas nie wierzysz.
- Wierzę! Oczywiście, że wierzę Harry, ale życie jest przewrotne. Nigdy nie ma nic pewnego. Czasami wydaje nam się, że jesteśmy czegoś w stu procentach pewni, że chcemy podjąć jakąś decyzję, ale kiedy przychodzi co do czego, nagle zaczynamy się wahać. Nie rób nic pochopnie.
- Pomożesz mi wybrać pierścionek? - Zapytałem po chwili milczenia.
- Chyba nie myślałeś, że pozwolę ci to zrobić samemu.
- Dzięki. - Na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech, tym razem tak szeroki, że dołeczki znacząco się uformowały w moich policzkach.
- Nie ma za co. A teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do zajęcia, w którym mi przerwałeś.
- Jasne. Dobranoc.
- Harry?
- Tak?
- Zadzwoń do mamy i jej powiedz.
- Nie wpadł bym na to gdybyś mi nie powiedziała. - Wywróciłem oczami. - Idź spać. Dobranoc.
- Branoc. - Mruknęła do słuchawki i się rozłączyła.
Zadzwonić do mamy. Hm.. to już wyższa szkoła jazdy. Powiem jej jutro, a może pojutrze? Ale przecież to nic nie zmieni. Położyłem się w poprzek na łóżku i westchnąłem. Jak zareaguje? Mam z nią dobry kontakt, mogę jej powiedzieć o wszystkim, ale zaręczyny to nie byle co, to krok ku całkowitej odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale i za Martę. A w przyszłości za dzieci. Jestem na tyle odpowiedzialny żeby się tego podjąć? Dorosłem wystarczająco do roli narzeczonego? Męża? Mam nadzieję, że tak. Wybrałem numer mamy, zanim zdążyłem zmienić zdanie i czekałem na odbiór połączenia.
- Ha..
- Chcę się oświadczyć - powiedziałem na jednym tchu, żeby broń Boże nie stchórzyć. - Cześć mamo, wybacz to niegrzeczne powitanie..
- Cześć synku, mi też miło cię słyszeć. - Przez bliżej nieokreślony czas żadne z nas się nie odezwało. Mama pewnie analizowała moje słowa, ja zaś zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem.
- Więc? - Zapytałem. - Nic nie powiesz?
- Co chcesz usłyszeć? - zapytała, a w tle usłyszałem dźwięk odsuwanego krzesła
- Twoje zdanie na ten temat.
- Kochanie, to jest twoje życie. Uważam, że jeszcze za wcześnie na tak poważną decyzję, jesteście ze sobą zaledwie od kilku miesięcy, wszystko jest pięknie i ładnie, ale może się coś zepsuć, czego wam oczywiście nie życzę. Polubiłam Martę i chciałabym się z nią jeszcze spotkać. - Do mamy dołączył Robin, usłyszałem jak pyta szeptem z kim rozmawia - To Harry, - powiedziała - chce się oświadczyć Marcie. - "Włącz głośnik"
- Cześć Harry.
- Cześć Robin.
- Słyszę, że sytuacja robi się poważna.
- Owszem. Wiem, że zaręczyny zobowiązują do pewnych rzeczy, ale poważnie myślę nad związkiem z Martą. Z nią jest inaczej. Całkowicie inaczej.
- Zależy ci na niej i to na prawdę widać Harry. - Zaczął Robin - Mama ma rację, jesteście młodą parą z krótkim stażem, ale nie jest regułą, że każde młode małżeństwo kończy się tak samo szybko, jak się zaczęło. Moim zdaniem, jeżeli jesteś tego pewien, jeśli czujesz, że bez niej sobie nie wyobrażasz życia, zrób to, poproś ją o rękę.
- Ale.. - wtrąciła moja mama
- Anne. Z nami było tak samo.
- My nie mieliśmy po dwadzieścia lat.
- Wiek to tylko liczba, która miłości w niczym nie wadzi - wyczułem jak się uśmiecha wypowiadając ostatnie słowo.
- Mamo, wiem, że się martwisz, nie jesteś pewna, za to ja jestem. Chciałem tylko żebyście wiedzieli o moich zamiarach. Szanuję wasze zdanie i się z nim liczę, ale tu chodzi o mnie i moje uczucia, a przede wszystkim o moją przyszłość. Wierzę, że nie mogłem spotkać bardziej właściwej osoby.
- Wiem kochanie. Marta to dobra dziewczyna, tylko nie mogę uwierzyć, że mój mały synek zdecydował się założyć rodzinę. Tak szybko.
- Już chyba nie taki mały, skoro sam podjął decyzję. - Głos Robina był łagodny.
- Kiedy planujesz się oświadczyć? - Zapytała w końcu mama
- Nie myślałem nad konkretną datą, chciałem najpierw z wami porozmawiać.
- Chłopaki wiedzą?
- Jeszcze nie. - Ktoś zapukał do drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem Louisa
- Za 10 minut jedziemy, jesteś gotowy?
- Zaraz będę - powiedziałem cicho do Lou - muszę kończyć, jedziemy na plan. Do usłyszenia i dziękuję.
- Do usłyszenia skarbie.
- Pa, Harry.
Wstałem z łóżka, przebrałem się w moje czarne spodnie, brązowe buty, założyłem czarną koszulkę, siwą bluzę na zamek, płaszcz i wyszedłem do salonu, gdzie siedzieli wszyscy prócz Zayna.
- Dzisiaj musimy skończyć teledysk. Od jutra zapowiadają pogorszenie się pogody, więc niewiele uda nam się zrobić - zaczął Liam, ale moje myśli nie dotyczyły teraz pogody w Bristolu. Zastanawiałem się raczej nad pierścionkiem i sposobem, w jaki zapytam moją księżniczkę o rękę. Na pewno poproszę o pomoc chłopaków, ale na szczegóły mam chyba jeszcze czas.
- Harry? Idziesz?
- Tak, jasne. - Dopiero teraz do mnie dotarło, że tylko Liam czekał na moją reakcję.
- Wszystko w porządku?
- Mhm. - Mruknąłem. - Zamyśliłem się. - Uśmiechnąłem się i wyszedłem przed nim z mieszkania.

Zimny, prawdę powiedziawszy lodowaty wiatr uprzykrza nam pracę. Przez to paraliżujące zimno musimy powtarzać poszczególne sceny nawet po kilka razy, a z ciężkich, ciemnych chmur co jakiś czas spadają krople deszczu. Ta depresyjna pogoda, źle wpływa na nas wszystkich. Dobrze, że co jakiś czas ktoś opowie kawał, to nam dodaje siły do przetrwania na tym silnym i nieprawdopodobnie zimnym wietrze. W przerwach podczas kręcenia, siedzimy w grubych kurtkach, płaszczach, nawet czapkach. Uszatka, którą przyniosła mi Louise jest na prawdę ciepła.
Prócz nas, pojawiła się tutaj także telewizja, która nagrywała krótki filmik zza kulis teledysku You&I. Każdy z nas się wypowiadał na temat pracy na planie
oraz mówił o piosence. Kiedy już uzyskali satysfakcjonujący ich materiał opuścili miejsce nagrania, a my powoli zaczęliśmy docierać do końca. Do nagrania została nam scena grupowa, całą resztą zajmują się montażyści, którzy dodają, powiedzmy, efekty specjalne i zajmą się obróbką tego co udało nam się przy tej pogodzie uzyskać.
- Dobra! Mamy to! - Na to zdanie czekaliśmy chyba wszyscy.
Odczekaliśmy ze wszystkimi aż skompletują cały sprzęt, zapakują go do samochodów i wspólnie opuściliśmy Bristol, rozjeżdżać w interesujących nas kierunkach. Chłopaki podwieźli mnie i Nialla do dziewczyn, a sami pojechali do pobliskiej pizzerii. Szczerze mówiąc, ja też umieram z głodu.
- Wejdźcie. - Kasia otworzyła nam drzwi uśmiechając się czule na widok naszej zmarzniętej dwójki. - Chcecie herbaty?
- Na razie wystarczy mi Marta - powiedział Niall, a kiedy zorientował się co powiedział spojrzał w moje szeroko otwarte oczy i dodał, że to nie tak miało brzmieć.
- Mam nadzieję. Streszczaj się. Strasznie zmarzłem, byłoby miło gdyby mógł ją trochę poprzytulać.
- Jasne. - Powiedział Niall i wszedł do pokoju Marty, uprzednio pukając do drzwi.
- A temu co?
- Irlandczyk. - powiedziałem na co Kasia się zaczęła śmiać. - Ja poproszę herbaty jeśli mogę.
- Jaką? Owocową, gorzką, czy zieloną tak jak Marta?
- Obojętnie byle ciepła.
- Zmarzliście? - Przytaknąłem.
- Uroki pracy na świeżym powietrzu - dodała Milena, która właśnie weszła do kuchni - jestem głodna jak wilk.
- Ty pewnie też Harry. Na co macie ochotę?
- Naleśniki! - krzyknęła Natalia ze swojego pokoju
- Uderz w stół a nożyce się odezwą. - Zaśmiała się Milena. - Odpowiadają ci naleśniki?
- Jasne.
Przypomniało mi się halloween, kiedy wspólnie przygotowywaliśmy przekąski, tak samo święta Bożego Narodzenia, kiedy Marta w kuchni piekła ciasto, a ja wraz z jej braćmi stroiłem choinkę. Wspólne gotowanie może być na prawdę przyjemne, a już na pewno nieźle zabawne, zwłaszcza z tymi dziewczynami. Tutaj wypadki takie jak stłuczone jajka na podłodze czy wylane mleko są na porządku dziennym, ale przyznać trzeba, że wszystkie dobrze gotują.
- O której jutro ląduje samolot Elizy? - zapytała Natalia
- Chyba około dziesiątej. Ja mam jutro wolne to mogę po nią jechać. - Zaoferowała się Milena.
Każde z nas jadło w ciszy, zajęte swoimi niewypowiadanymi myślami. Pomogłem pozmywać po kolacji i zdecydowałem, że sprawdzę jak się ma rozmowa Nialla i Marty. Rozmawiali już ponad dwie godziny. Zapukałem do jej pokoju. Otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się blondyn, który właśnie wstawał z łóżka, na którym Marta nadal siedziała. Niall miał błyszczące oczy, ale nie był to zadziorny błysk, to były łzy, które za wszelką cenę chciał powstrzymać. Tak samo było z Martą, tyle, że ona pozwoliła im spływać po policzkach, ocierając je co chwila.
- Coś ty jej zrobił? - Zapytałem Nialla przenosząc wzrok z niego na Martę i znów na niego.
- Ty sobie nie zdajesz sprawy przez co one przechodzą.. Słodki Jezu. - Pokręcił głową z niedowierzaniem, opuścił ją i uśmiechnął się pod nosem, co było oznaką zaciętej walki z samym sobą. - Dziękuję. - Zwrócił się do Marty. - Jesteś kochana. Cieszę się, że Harry ma cię przy sobie. Wiem, że będzie bezpieczny i nie będziemy więcej z chłopakami oglądać jego cierpienia. Dziękuję. - Powtórzył i przytulił ją, a mnie serce zamarło w piersi. To nie była zazdrość, tylko duma zmieszana ze wzruszeniem. Zacisnąłem usta, kiwnąłem głową w stronę Nialla i w ramach wsparcia przed czekającym go zadaniem ścisnąłem go za ramię, kiedy wychodził.
- Harry - szepnęła Marta i otoczyła mnie ramionami przyciągając bliżej do siebie. Moje ramiona bezwiednie zamknęły się wokół niej - Kocham cię. - Łkała cicho w moją szyję. Czułem jak jej łzy znaczą ślad na moim obojczyku.
- Ja ciebie bardziej.
Staliśmy przez chwilę w uścisku, ale w końcu odsunąłem Martę delikatnie od siebie, by otrzeć jej łzy.
- Już w porządku? - Zapytałem, ale zaprzeczyła. Usiadła na łóżku, ja obok niej i wpatrywałem się w jej twarz. Była delikatnie umalowana, usta miała zaróżowione, a oczy czerwone.
- Cieszę się, że jesteś. - Powiedziała tuląc się do mojego boku, a ja odruchowo objąłem ją ramieniem.
- O czym rozmawialiście?
- O wszystkim. Niall mówił, że zakochał się w Natalii, ale boi się do tego przyznać, bo nie wie jak ona zareaguje. Od tego tematu zeszliśmy na przeszłość, opowiadałam mu, jak to z nami było zanim was poznałyśmy, najpierw jako zespół, później osobiście.
- Dlaczego płakaliście, oboje?
- Nie był świadomy jak fanki bardzo przeżywają miłość do was, wasze przyjaźnie z innymi dziewczynami czy randki. Żaden z was nie wie jak ciężko jest trzymać te uczucia na wodzy i każdego dnia uśmiechać się do ludzi i udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy jeszcze pojawiają się inne problemy. To nie jest łatwe i jeszcze ta myśl, że najprawdopodobniej nigdy was się nie spotka i nie podziękuje za to co dla nas robicie.
- Wam się udało, tylu fanom się udało.
- Tak, ale prócz tych, są jeszcze tysiące innych siedzących w domu i myślących o was, tych które nie mogą pojawić się na koncercie bo ich nie stać na spełnienie marzeń. Z nami było dokładnie tak samo, zanim nie wydano mojej książki. Wierz mi Harry, to co dzieje się w głowach i sercach tych wszystkich dziewczyn jest destrukcyjne. One darzą was prawdziwymi uczuciami, mimo, że nie miały okazji was poznać. To jest najgorsze. Kochasz idola, który jest dla ciebie nieosiągalny, ale i tak przy nim jesteś, bo to on urwatował ci życie, kiedy wszyscy inni byli zajęci czymś ważniejszym. Ludzie nie doceniają więzi jaka łączy fanów z ich idolami, nabijają się, bo nie odpowiada im rodzaj muzyki jaką tworzycie czy cokolwiek. One to wszystko biorą do siebie, ale nie pokazują tego, nie wszystkie. Codziennie towarzyszycie im w ich myślach, jesteście z nimi często przez całą dobę przez siedem dni w tygodniu. Tak samo było z nami. Moim crushem byłeś ty, Niall był miłością Natalii, Louis Mileny, Kasia ubóstwia Liama, a Zayn.. to drugi crush Natki, ale nie mów Niallowi. - W milczeniu i skupieniu słuchałem dalej. Wcześniej nie rozmawialiśmy na ten temat, a szczerze mówiąc nie jest łatwy, ani dla mnie ani dla niej. - Były dni, że nie mogłam patrzeć na twoje zdjęcia, nie mogłam słuchać waszych piosenek, twojego Don't let me go, bo to po prostu łamało mi serce. Nie wiem czy jesteś w stanie to zrozumieć, albo chociaż w jakimś stopniu, ale ta platoniczna miłość jest w stanie doprowadzić do depresji. Mówicie, że jesteście piątką zwykłych chłopaków, owszem, wasze zachowanie mimo tak wielkiej sławy o tym świadczy, ale dla nas, fanek, zawsze pozostaniecie marzeniem. W momencie kiedy pojawia się w waszym życiu dziewczyna, pojawiają się hejty. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że to zazdrość, ale przede wszystkim, my, wasze dziewczyny, jesteśmy traktowane wrogo, bo rozwiewamy ich marzenia i nadzieje związane z tym, że to one będą dla was tymi jedynymi.
- Ciągle mówisz o sobie, jakbyś była nadal jedną z fanek.
- Bo jestem Harry. Mimo tego, że siedzisz obok i mnie przytulasz, czuję się jakbym śniła i zaraz miała się obudzić. To jest to, co wzbudza we mnie największy lęk, to przebudzenie. Otworzę oczy któregoś ranka, a ciebie nie będzie obok..
- Tylko dlatego, że właśnie w tym czasie będę ci robił śniadanie. - Uśmiechnęła się w końcu i otwarła łzę, która się wymknęła - Nie zostawię cię, przysięgam. Już nigdy nie będziesz przeze mnie płakać.
- Ja nie, ale one..
- Kochanie, fani są dla nas ważni, są bardzo ważni, bo są naszą drugą rodziną, jednak nie mogę być z każdą, a ty nie możesz ciągle przejmować się wszystkimi ludźmi. Zwróć czasami uwagę na siebie, swoje plany, marzenia.
- Nie chcę być egoistką.
- Do egoizmu jest ci bardzo daleko, do Matki Miłosierdzia, zdecydowanie bliżej.
- Jesteś stuknięty - zaczęła się śmiać.
- Wolałabyś żebym był całkowicie normalny?
- Nie. Właśnie to w tobie pokochałam. Szczerość, prawdziwość i to szaleństwo.
- Cieszę się. - Powiedziałem całując ją w czoło.
- Zawsze się zastanawiałam jak to jest trzymać cię za rękę. Myślałam sobie "Boże, jakie on ma ogromne dłonie" - przyłożyła swoją otwartą do mojej - i nie myliłam się.