poniedziałek, 30 czerwca 2014

36

- Harry. - Powiedziała cicho Milena, która mi się przyglądała
- Chyba powinienem już pójść, - pociągnąłem nosem, kiedy kolejne łzy spłynęły mi po policzkach - ale nie mogę. 
- I słusznie. Nie słuchaj jej, ona cię teraz potrzebuje. Bardziej niż kiedykolwiek. 
- Zerwała ze mną. Gdyby było tak jak mówisz, nie postąpiłaby w ten sposób. Nie Marta. - Sam siebie próbowałem przekonać do własnych słów.
- Słyszałeś kiedyś, że miłość odbiera rozum? Czasami zmusza nas do podejmowania decyzji, które niekoniecznie są mądre i logiczne, może nigdy takie nie będą, ale w pierwszej chwili wydają się słuszne? Właśnie według tego schematu działa Marta. Musicie porozmawiać. Nie pozwól, żeby cię zbyła. 
Wszystko na co moje ciało mi pozwoliło, to skinięcie głową. Milena wyszła z pokoju, a ja nadal siedziałem z łokciami opartymi na kolanach i nie bardzo wiedziałem co robić. Moje myśli zdawały się zderzać ze sobą przez szybkość z jaką się zmieniają. Planowałem zaręczyny, już wiedziałem w jaki sposób chcę ją poprosić o rękę. Właśnie w tym momencie Liam, Louis, Eleanor Niall, Zayn, Perrie nadzorują przygotowywanie O2 Arena, niedługo dojedzie do nich Gemma. Zaplanowałem każdy najmniejszy szczegół, każdy pieprzony drobiazg jaki ma być wykonany na scenie i wokół niej. Na podeście, wychodzącym w głąb tłumu miał być przygotowany czerwony dywan, na brzegach miały być białe róże, na przemian ze świecami w wysokich bezbarwnych świecznikach. Po środku miało stać krzesło. Na nim miała siedzieć podczas naszego występu. W trakcie śpiewania miałem do niej podjeść, uklęknąć przed nią i wyjąć pierścionek. Miałem zadać to słynne pytanie "Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?", a ona miała powiedzieć "tak". Trzy litery, które sprawiłyby że nie posiadałbym się z radości. Trzy litery, zamiast których usłyszałem "Harry, to nie ma sensu, skończmy to". Czuję się jakby ktoś wbił mi nóż w serce i obracał nim, żeby sprawić mi większy ból. Nóż wbiła Marta, ale to ja sam nim obracam, bo nie potrafię od siebie odsunąć myśli, że ją tracę, że nie zdołam już tego zmienić. Ponownie ukryłem twarz w dłoniach i przełknąłem potężną gulę, która uformowała mi się w gardle. Wstałem z łóżka i skierowałem się do wyjścia. Trzymałem dłoń na klamce, ale nie potrafiłem wyjść, nie chciałem, to oznaczałoby definitywny koniec. Nie. Nie mogę wyjść. To się nie może tak skończyć, nie teraz. Nie! Odwróciłem się plecami do drzwi, oparłem się o ich zimną powierzchnię i osunąłem się na podłogę jak aktorka w jakimś romansidle, załamana po odejściu swojej miłości. Dokładnie tak samo się czuję. 
Ja chyba śnię. I wcale mi się ten sen nie podoba. Mój anioł chce mnie zostawić. Ja sobie bez niej nie poradzę. To ona trzyma mnie w ryzach, to ona nie pozwala mi się załamać, to ona jest światełkiem w tym cholernie ciemnym tunelu, do którego wszedłem.. nigdy wcześniej nie kochałem tak bardzo, nigdy wcześniej nic nie zraniło mnie bardziej. Czuję się, jakby ktoś wyssał ze mnie całe szczęście. Euforia, która mi towarzyszyła przed jutrem ulotniła się w ciągu kilku sekund, zupełnie jak ktoś kto czuje się źle w towarzystwie innych. 
Siedziałem z nogami wyciągniętymi przed siebie, dłońmi przetarłem twarz, po czym bezwiednie przeczesałem włosy i głośnemu szlochowi pozwoliłem na wydarcie się z moich ust. 
Marta się poruszyła na łóżku, przez moment zdawało mi się, że cicho wypowiedziała moje imię. Po chwili usiadła i jej wzrok od razu spoczął na mnie. Patrzyłem na nią, oczami pełnymi łez, przez co wszystko wydawało mi się rozmazane. Nawet ona, jak wspomnienie, które próbuję do siebie przywołać, ale ono ciągle mi umyka. Żadne z nas się nie odezwało, żadne nawet się nie poruszyło, nie licząc płytkich oddechów, które poruszały słabo naszymi klatkami piersiowymi. Patrzyłem na nią nie mrugając, ale w końcu odwróciłem wzrok i wpatrywałem się w okno. Cisza, która wypełniała pokój zaczęła mi doskwierać, było w niej tyle niewypowiedzianych słów, żalu, bólu, z każdą chwilą stawało się to coraz bardziej uciążliwe. 
- Dlaczego? - Zapytałem w końcu. Mój głos brzmiał obco, był zachrypnięty bardziej niż zazwyczaj, był cichszy i czaiła się w nim nadzieja, która nadal we mnie była. Gdzieś głęboko, ale jednak była.
- Tak będzie lepiej. - Nie odpowiedziała od razu. 
- Dla kogo? 
- Dla ciebie, Harry. 
- Dla mnie? Czy ty się słyszysz? - Ton mojego głosu zaskoczył nie tylko Martę ale i mnie, ale nie potrafiłem go zmienić. - Tak będzie lepiej dla mnie, dla faceta, który nie wyobraża sobie spędzić kilku dni bez ciebie, który z przerażeniem patrzy w przyszłość, bo boi się, że cię straci? Dla mnie? Nie umiem sobie wyobrazić jutra bez ciebie, bo szczerze mówiąc mam w dupie takie jutro, rozumiesz? Bez ciebie to jutro będzie niczym. Moje życie straci sens, bo to ty nim jesteś. Na prawdę chcesz mnie tego wszystkiego pozbawić?! - Wstałem i uderzyłem pięścią w ścianę. 
- Jestem w ciąży Harry. - Zacisnąłem powieki i zamarłem, z głową opartą o ścianę i dłonią zaciśniętą w pięść, w miejscu, w którym przed chwilą uderzyłem. Kolejne łzy zaczęły spływać z pod moich powiek, ciszę, która znów zapanowała w pokoju, przerwał nierówny i ciężki oddech Marty, przeplatany jej szlochami. 
Jest w ciąży. Czyli.. Boże. Głos ugrzązł mi w gardle, odwróciłem się twarzą do Marty, nie patrzyła na mnie, unikała mojego wzroku jak tylko mogła. 
- Dlaczego na mnie nie patrzysz? - Pokręciła tylko przecząco głową. - Proszę cię, spójrz na mnie. - Podszedłem do łóżka i uklęknąłem przy nim. Wziąłem jej dłoń w swoje i w końcu zwróciła wzrok ku mnie. - Od jak dawna wiesz? 
- Od czterech dni..
- Byłaś u lekarza?
- Tak. 
- I co?
- Ósmy tydzień. - Po jej policzkach znów spłynęły łzy wielkości grochu. Wstałem z podłogi, usiadłem na łóżku i przyciągnąłem ją do siebie tuląc tak mocno, jak mogłem, a jednak na tyle delikatnie by nie sprawić jej bólu.
- Ale jak? - Wyszeptałem po cichu
- Sylwester.. - również odpowiedziała szeptem, ocierając łzy.
- Przecież się zabezpieczyliśmy. 
- Najwyraźniej nam to nie wyszło. 
Co mam powiedzieć? Wszystko co przychodzi mi na myśl nie jest odpowiednie. Jestem w szoku, potwornym szoku. Nie umiem sobie wyobrazić siebie w roli ojca, a co dopiero w nią wejść. Ja nawet nie wiem co mam powiedzieć swojej płaczącej dziewczynie żeby ją uspokoić. Słodki Jezu.. 
- To jest powód dla którego chciałaś ode mnie odejść? Na prawdę sądzisz, że to byłoby najlepsze rozwiązanie? 
- Tak.
- Kłamiesz?
- Tak. 
- Kocham cię i nie pozwolę ci na to, zwłaszcza teraz. Nieważne co tam sobie wymyśliłaś i jak bardzo pokrzyżuję ci plany. Nie odejdę. 
- Nie chcę żebyś odchodził, ale powinieneś.
- Nie. 
- Właśnie, że tak Harry. - Odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy. - To ci nie pomoże w karierze, w spełnieniu marzeń. Ludzie będą nas mieli na językach jeszcze bardziej niż zazwyczaj, fani.. 
- Nie. Nie chcę tego słuchać. - Przerwałem jej w połowie zdania. - Nie obchodzą mnie inni, teraz nawet fani mnie nie obchodzą. Liczysz się ty i dziecko. Swoje marzenia już spełniłem. Wszystkie. Niektóre wcześniej niż bym na to liczył, ale teraz mam wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia. Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem, mam ciebie.. mam was. 
- Harry.. 
- Nie. Będziemy razem, wychowamy dziecko i będziemy szczęśliwi. A ty, nie popsujesz mi moich jutrzejszych planów.
- Jakich planów?
- Niech cię o to głowa nie boli. Wszystko co masz zrobić, kiedy ktoś cię o coś zapyta, to powiedzieć "tak". Tylko tyle. 
- Harry.
- Marta.
- Styles, przestań mi przerywać do cholery! - Wzięła głęboki oddech - Boję się. Jestem przerażona. Nie chcę niszczyć ci życia - otworzyłem usta żeby coś powiedzieć, ale przyłożyła dłoń do mojej twarzy i powiedziała: - Zamknij się, teraz ja mówię. Nie chcę żeby ludzie wytykali nas palcami, nie chcę żeby mówili, że wrobiłam cię w ciążę, żeby mnie jeszcze bardziej nienawidzili, przez co się będą odsuwać od zespołu. Nie chcę tego, rozumiesz? A tak pewnie będzie, bo przecież tu chodzi o ciebie. 
- Nie zniszczysz mi życia, bo to ty nim jesteś. Jeśli odjedziesz, zabierzesz je ze sobą. 
- Ty nie rozumiesz, nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji jakie nas czekają.
- To ty nie rozumiesz Marta. Nie zostawię cię samej z dzieckiem. Ludzie i tak zaczęli by coś podejrzewać. Jakbyś im wytłumaczyła ciążę? 
- In vitro?
- Nie bredź, proszę cię. - Odetchnąłem powoli. - Rozmawiałaś z mamą?
- Tak.
- Co powiedziała?
- Że nam pomoże, jeśli będzie taka potrzeba. 
- Ona mnie zabije. 
- Kto?
- Twoja mama.
- Boję się co twoja powie. 
- Zawsze chciała być babcią. 
- Jesteś pewien, że tak wcześnie?
- Nie powiedziała kiedy dokładnie, ale zażądała kiedyś wnuków. 
- Jakoś nie wierzę.
- Powiedzmy jej. - Powiedziałem i wyjąłem telefon z kieszeni. Kiedy napotkałem przerażony wzrok Marty, uświadomiłem sobie, jak bardzo sam się tego boję.
Wybrałem numer do mamy i uścisnąłem dłoń Marty, żeby dodać otuchy nam obojgu. 
- Cześć kochanie - głos mamy w słuchawce zabrzmiał niemalże po trzecim sygnale - jak tam przygotowania do..
- Mamo, Marta jest ze mną - powiedziałem szybko, nie chciałem żeby powiedziała coś za dużo. - Musimy ci coś powiedzieć. 
- Cześć Anne - powiedziała Marta próbując uspokoić głos.
- Dzieci, co się stało, macie niewyraźne głosy. Powinnam się niepokoić?
- Mamo.. - zacząłem, ale Marta nie dała mi dokończyć
- Jestem w ciąży - powiedziała szybko i wtuliła się w moje ramię żeby stłumić płacz. 
Po drugiej stronie słuchawki było cicho. Nie było nawet słychać oddechu mamy. Wiem, że jest w szoku, jak my wszyscy, ale teraz już za późno na cokolwiek. 
- Będziemy mieli dziecko - powiedziałem i spojrzałem na Martę uśmiechając się lekko. Będziemy mieli dziecko.. nadal do mnie nie dociera myśl, że będę ojcem. 
- Nie bardzo wiem co mam powiedzieć. - Po długiej ciszy usłyszeliśmy w końcu głos w słuchawce. - Nie sądziłam, że tak szybko.. który to tydzień?
- Ósmy. - Odpowiedzieliśmy równo
- Jesteście tacy młodzi.
- Mamo, czy ty płaczesz? 
- Kochanie - pociągnęła nosem - powinniście się bawić, korzystać z życia, zwiedzać świat i rozwijać skrzydła. Nie pomyślcie, że się nie cieszę, jestem po prostu w niemałym szoku. Dlaczego się nie zabezpieczyliście? 
- Mamo.. oboje czujemy się w tym momencie skrępowani twoim pytaniem, ale zabezpieczyliśmy się. Jak zawsze. - Marta spojrzała na mnie oskarżycielskim wzrokiem, ja tylko przyłożyłem palec do ust, by dać jej do zrozumienia, że mama nie musi wiedzieć co, jak, kiedy i dlaczego. Mama odchrząknęła.
- Nie zostawimy was samych w tej sytuacji, nie bójcie się. Pomożemy wam we wszystkim.. - przerwała na chwilę, po czym zwróciła się do Marty - Powiedziałaś już swojej mamie?
- Tak. Zareagowała tak samo jak ty. 
- Może teraz w końcu ją nam przedstawicie. Przyszłe babcie powinny się poznać. - Po raz pierwszy tego dnia zobaczyłem uśmiech Marty. 
Mama zdawała się już przyjąć do świadomości, że nasza rodzina powiększy się o kolejne pokolenie i skrycie się z tego cieszy. Leżeliśmy z Martą w łóżku, ona wtulona w moją klatkę piersiową, ja obejmując ją ramieniem i gładząc po plecach. Zastanawiałem się jak to będzie. Zaręczyny, to planowałem od jakiegoś czasu, ale dziecko, to zupełna niespodzianka. Wszystko dzieje się tak szybko.
- Śpisz? - zapytałem po cichu, żeby jej nie obudzić w razie czego.
- Nie.
- O czym myślisz?
- O tym jak bardzo przerażona jestem. 
- Ja też, ale nie pozwólmy, żeby to nami zawładnęło. Teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie. 
- Nie rozumiem, jak ty możesz zachowywać się tak spokojnie.
- Widzę, że się martwisz, widzę, że nie spałaś przez ostatnie kilka dni, domyślam się ile hektolitrów łez wylałaś i chciałaś mnie rzucić. To ostatnie to było złe. Gdybym nie był opanowany, nie pomogłoby to ani mnie, ani tobie. Poza tym, podoba mi się myśl, że będziemy mieli dziecko. - Uśmiechnąłem się do siebie na wyobrażenie Marty z coraz większym brzuchem, mnie z niemowlęciem na rękach, naszej trójki, szczęśliwej i zawsze razem. 
- Wiedziałam, że będziesz w szoku, ale nie sądziłam, że aż w tak głębokim, że zaczniesz bredzić. 
Zaśmiałem się i pocałowałem ją w czoło. 
Nie potrafię sprecyzować swoich uczuć teraz, w tym momencie. Po prostu nie umiem. Czuję zbyt wiele na raz. Strach, dezorientację, oszołomienie, radość, jeszcze większą euforię na myśl o jutrze, nie wiem dlaczego. Jeszcze w życiu nie czułe tyle na raz. 
- Chłopiec czy dziewczynka? - Zapytałem.
- Stawiam, że chłopiec.
- A ja, że dziewczynka. 

niedziela, 22 czerwca 2014

35

Wbrew zapewnieniom Marty, i tak czułem się zazdrosny. Kto by nie był? Tu chodzi o dziewczynę mojego życia, a patrzenie jak ona fascynuje się innym.. nie wiem czy są słowa, które odpowiednio opiszą tę zazdrość. Z jednej strony wiem, że nie mam powodu by się obawiać tego chłopaka, czy kogokolwiek innego, z drugiej zaś, podświadomie czuję się zagrożony. Moja wyobraźnia potrafi płatać mi figle i robi to z przyjemnością, a ja się temu poddaję, przez co dobijam sam siebie.
Bardzo mądre.
Marta zdaje się być zahipnotyzowana. Oczy ma zamknięte, co świadczy o tym, że nie przyszła tutaj sycić oczu, a słuch. Słucha uważnie tego co śpiewa Declan. Wyłapuje każdy dźwięk, tak jakby miał być ostatnim, który usłyszy. Na jej ustach pojawia się delikatny uśmiech, lekko kręci głową, chyba nie wierzy to, że tutaj jest. Ja z kolei siedzę i zamiast skupiać się na wykonawcy, skupiam się na Marcie. Przyglądam się jej bardzo uważnie, rejestrując każdy najmniejszy szczegół, na przykład taki, że kiedy się uśmiecha, dołeczek w lewym policzku jest głębszy od tego w prawym, że dzisiaj przedziałek zrobiła na środku głowy, tak aby włosy równomiernie były rozdzielone. Przez jej białą koszulę przebijała biała bokserka, pod nią dostrzegam czarny stanik. Nie wiem dlaczego tak bardzo lubuje się w czarnej bieliźnie, ale przez to, kręci mnie to jeszcze bardziej. Patrzę na jej długie i czarne jak smoła od tuszu rzęsy i z wytęsknieniem czekam aż otworzy oczy, ukazując te cudowne niebieskie tęczówki. Rumieńce, które zdobią jej policzki dodają jej uroku. Wygląda na młodszą niż jest. Wygląda na obcą mi osobę, coś w jej postawie sprawia, że intryguje mnie tak samo jak pół roku temu.
Otworzyła oczy, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się mrugając nieznacznie. Zaśmiałem się i nachyliłem do stolika, opierając na nim łokcie.
- Czy ty ze mną flirtujesz?
- Nie, flirt to zdecydowanie nie jest moja działka.
- Myślę, że wręcz przeciwnie.
- Doprawdy? - Zmarszczyła czoło. - Nie wyglądasz na zainteresowanego.
- Jestem zainteresowany, nawet bardzo. - Uniosłem kącik ust w uśmiechu i mrugnąłem. Zaśmiała się.
- Zdajesz sobie sprawę, że zdecydowana większość damskiej publiki skupia się na tobie, nie na Declanie?
- Przesadzasz.
- Dziewczyna w czarnej sukience, stolik po prawej, trzeci od okna, zerka na ciebie z nadzieją, że napotka twój wzrok. Stolik po naszej prawej stronie, kobieta w zielonym szalu, nie odrywa od ciebie wzroku odkąd przyszliśmy. Trzy stoliki przed nami, bardziej na lewo..
Nachyliłem się do Marty jeszcze bardziej.
- Kochanie, żadna z nich nie przyciąga mojej uwagi tak bardzo jak ty. Nie mówmy o nich, dobrze? Uśmiechnęła się szerzej.
- Jak sobie życzysz. W takim razie, jakiś konkretny temat chodzi ci po głowie?
- Właściwie, to jeden.
- Zamieniam się w słuch. - Usiadła tak, że teraz patrzyła tylko na mnie.
- Chciałbym, żebyś mi coś obiecała. - Kiwnęła tylko głową, zachęcając mnie bym mówił dalej. - Obiecaj, że jeżeli cię o coś poproszę, zgodzisz się.
Wiem, to nie jest uczciwe zagranie z mojej strony, bo przymuszanie jej do obietnicy, że zgodzi się zostać moją żoną, jest nie na miejscu, zwłaszcza, że nie wie o co ją poproszę i wydaje mi się, że nawet się nie domyśla. Dla mnie to jednak jest w pewnym sensie gwarancja, że mnie nie zostawi, że będzie przy mnie zawsze. Tego potrzebuję. Zapewnienia, że jest moja, tylko i wyłącznie. Tak, wiem. Jestem egoistą i nie mam prawa traktować jej tak przedmiotowo, ale.. nie mam stosownego wytłumaczenia mojego zachowania. Nic co mi się nasuwa, nie jest logiczne. Po prostu. Jej słowo mnie uspokoi. Tyle.
- Będę tego żałowała? - Unosi brew w typowy dla siebie sposób, kiedy próbuje kwestionować moje zdanie.
- Nie pozwolę żeby tak było.
- Czy to coś będzie niebezpieczne?
- Może będzie trochę przypominać sport ekstremalny, ale to nic czego byś nie znała. - Sport ekstremalny to chyba trafne porównanie. Na brak adrenaliny i rozrywki raczej narzekać nie będziemy.
- Ufam ci.
- Wiem i obiecuję zrobić wszystko, żebyś tego zaufania do mnie nie straciła.
- W takim razie, dobrze. Obiecuję. - Uśmiechnąłem się szeroko i pocałowałem ją delikatnie.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co.

Próg domu przekroczyliśmy kilka minut po północy. Marta zapaliła światło w pokoju i otworzyła drzwi na oścież, tak, by oświetliło nam przedpokój. Nie chcieliśmy obudzić dziewczyn. Pozbyliśmy się płaszczy, butów i zamknęliśmy się w jej pokoju. A może powinienem powiedzieć naszym? Teraz jedynym oświetleniem jakie nam rozjaśniało ciemność były małe lampki choinkowe zawieszone na ramie łóżka. Na stoliku nocnym dostrzegłem nasze zdjęcie z Halloween, w tle była Natalia i Niall, którzy opróżniali worki dzieciaków kiedy te nie patrzyły.
Odwróciłem wzrok od zdjęcia, teraz moja uwagę przykuła Marta, która zdejmowała z siebie koszulę, następnie bokserkę. Chwyciłem jej dłoń i przyciągnąłem do siebie. Patrzyłem jej w oczy. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Jej były jak ocean. Co nasuwa się Wam na myśl kiedy słyszycie "ocean"? Ja myślę o ogromnej, nienaruszonej niczym przestrzeni, o głębokości, spokoju, czasem falach. Tymi falami, które mogłem zobaczyć w jej oczach były uczucia, te którym dawała upust, jak i te, które skrywała przed wszystkimi, nawet przede mną.
Potarłem nosem jej policzek, ucałowałem go, później ucałowałem drugi.
- Kocham cię
- Ja ciebie też. - Wodziła palcem po moim policzku i zaczęła się uśmiechać.
- Co cię tak cieszy?
- Fakt, że się ogoliłeś.
- Nie miałem wyboru, obraziłaś mój koper. - Oboje zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili Marta przytknęła mi dłoń do ust
- Ciii.. Obudzimy dziewczyny.
- Wybacz. - Powiedziałem odsuwając jej delikatną dłoń od mojej twarzy. Objąłem ją w talii, powoli opuszczając dłoń niżej, aż do momentu, kiedy pod palcami poczułem materiał jej dżinsów. - Trzeba ci z nimi pomóc?
- Poradzę sobie.
- Jesteś pewna? Wyglądasz na zmęczoną. - Zniżyłem głos do szeptu.
- Jestem. A ty?
- Ja?
- Nie potrzebujesz pomocy?
- W przeciwieństwie do ciebie, nie odmówię.
- Szczerze mówiąc, liczyłam na inną odpowiedź. - Odpowiadała również szeptem, dotykając kciukiem moich ust. Pocałowałem koniuszek jej palca.
- Poważnie?
- Mhm. Więc jeżeli to ode mnie zależy, to śpisz dzisiaj w tej koszuli.
- Będzie mi niewygodnie.
- Ale pomyśl o tym, jak seksownie będziesz wyglądać - uniosła brew i zaczęła się śmiać widząc moją dezorientację. - Żartuję. Rozbieraj się.
- Czy..
- Nie.
- Rozumiem.
- Cieszy mnie to.
Leżeliśmy w łóżku w pozycji na tak zwane łyżeczki. Marta opierała plecy o mój tors, ja obejmowałem ją ręką w pasie. Żadne z nas się nie odzywało, zastanawiałem się czy śpi, czy tak samo jak ja rozmyśla nad różnymi sprawami.
- Śpisz?
- Nie. Zastanawiam się jak pozbyć się rozstępów.
- Rozstępów?
- Mhm.
- Co to jest?
- To miejsca, w których skóra się rozciąga. Dzieje się tak kiedy się tyje. Powstają wtedy takie perłowe ślady, wyglądają trochę jak blizny.
- Nie masz rozstępów.
- Mam.
- Na tyłku chyba.
- Tam też.
- I gdzie niby jeszcze?
- Biodra, uda, piersi, ramiona.. jestem jak jeden wielki chodzący rozstęp.
- Bredzisz, jesteś przemęczona. - Prychnęła. - No co? Nie masz żadnych rozstępów, widziałem cię nie jeden raz nago i żadnej blizny nie dostrzegłem.
- Masz problemy ze wzrokiem kochanie. Starzejesz się.
- Dzięki, ty to jednak wiesz jak pocieszać ludzi.
- Wiem. - Uniosła moją dłoń i ucałowała ją.

Przez następny tydzień od naszej randki, mało czasu ze sobą spędzaliśmy. Praca pochłaniała nas oboje, uściślając, mnie pochłaniały przygotowania do zaręczyn. Ciągłe esemesowanie nie sprawiło, że tęsknota za Martą zelżała, wręcz przeciwnie. Brakowało mi jej coraz bardziej. Mieszkamy tak blisko siebie, a nie mamy czasu spędzić ze sobą choćby godziny, to chore, a zarazem niepokojące. Zresztą, nie tylko to mnie martwi. Mam wrażenie, że Marta ostatnio unika spotkania ze mną. Może jestem przewrażliwiony i źle to wszystko odbieram. Może.
Wczoraj wybrałem pierścionek. Delikatny, z białego złota, z niewielkim diamencikiem w kształcie serca na środku, może i oklepany wzór, ale na prawdę ślicznie się prezentuje. Gemma obiecała go przymierzyć w sklepie, kupić, a zaraz potem do mnie wysłać. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, pierścionek będę miał jeszcze dzisiaj. Chłopacy, tak jak obiecali, również zaangażowali się w pomoc przy planowaniu. Właściwie, to poprosiłem ich tylko o to, aby zaśpiewali ze mną They don't know about us. Uważam, że ta piosenka jest idealna dla nas dwojga i mam nadzieję, że Marta zrozumie, co chcę jej przez to przekazać, a mianowicie, że mimo naszego młodego wieku, wiemy czego chcemy i jeżeli ona się zgodzi, to nic ani nikt nie zmieni tego co jest między nami, bo ważni jesteśmy my i nasze plany, marzenia, po prostu my.
Pewnie się teraz zastanawiacie jak wyobrażam sobie te zaręczyny. Nie mam jeszcze wszystkiego zaplanowanego krok po kroku. Wiem na pewno, że chcę zaśpiewać dla Marty TDKAU, chcę sprawić, że poczuje się wyjątkowa w tym momencie, bo taka jest. Nie wybrałem jeszcze miejsca, w którym poproszę ją o rękę, ale będzie ono pełne czerwonych róż i przede wszystkim, będziemy tylko my. Ja, ona i nasi przyjaciele.
Może to głupie, ale wyobrażam sobie, jak woła "tak" i wpada mi w ramiona, bardzo prawdopodobne jest to, że jej reakcja będzie zupełnie inna, modlę się tylko o to, żeby była pozytywna.

Po czwartym zignorowanym połączeniu dzisiejszego dnia, stwierdziłem, że nie mogę dłużej zwlekać i muszę do niej pojechać. Drzwi otworzyła mi Kasia, przywitała mnie uśmiechem, ale nawet w jej zachowaniu było coś innego, coś czego nie umiem sprecyzować.
- Jest u siebie. - Nie musiałem nic mówić, wiedziała co mnie gryzie. Skinąłem tylko głową i zapukałem do pokoju Marty.
- Proszę - powiedziała, a jej głos wydawał się być zduszony.
Leżała na łóżku, zwinięta w kłębek, wyglądała tak, jakby dopiero co zdołała opanować łzy, ale kiedy mnie zobaczyła, nie dała rady powstrzymywać kolejnych.
- Słońce, co się dzieje? - Nie odpowiedziała, pokręciła tylko głową i usiadła. - Wszystko w porządku? Martwiłem się, i widzę, że słusznie.
Płaszcz przewiesiłem przez ramę łóżka, podszedłem do niej i przytuliłem ją, ale ona wyswobodziła się z uścisku.
- Nie. Proszę.
- Dlaczego?
- Nie chcę żebyś mnie dotykał.
Dlaczego czuję się tak, jakby właśnie mnie spoliczkowała? Dlaczego mam przeczucie, że to prowadzi do czegoś złego? Dlaczego do cholery nie umiem wykrztusić ani jednego słowa?
Dojście do siebie zajmuje mi chwilę, ale to nie wyciągnęło mnie z całkowitego osłupienia.
- Marta co się dzieje?
- Nic. - Wstała.
- Nic? Przecież widzę.. Porozmawiaj ze mną.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Marta. - Mój głos przybrał błagalny ton, jakby to miało cokolwiek zmienić.
- Harry.. Ja.. My.. Nie.. - jąkała się, jakby nie wiedziała jak najdelikatniej ująć, że powinniśmy się rozstać.
- Nie zrobisz mi tego.. - głos zaczął mi drżeć.
- Nie mam wyboru. - Stoimy na przeciwko siebie i płaczemy. Oboje.
- Jak to, nie masz wyboru?
- Harry, proszę cię, nie ciągnijmy tego dłużej, to zrani nas tylko bardziej.. - gorączkowo pocierała dłonią czoło jakby chciała złagodzić tym napięcie i rozczarowanie.
- Błagam cię, powiedz, że nie mówisz poważnie. Nie mówisz o nas, prawda? Nie zrywasz ze mną?
Czuję się otępiały.
- Przykro mi, Harry.
- Nie.. - zacząłem potrząsać głową - Nie możesz..
- Muszę.
Wyszła z pokoju, ja po chwili zrobiłem to samo. Była w salonie. Stała odwrócona plecami do mnie. Dziewczyny widząc nas oboje w takim stanie, były nie tylko zdezorientowane ale i chyba przerażone. Serce tłukło mi się w piersi jak szalone, nie zwalniało nawet na chwilę odkąd zobaczyłem ją płaczącą.
- Żartujesz?
- Nie. To koniec Harry, rozumiesz?
- Ej! Koniec czego? - Zapytała Natalia podnosząc głos.
Stałem jak osłupiały, w oczach wezbrały mi nowe łzy, w akcie desperacji powtórzyłem ruch Marty sprzed kilku chwil. Zacząłem pocierać dłonią czoło, tak, że palce zaczęły mi drętwieć.
- To musi być jakiś głupi żart. Wy wszystkie bierzecie w tym udział? - Podniosłem głos. - Jeżeli tak nie jest, to przynajmniej mi powiedz dlaczego. Co zrobiłem nie tak? To przez fanów? Media? A może już ci się znudziło bycie moją dziewczyną? - Nadal nie raczyła mi spojrzeć w oczy. - Mówię do ciebie do cholery! - Krzyknąłem a łzy zaczęły kapać mi po policzkach. Zero reakcji.
- Nie powiedziałaś mu? - Zapytała Milena prostując się na kanapie.
- O czym? - Zapytałem nie odrywając wzroku od pleców Marty.
- Tak będzie lepiej. Dla nas wszystkich. - Odezwała się po chwili i odwróciła.
- Chcę znać prawdę, nie obchodzi mnie jak przykra ona będzie.
- Odpuść Harry, proszę cię.
- Poznałaś kogoś, tak? Jesteś z nim szczęśliwsza niż ze mną? - Nieświadomie zacisnąłem pięści i szczękę. - Zdradziłaś mnie?
- Na miłość boską, nie! - Krzyknęła i się rozpłakała.
- Więc w takim razie o co chodzi? - Wzrok utkwiła w podłodze, jakby było w niej coś nieprawdopodobnie interesującego, spojrzała na dziewczyny, później na mnie,
- Harry, ja..
Zasłabła zanim dokończyła to, co chciała powiedzieć. W ostatniej chwili zdążyłem ją złapać, ochraniając przed uderzeniem głową w ostry kant stołu. Trzymałem ją w ramionach, bladą, zapłakaną i wykończoną. Moje łzy kapały jej na policzki, łącząc się z jej. Objąłem ją mocniej i zaniosłem do jej pokoju, kładąc ją ostrożnie na łóżku i układając jej nogi wyżej.
Usiadłem na skraju łóżka, opierając łokcie na kolanach, a twarz ukryłem w dłoniach. Wyraz bezsilności, jaka mnie ogarnęła.
_______________________________________________

Mam szczerą nadzieję, że ten rozdział jest lepszy od poprzedniego. Na prawdę. Mam też świadomość, że do najdłuższych nie należy, co działa na moją niekorzyść.... Mimo wszystko, jeżeli dobrnęliście do końca, proszę zostawcie po sobie jakiś ślad :)

Dziękuję Wam za to, że trzymaliście kciuki o mój zabieg, który niestety się nie odbył. Jak się okazało na chwilę przed nim, wyszły pewne komplikacje z moim serduchem i musiał zostać odłożony. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie :) x

I jeszcze jedno.
JEŻELI zmieniacie usery i chcecie być nadal informowani, to mówcie mi o tym, dobrze? Teraz lista informowanych to 1/3 zmienionych userów. Jeśli nadal tak będzie, albo ta grupa się powiększy, przestanę informować. To dla mnie dodatkowy czas, więc chociaż tak mi to ułatwcie - informujcie o zmianach i o tym, że np NIE chcecie być dłużej na tej liście.

niedziela, 15 czerwca 2014

Notka


Cześć :) 
Chciałabym Was lojalnie uprzedzić, że nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, prawdopodobnie w przyszły weekend, może w przyszłym tygodniu, nie wiem. Jadę jutro do szpitala i wszystko zależy od tego, ile tam zostanę i jak później się będę czuła. 

Mam nadzieję, że nie będziecie źli. 
Przepraszam i proszę o cierpliwość.
Na razie to tyle. Do następnego :) 

niedziela, 8 czerwca 2014

34

Zasnąłem nawet nie wiem kiedy. Miałem dziwny sen, którego po przebudzeniu nie pamiętałem. Westchnąłem i przewróciłem się na drugi bok, otworzyłem oczy i pierwsze co zobaczyłem.. to Niall.
- Co ty tu robisz?
- Kiedy wróciłem opowiadałem ci o mojej rozmowie z Natalią, pozostali spali, więc przyszedłem do ciebie.
- Ja też spałem Niall.. - powiedziałem tak, jakbym tłumaczył coś małemu dziecku. - Nawet nie wiem, kiedy przyszedłeś.
- Odpowiadałeś mi. - Powiedział i spojrzał na mnie, na chwilę przestając się bawić telefonem, który trzymał w dłoni.
- Poważnie? - Uniosłem brwi ze zdziwienia.
- Nie. Wkręcam cię. Liam powiedział mi przy śniadaniu, że chcesz ze mną pogadać i że to coś ważnego, więc jestem.
- Nie mogłeś poczekać aż wstanę?
- Mogłem. Ale ciekawość mnie zżera.
Wywróciłem oczami. Cały on. Usiadłem na łóżku, opierając się o zagłówek i przecierając dłonią oczy.
- Chcę się oświadczyć Marcie - powiedziałem i spojrzałem na niego.
- Wiedziałem, że to w końcu usłyszę, ale sądziłem, że może tak jakoś przed jej urodzinami. To byłby prezent.
- Prezentem będzie wesele jeśli się zgodzi.
- Dlaczego miałaby się nie zgodzić? - Wzruszyłem ramionami. - Stary błagam cię. Kiedy jesteście razem, oboje promieniujecie, tak jakbyście się jakiegoś płynu fosforyzującego napili. Od kiedy jesteś z Martą jesteś chyba najbardziej zakochanym facetem na ziemi, no, nie licząc teraz też mnie, a ona.. powtórzyła ci chyba wczoraj naszą rozmowę? - Skinąłem głową - Więc nie rozumiem czym się martwisz.
- Tym, że może jednak zmieni zdanie? Ile ona już wycierpiała z mojego powodu.
- Właśnie, a mimo to jest przy tobie i nie wygląda na to, żeby to się miało zmienić. Zamiast trząść portkami zacznij planować zaręczyny, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś.
- Dzięki. - Uśmiechnąłem się do Nialla. - Jak tam sprawy z Natalią? - Zamknął oczy i z uśmiechem położył się na łóżku obok mnie.
- Zgodziła się być moją dziewczyną! Rozumiesz to Hazz? - Zawołał i podniósł się gwałtownie, załapał mnie za ramiona jakby to miało mi pomóc w zrozumieniu jego słów, po czym puścił mnie i znów się rzucił na łóżko. Zacząłem się śmiać.
- Cieszę się. Teraz wreszcie przestaniesz się zadręczać głupimi myślami.
- Też się cieszę. Ej?
- Tak?
- Ale mogę być twoim drużbą?
- No jasne, że tak.
- Tylko tyle chciałem wiedzieć. - Wstał i skierował się do wyjścia. - Zapomniałbym, Marta dzwoniła.
- Do ciebie?
- Do ciebie. Powiedziałem, że zadzwonisz jak wstaniesz. Nie dziękuj. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu i wyszedł.
Sięgnąłem na stolik nocny po telefon, ale go tam nie było. Wstałem z łóżka, zdjąłem z niego kołdrę, poduszkę, ale tam też go nie było. Dziwne, zdawało mi się, że kładłem go obok siebie. Chwyciłem swoje spodnie, przeszukałem kieszenie, ale tam też nic. Nagle drzwi się otworzyły i po raz kolejny zobaczyłem Nialla.
- Twój telefon. - Powiedział i rzucił mi go.
- Właśnie go szukałem. Dzięki.
Wybrałem numer Marty, usiadłem na łóżku i czekałem aż odbierze. Dwa sygnały. Trzy. Cztery. Pięć. W końcu włączyła się poczta. Zmarszczyłem brwi i ponownie wybrałem połączenie. Nadal nic. W końcu kiedy miałem się rozłączać usłyszałem w słuchawce powitanie.
- Cześć Harry.
- Cześć Natalia. Mogę rozmawiać z Martą?
- Wiesz.. ona jest teraz trochę tak jakby niedysponowana.
- Dlaczego?
- Źle się.. O czekaj, już idzie.
- Cześć kochanie. - Marta wzięła telefon od Natalii.
- Wszystko w porządku?
- Ciebie też miło słyszeć. - Wyczułem jej uśmiech. - Tak, nic mi nie jest.
- Przepraszam, martwię się o ciebie. Jesteś pewna, że wszystko okej?
- Tak, tylko miałam mdłości po śniadaniu. To pewnie ta jajecznica Mileny
- No dzięki! - Usłyszałem w tle głos Mileny i śmiech reszty.
- Niall powiedział, że dzwoniłaś. Nie słyszałem telefonu, przepraszam.
- Przestań. Chciałam zapytać, czy zgodzisz się żebym to ja dzisiaj zaplanowała naszą randkę.
- Jeśli chcesz, to nie mam nic przeciwko, tylko mi powiedz o której mam po ciebie przyjechać.
- O siedemnastej. Pasuje?
- Pasuje. - Uśmiechnąłem się do słuchawki. Ciekaw jestem co wymyśliła, bo niestety ja nic. - Nie miałaś być na spotkaniu?
- Miałam, ale zostało przełożone. Harry?
- Tak?
- Zrobisz coś dla mnie?
- Ogolę się, obiecuję. - Odpowiedziała mi śmiechem.
- Nie o to chciałam prosić, ale miło, że pamiętasz żeby się ogolić. - Dalej się zaśmiewała, nie wiem co w tym takiego śmiesznego. - Załóż proszę czarną koszulę.
- Idziemy na pogrzeb?
- Nie. Po prostu strasznie mnie pociągasz w czarnej koszuli - teraz ja się zacząłem śmiać.
- Dla ciebie wszystko.
- Kocham cię. - Powiedziała.
- Wiem.
- A gdzie ja ciebie też?
- Nie ma. Jest tylko "ja ciebie bardziej".
- Lubisz mnie cytować, prawda? - Na to wspomnienie uśmiech wpełzł mi na usta, ale kiedy sobie przypomniałem co było wcześniej, zaczął powoli znikać.
- Nawet bardzo. Do zobaczenia kochanie.
- Paa.  
Ciekaw jestem co zaplanowała.
Zwlokłem się z łóżka po raz kolejny, pościeliłem je i wszedłem do łazienki. Doprowadzając się do korzystnego stanu, zacząłem rozmyślać o pomyśle, który mnie naszedł przed zaśnięciem, a mianowicie - wspólne mieszkanie z Martą. Może jeszcze nic jej nie powiem, a porozglądam się za czymś odpowiednim? Dla nas dwojga nie trzeba będzie zbyt wiele, a z drugiej strony byłoby całkiem fajnie zamieszkać w domu z dużymi otwartymi pomieszczeniami, z basenem w ogródku i oczywiście wysokim ogrodzeniem.
Założyłem bandamkę, ubrałem się i zaszczyciłem kuchnię swoją obecnością. Głód dał mi o sobie znać. Śniadanie według Harrego Stylesa, czyli czekoladowe płatki śniadaniowe z zimnym mlekiem, do tego szklanka soku i gotowe. Usiadłem w salonie, włączyłem telewizję i zmieniałem kanały z nadzieją, że coś mnie zainteresuje. No i zainteresowało.
"Pewnie każdy z was kojarzy Marry. Harry i jego dziewczyna, na przekór temu co mówią o nich media, fani czy postronni świadkowie ich relacji, nadal są razem. Czyżby Polka zdołała usidlić kochliwego Harrego Stylesa? A może to nadal środek promocyjny, który ma na celu zwiększyć zainteresowanie ich obojgiem jak niektórzy twierdzą? Niedawno mogliśmy obserwować kryzys zakochanych, kiedy po Internecie krążyły zdjęcia Marty całującej się z innym chłopakiem. Tak na prawdę nikt nie wie co się wtedy wydarzyło. Zapewnienia chłopaków, iż ta scena została ukartowana to jedno, a fakt, że ani Harry ani Marta się nie wypowiedzieli to inna sprawa. Niedługo kolejna trasa One Direction i następna książka Marty. Jak tym razem zostanie nagłośniona sprawa?" 
Wyłączyłem zanim dziennikarka zakończyła swój wywód. Szkoda moich nerwów. "Co następne". Zaręczyny. Przygotujcie się na ten szok.
Spojrzałem na zegarek, dochodzi południe. Jeszcze mam trochę czasu i zdecydowanie nic do roboty. To będą chyba najdłuższe cztery godziny mojego życia. Godzina mi wystarczy na prysznic, ubranie się i wstąpienie do kwiaciarni po drodze.
Zastanawiam się gdzie się podziała reszta. Dawno nie było tutaj tak cicho. Wstałem i poszedłem do pokoju Nialla, on na pewno jest w domu i wie wszystko. Zapukałem i wszedłem, nie czekając na zaproszenie do środka. W pokoju było ciemno. Rolety opuszczone, ubrania rozrzucone po pokoju i Niall leżący w łóżku z laptopem na kolanach. Tak właśnie wyglądają nasze dni wolne, w każdym razie, większość z nich.
- Gdzie są wszyscy? - Zapytałem, ale on nawet nie zareagował. - Niall? - Pewnie ma słuchawki w uszach. Podniosłem koszulkę leżącą u moich stóp i rzuciłem nią w Horana. Udało mi się zwrócić jego uwagę.
- Co?
- Pstro. Pytałem gdzie się wszyscy podziali.
- Zayn pojechał spotkać się z Doniy'ą, Lou z El gdzieś wyszli a Payno.. nie wiem.
- Kiedy ostatnio wietrzyłeś pokój? - zapytałem po chwili.
- Nie wiem, a co?
- Wywietrz go.
- Mówisz jak moja mama.
- Ktoś musi ci ją zastępować. Co robisz?
- Oglądam film. Przyłączysz się?
- Nie mam co robić, więc chętnie.
Najpierw obejrzeliśmy 60 sekund, później Fighting, film o młodym chłopaku zarabiającym na życie dzięki nielegalnym walkom na pięści. Nie spodziewałem się, że aż tak mnie zainteresuje, że stracę poczucie czasu.  Kilka minut po szesnastej zerwałem się na równe nogi, wziąłem szybki prysznic, ogarnąłem włosy i zacząłem się ubierać. Czarne spodnie i czarna koszula. Zakładając ją uśmiechałem się chyba nie do końca świadomie. Kiedy byłem gotowy, krzyknąłem tylko "Wychodzę" i wybiegłem z domu. Pospiesznie wsiadłem do samochodu i ruszyłem. Mam niecałe 20 minut, a do kwiaciarni pojadę jakąś połowę z tego. Mam nadzieję, że się nie spóźnię.
W kwiaciarni o beznadziejnej nazwie "Prezencik" poprosiłem o bukiet zrobiony z różnokolorowych gerberów. W momencie kiedy trzymałem bukiet w ręce, zaczął się wyścig z czasem. Zdążę? Mam 5 minut..

*** 

- Dokąd jedziemy? - Zapytałem
- Na Courtain Road.
- Courtain Road.. To chyba gdzieś niedaleko.
- Musisz skręcić w prawo, później w lewo i znów w lewo.
- Tak właściwie to co tam jest?
- Studio tatuażu. - Spojrzała na mnie i czekała na moją reakcję.
- Okej - powiedziałem przeciągle - chyba nie masz zamiaru się tatuować? - Przygryzła dolną wargę i udawała, że nie słyszy mojego pytania. - Skarbie?
- Tak?
- Po co jedziemy do studia tatuażu?
- Tak.
- To nie była odpowiedź - zaśmiałem się. - Jesteś pewna, że chcesz tatuaż? Wiesz, że to nieodwracalna decyzja.
- Marudzisz zupełnie jak moja mama.
- I ma rację.
- Przypomnij mi tylko, ile ty masz tatuaży?
- Już nic nie mówię.
- I dobrze. - Spojrzała na mnie wymownie.
- Co chcesz sobie wytatuować?
- Za dużo wymagasz, Styles.
- Chyba mam prawo wiedzieć, czym chcesz zabazgrać moje ciało!
- Moje ciało.. - uniosła brew i kącik ust w uśmiechu
- No przecież mówię. - Odwróciłem na chwilę wzrok od drogi i spojrzałem na nią.
- Wytatuuję sobie mój znak zodiaku na całych plecach. - Zahamowałem gwałtownie. - Co ty wyprawiasz?!
- Kpisz sobie ze mnie!?
- Oczywiście, że tak!
- Do grobu mnie kiedyś wpędzisz, zobaczysz!
- Nie dramatyzuj, tylko jedź.
Ponownie zmusiłem samochód do ruchu, zmieniając bieg i dodając gazu. Mam nadzieję, że na prawdę żartowała. Kilka minut później, zaparkowałem samochód na parkingu przed budynkiem w którym mieści się studio. Wysiadłem z samochodu, podszedłem do drzwi od strony Marty i otworzyłem je, czekając aż wysiądzie. Patrzyła na mnie z rozbawieniem.
- Co?
- Nic. Chodź, będziesz mnie trzymać za rękę.
Jak się okazało, miała zarezerwowany termin. A to cwaniara. Siedziała na krześle i czekała na Mike'a, najstarszego z tatuażystów.
- Cześć piękna.
- Cześć Mike. To jest Harry. - Wskazała na mnie ręką.
- Miło mi cię poznać Harry. - Mike się uśmiechnął. Miał w sobie coś, co uspokajało. Nie wiem czy to jego oczy, przypominające oczy starego kochanego dziadka czy może fakt, że sam nie miał zbyt wielu tatuaży.
- Mnie również - uścisnąłem jego dłoń i przysłuchiwałem się ich rozmowie.
- Nie zmieniłaś zdania co do tatuażu?
- Nie.
- Więc zaczynamy. Podaj mi dłoń.
Patrzyłem jak odbija na jej skórze wzór, a później zaczyna tatuować, co chwila ocierając pojawiającą się krew. Patrzyłem na Martę, ona zaś skupiała się na ruchach Mike'a. Nadal nie mogę się nadziwić swojemu szczęściu. Mieć ją u swego boku to jak wygrać w lotka. Zrobię wszystko by była szczęśliwa, bo to uszczęśliwi mnie.
Zapytam ją o rękę zanim zacznie się trasa. Czyli mam miesiąc na przygotowanie wszystkiego. Wybiorę pierścionek, skonsultuję to z Gemmą, która go najpierw przymierzy, a później kupi i oczywiście automatycznie pojawi się z nim u nas. Chciałbym się oświadczyć przy piosence They don't know about us. Nie spodziewałem się, że któraś z naszych piosenek, będzie aż tak bardzo przypominała mi mnie i Martę.
- Gotowe. - Mike wyrwał mnie z zamyślenia.
- Pokaż to cudo - zwróciłem się do Marty i spojrzałem na nadgarstek, który wystawiała w moją stronę. Teraz widniała na nim niewielka litera H. Uśmiechnąłem się na ten widok. - Prezentuje się świetnie.
- Wiem. - Ona też się uśmiechnęła.
- Jeżeli ty masz, to ja też chcę.
- Ty masz już za dużo tych tatuaży.
- Jest ich tyle, że jeden więcej nie zrobi nam różnicy prawda? - Wywróciła oczami.
- Kopiujesz mój pomysł, wykaż się oryginalnością.
- Nie ma problemu. Mike masz jeszcze trochę czasu?
- Jasne. Co ma być?
- Jej imię - uniosła brew - przy sercu - patrzyła na mnie poważnym wzrokiem, ale po chwili na jej ustach pokazał się ten śliczny uśmiech.
Na lewej piersi, pod jedną z jaskółek widniało teraz imię mojej księżniczki. Ten tatuaż zostanie moim ulubionym.
- Musiałeś? - Zapytała Marta kiedy opuszczaliśmy parking.
- Chciałem. - Popatrzyłem na nią i nachyliłem się by ją pocałować. - Dokąd teraz moja pani?
- Wiesz gdzie jest restauracja "Under Rose"?
- Nie, ale się dowiem. - włączyłem GPS i ruszyłem.
- Za godzinę ma tam występ chłopak, którego uwielbiam.
- Ach tak? Czyli kto?
- Declan Galbraith.
- Nie znam.
- Więc będziesz miał okazję poznać.
- Mam być zazdrosny?
- Nie wydaje mi się.
- Za późno, już jestem.
_________________________________________

Przepraszam, że przerywam rozdział w połowie, ale czasu miałam niewiele na jego stworzenie. Wybaczcie.