niedziela, 10 sierpnia 2014

38

Dzisiaj mija dokładnie miesiąc od wypadku, w którym Marta omal nie zginęła. Od tego czasu leży w śpiączce, podłączona pod różne aparatury, które zamiast ją wybudzić, mam wrażenie, że usypiają. Ostatnie tygodnie spędziłem przy jej łóżku, na zmianę z kołyską Rosie. Cała ta sytuacja mnie przytłacza. Za każdym razem kiedy spojrzę na nieprzytomną Martę, a później na dziecko, które trzymam w dłoniach, jestem szczęśliwy, że zanim to wszystko się stało, Marta urodziła. Tak. Już jestem ojcem pełną gębą. Śliczna niebieskooka Rosie. Taka mała, a już tak niesamowicie podobna do swojej mamy. Po mnie ma tylko swoje kręcone włoski. Jestem szczęśliwy, że mam małą przy sobie, ona daje mi nadzieję, którą lekarze odebrali, naciskając do podjęcia decyzji o odłączeniu aparatury. Serce mi pęka na samą myśl, że mógłbym pozwolić jej odejść, jest jeszcze gorzej, kiedy pomyślę, że ona może się nigdy nie obudzić, a ja zabieram jej szansę na spokój, na który zasłużyła. 
- Panie Styles? - do sali weszła jedna z pielęgniarek, które zajmują się Martą od samego początku. Pokręciłem tylko przecząco głową. Barbara znała mnie na tyle, że wiedziała iż jeszcze nie podjąłem decyzji. Nazywała mnie Panem Stylesem tylko przy lekarzach, albo kiedy mnie karciła, czy chciała ze mnie coś wydusić. 
Barbara też jest Polką, kiedy przychodziła zmieniać Marcie kroplówkę, sprawdzić jak się czuje to mówiła do niej po polsku. Za pierwszym razem kiedy byłem tego świadkiem zacząłem płakać jak dziecko. Słowa "jak się masz kochanie", które zrozumiałem zabolały mnie, chociaż nie wiem dlaczego. Może z tego powodu, że ja nigdy nie rozmawiałem z nią w jej ojczystym języku, może dlatego, że nie byłem w stanie znieść myśli, że to Marta została potrącona w czasie, kiedy ja stałem obok wyjmując siedzonko z samochodu.. To ja powinienem teraz leżeć bez ruchu, ja powinienem być blady i mieć sińce pod oczyma. Ja powinienem być tym, który opiekowałby się moimi skarbami z góry. Nie ona. Po prostu nie ona! Marta poradziłaby sobie beze mnie, ja bez niej jestem nikim. Skorupą, która prędzej czy później zostanie zniszczona przez środowisko zewnętrzne. Rosie potrzebuje bardziej matki niż ojca. Ja nie będę w stanie zastąpić Marty, mimo iż starsza Rosie jej nigdy nie pozna. 
- Harry? - Do sali weszli wszyscy nasi przyjaciele, moja mama, Robin, Gemma. Milena trzymała w ramionach moją córeczkę. Mojego małego aniołka. 
- Nie podjąłem jeszcze decyzji - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Nie umiem. 
- Kochanie, wiesz co musisz zrobić. 
- Ale jeśli tego nie chcę? 
- Musisz pozwolić jej odejść, Harry. To dla nas wszystkich trudne. Wiemy co czujesz, bo tak samo jak ty kochaliśmy Martę. Była z nami od zawsze, odkąd pamiętam wspierała nas i pocieszała, podejmowała za nas decyzje jeśli nie byłyśmy w stanie zrobić tego same - Eliza zaczęła ocierać łzy z twarzy, próbując uspokoić głos żeby dokończyć to co ma do powiedzenia - Jeśli się nie obudzi do południa, to znaczy, że podjęła decyzję za samą siebie. 
Zacząłem płakać więc ukryłem twarz w dłoniach. Szloch zaczął się nasilać z każdą chwilą. Mama podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno, ale ja tylko wyswobodziłem się z jej uścisku, podniosłem się z krzesła przy łóżku, zabrałem Rosie i wyszedłem. 
- Niech idą sami - usłyszałem za sobą jeszcze głos Robina, sprzeciwiającą się mamę i Gemmę, która trzymała moją stronę. 
Jak mam przyswoić myśl, że będę musiał pożegnać się z Martą w ciągu dwóch godzin? Kiedy mówiłem, że ostatni miesiąc mojego życia był najgorszym, chyba nie liczyłem się z tym, co jeszcze mnie czeka. Nadal miałem nadzieję, że Marta się wybudzi. Nadal wierzyłem w to, że Bóg nie zabierze mi tego co najbardziej się dla mnie liczy. Pomyliłem się. Zostanę sam. Z Rosie, która będzie mi przypominała o miłości mojego życia i o tym strasznym wieczorze, w którym kierowca, który stracił panowanie nad samochodem, przez znaczne przekroczenie prędkości na oblodzonej jezdni, potrącił Martę. Boję się, że przez to wszystko nie będę potrafił zajmować się małą, kiedy będzie po wszystkim. Boję się, że skrzywdzę własne dziecko, a myśl, że kiedyś mógłbym stracić jeszcze ją mnie paraliżuje. 
Wyszedłem ze szpitala z Rosie, uprzednio ciaśniej owijając ją kocykiem i naciągając różową czapeczkę w misie na uszy i czoło. Ulicę dalej był niewielki kościół, w którym byłem kiedyś z Martą, na szczęście był otwarty. Paparazzi, którzy czekali pod szpitalem, byli na tyle uprzejmi, że nie weszli za mną do środka. Pozwolili mi zostać tylko z Rosie i z Bogiem. Przeżegnałem się, usiadłem w ostatniej ławce i zacząłem płakać tuląc do siebie dziecko z całych sił. Kocyk pachniał Martą, właściwie ostatnimi czasy to ona i nasza mała księżniczka używały takiego samego balsamu do ciała, proszku do prania, czy nawet szamponu. Nasza, teraz już czteromiesięczna córeczka korzystała ze wszystkich zabiegów kosmetycznych jakie tylko mogą być serwowane niemowlętom. Uwielbiałem nagrywać je podczas zabawy, snu, towarzyszyć podczas kąpieli. Rodzicielstwo to nie łatwa sprawa, ale radość, którą to rodzicielstwo daje, jest nie do opisania. 
- Wszystko w porządku, synu? - Odwróciłem się zaskoczony czyjąś obecnością. Sądziłem, że nie ma tutaj nikogo prócz mnie i Rosie. 
- Tak, dziękuję - odpowiedziałem, zanim dostrzegłem księdza, wychylającego się z konfesjonału. Wziąłem głęboki oddech żeby się uspokoić i chciałem wstać, przed czym kapłan mnie powstrzymał. 
- Nie musisz wychodzić. Przepraszam jeśli cię przestraszyłem, nie miałem zamiaru - uśmiechnął się lekko. - Na pewno wszystko dobrze? Nie wyglądasz najlepiej.
Pokręciłem przecząco głową. Księdzu nie wypada łgać. 
- Nie. Nic nie jest w porządku. Wszystko się wali. 
Ksiądz stał chwilę obok ławki, w której siedziałem, ale po chwili zapytał:
- Mogę się dosiąść?
Przesunąłem się na tyle aby miał miejsce na zimnej drewnianej ławce. Oboje milczeliśmy wpatrując się w ołtarz przed nami. 
- Jezus nas uczy, że nie wolno odbierać życia drugiej osobie, bo taką moc ma tylko Bóg - odezwałem się cicho.
- To prawda.
- Więc dlaczego muszę zdecydować, czy odebrać jej życie? 
- Komu? - Głos kapłana był spokojny i nieosądzający.
- Mojej żonie. 
- Kto każe ci jej odbierać życie? 
- Lekarze naciskają żebym podjął decyzję co do odłączenia jej od aparatury utrzymującej ją przy życiu. Miała wypadek. Od miesiąca leży w śpiączce, a ja nie mogę nawet pomyśleć, że przyczynię się do jej śmierci. 
- Nie myśl, że to ty odbierasz jej życie poprzez tę decyzję. My, ludzie, nie mamy takiej władzy. Tylko Bóg może je odebrać, tak samo jak je podarować. Ty, wyświadczysz jej tylko przysługę skracając to, co nieuniknione. 
- Dlaczego Bóg chce nam ją odebrać? Dał nam tak mało czasu żeby się sobą nacieszyć.. Dlaczego?
- Widocznie On potrzebuje jej tam bardziej niż ty tutaj - po raz pierwszy ksiądz odwrócił twarz od ołtarza i spojrzał najpierw na Rosie, później na mnie. 
- Ja sobie bez niej nie poradzę - głos miałem zadziwiająco spokojny. Czy to możliwe, że ma na to wpływ fakt, że jestem w domu Boga?
- Gdyby rzeczywiście tak było, Ojciec nie odbierałby tobie żony, a waszej córce matki. Bóg nie jest zły, mściwy, nie robi tego dla rozrywki. Musi być powód, dla którego twoja ukochana jest wzywana do Nieba. Powód, który musimy zaakceptować, mimo iż go nie znamy. 
W odpowiedzi uśmiechnąłem się tylko, chociaż bardziej wyglądało to jak grymas bólu niż uśmiech. 
- Idź do niej. Spędź z nią te ostatnie chwile. Bóg na ciebie zaczeka. 
- Dziękuję. 
Wstałem powoli, wierzchem wolnej dłoni otarłem łzy, które starały się wydostać z moich oczu. 

***

- Możecie zostawić nas samych? - Zapytałem wracając do szpitalnej sali, w której leżała Marta
- Oczywiście. 
Kiedy zostałem sam z Martą, uklęknąłem przy jej łóżku i rozpłakałem się, tak samo jak wtedy kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że lekarze nie dają jej szans na wyburzenie się. 
- Dlaczego mnie zostawiasz? Dlaczego? Proszę cię, wróć do mnie.. Błagam.
Sygnały pracującej aparatury sprawiały, że włosy stawały mi na karku. Były jak zegar odmierzający czas do końca. Końca Marry. 
- Nigdy tak na prawdę, nie powiedziałem ci jak bardzo cię kocham, jak wiele dla mnie znaczysz i ile we mnie zmieniłaś. Nigdy nie wiedziałem jakich użyć słów, i nadal tego nie wiem, by oddały wszystko we właściwych proporcjach. Pokochałaś mnie, prostego chłopaka z Holmes Chapel, tego dziwaka o poczuciu humoru równym zeru. Zaakceptowałaś wszystkie moje wady, nie chciałaś żebym się zmieniał. Obudziłaś we mnie życie, które od dawna zamierało. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Sława, pieniądze, fani.. Oddałbym teraz to wszystko tylko po to żeby usłyszeć twój głos. Żeby po raz ostatni cię pocałować i powiedzieć coś głupiego żeby cię rozbawić. Oddałbym życie za to żebyś właśnie teraz otworzyła oczy i zaczęła samodzielnie oddychać..
Głos mi się załamał. Przytuliłem wierzch jej dłoni do policzka. Wstałem, pocałowałem jej usta, policzki, czoło. 
- Byłaś moim światełkiem, które tak znienacka zgasło.. Kocham cię i nigdy nie przestanę skarbię. Przysięgam. 
Po jakimś czasie do sali weszli lekarze, a za nimi wszyscy nasi bliscy. Staliśmy przy łóżku Marty, wylewając łzy i próbując pocieszać siebie nawzajem, że tak jest dla niej lepiej, że dobrą podjęliśmy decyzję. To wszystko na nic. Miałem ochotę położyć się na podłodze i walić głową w beton, tylko po to żeby zagłuszyć pustkę która mnie ogarnęła, poczucie winy, kłucie w sercu, ża; rozczarowanie, że jednak się nie obudziła. Że ja się nie obudziłem z tego koszmaru. 
Lekarz skinął na mnie głową, z trudem puściłem jej dłoń i przełknąłem gulę w gardle.  
Najważniejszy a zarazem najpiękniejszy rozdział mojego życia został zamknięty. Światło, na mojej drodze zgasło, ale w jego miejscu pojawił się promyczek. Spojrzałem na Rosie, uśmiechnąłem się przez łzy, pocałowałem jej ciepłe i delikatne czółko. Owinąłem ją w kocyk i  wyszedłem ze szpitala zaraz po tym, jak ciało Marty zostało odwiezione do kostnicy. 
To jest już koniec. 

________________________________________

Więc.. to już ostatni rozdział Storytellers.. Do przyszłej soboty pojawi się epilog tej historii.
Nie mogłam dodać rozdziału wczoraj, problemy techniczne w domu (czyli masa dzieci na urodzinach brata i bieganie od 8 rano do samego wieczora, padłam jak mucha) ;/ wybaczcie.
Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną w komentarzach swoją opinią o tym rozdziale, jak i całokształcie bloga :)